Reklama

Reklama

River Phoenix: Gwiazda, która zgasła za wcześnie

Nazwisko, nawiązujące do Feniksa odradzającego się z popiołów, nie uchroniło go przed tragedią. River Phoenix, który był niegdyś największą nadzieją Hollywood, a który zmarł w 1993 roku na skutek przedawkowania narkotyków, 23 sierpnia skończyłby 49 lat.

Nazwisko, nawiązujące do Feniksa odradzającego się z popiołów, nie uchroniło go przed tragedią. River Phoenix, który był niegdyś największą nadzieją Hollywood, a który zmarł w 1993 roku na skutek przedawkowania narkotyków, 23 sierpnia skończyłby 49 lat.
W chwili śmierci River Phoenix miał zaledwie 23 lata /Cinema Publishers Collection/ The Hollywood Archiv/agefotostock /East News

Rodzice Rivera, John i Arlyn, byli hippisami i poznali się podczas podróży autostopem. Dzieciństwo spędził w Wenezueli, gdzie państwo Phoenix brali czynny udział w życiu sekty "Dzieci Boga". Swoje życie rodzinne River streścił w jednym z wywiadów w następujący sposób: "Urodziłem się w Oregonie, moja siostra Rain w Teksasie, mój brat Joaquin - alias Leaf - w Puerto Rico, moja druga siostra Liberty w Wenezueli, trzecia, Summer, na Florydzie, moja matka w Nowym Jorku, a mój ojciec w Kaliforni".

Reklama

Już jako 10-latek grał w reklamach telewizyjnych. Na dużym ekranie zadebiutował w filmie Roba Reinera z 1986 r. "Stań przy mnie", a następnie wystąpił u boku Harrisona Forda w filmach "Wybrzeże moskitów" (1986) oraz "Indiana Jones i ostatnia krucjata" (1989). W 1988 r. otrzymał nominację do Oskara za drugoplanową rolę w dramacie Sidneya Lumeta "Stracone lata".

Na polskich ekranach mogliśmy go też oglądać w filmie "Moje własne Idaho" (1991) w reżyserii Gusa Van Santa. Dla wielu kinomanów to najważniejszy tytuł w dorobku Rivera. Kreacja cierpiącego na narkolepsję (napady snu) geja przyniosła mu nagrodę za najlepszą rolę męską na festiwalu w Wenecji. Zarówno Rivera, jak i Keanu Reevesa, który grał jego partnera, okrzyknięto najlepiej zapowiadającymi się aktorami młodego pokolenia Hollywood.

Być może Phoenix byłby dzisiaj w świecie kina kimś formatu Leonarda DiCaprio czy Brada Pitta, gdyby nie feralna noc z 30 na 31 października 1993 r. River imprezował wtedy w lokalu The Viper Room, należącym do Johnny'ego Deppa, w Los Angeles. Upadł wychodząc z klubu i zmarł wkrótce potem w szpitalu. Przyczyną jego śmierci było przedawkowanie narkotyków. W krwi aktora stwierdzono duże dawki kokainy i morfiny oraz niewielkie ilości marihuany i valium.

To jego brat, Joaquin zadzwonił po pogotowie i patrzył bezsilnie, jak River umiera w konwulsjach. Joaquin też wybrał karierę aktorską. Poprzez role w obrazach "Gladiator", "Ona" czy "Spacer po linie" zbudował sobie mocną pozycję w branży.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: River Phoenix

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL