Reklama

Richard Donner nie żyje. Wzruszające pożegnanie

5 lipca świat obiegła smutna wiadomość o śmierci popularnego reżysera Richarda Donnera, autora takich filmów jak m.in. "Zabójcza broń" i "Superman". Spośród wielu osób, które pożegnały tego artystę w mediach społecznościowych, najbardziej wzruszająco zrobił to Jeff Cohen, który w przygodowym filmie "Goonies" zagrał rolę ulubieńca widzów, Kloca. Cohen wiele zawdzięcza Donnerowi.

Jeff Cohen i Richard Donner

Jeff Cohen, który obecnie jest wziętym prawnikiem, zajmującym się sprawami show-biznesu, po raz pierwszy spotkał Richarda Donnera właśnie podczas prac na planie filmu "Goonies" w 1985 roku. Grał w nim Kloca, pociesznego grubaska, który uwielbia robić żarty. Jak się okazuje, reżyser nie tylko pomógł mu w przygotowaniach do roli, ale w latach późniejszych opłacił też jego czesne za college i razem z żoną, Lauren Shuler Donner, zapewnił mu wsparcie finansowe i emocjonalne.

"Dick Donner był moją najbardziej ulubioną osobą na świecie. Był najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem. Był niebywale utalentowany, niebywale życzliwy, niebywale kochający. Jako artysta, Dick Donner był jednym z najwspanialszych reżyserów wszech czasów" - powiedział Cohen w rozmowie z portalem "Variety".

Reklama

Zachwycał się też dorobkiem zmarłego reżysera. "Dick Donner wyreżyserował najwspanialszy film superbohaterski wszech czasów - 'Supermana'. Tym filmem odmienił ten gatunek. Bez 'Supermana' nie byłoby 'Batmana' Tima Burtona, nie byłoby filmów Marvela. Dick Donner wyreżyserował też najwspanialszy młodzieżowy film wszech czasów - 'Goonies' oraz jeden z najwspanialszych horrorów wszech czasów, czyli 'Omen'. Do tego wyreżyserował jeden z najwspanialszych filmów świątecznych: 'Wigilijny show'", a także jedną z najwspanialszych serii sensacyjnych wszech czasów - 'Zabójczą broń'. Który inny reżyser mógłby zrobić świetne filmy we wszystkich tych gatunkach?" - powiedział dalej Cohen.

Odtwórca roli Kloca zdradził też, że kultowy reżyser odmienił jego życie. "Zawsze był dla mnie życzliwy. Jestem prawnikiem zajmującym się światem rozrywki - bez Dicka byłoby to niemożliwe. Pomógł mi, gdy ja nie mogłem dla niego zrobić nic. To unikalna rzecz w tej branży. Razem z żoną opłacili moje studia, gdy wybierałem się do Berkeley. Gdy moja kariera aktorska zaczynała przygasać, wciąż kochałem show-biznes, a Dick pozwolił mi być swoim asystentem związanym z produkcją. Pracowałem dla niego dla studia Warner Bros. Gdy wybierałem się do koledżu, poprosiłem Dicka, żeby napisał mi list polecający. 'Jasne, dzieciaku' - odpowiedział. Poprosił tylko, bym opowiedział mu coś o sobie. Opowiedziałem więc o trudnym dzieciństwie, wychowaniu się bez ojca. Kiedy to usłyszeli z Lauren, powiedzieli, że opłacą mi naukę w koledżu. Byłem w szoku. To zmieniło moje życie, bo miałbym problem z opłaceniem szkoły. Do tego Dick i Lauren pokazali, że we mnie wierzą. Wierzyli, że mogę coś osiągnąć" - wspomina Cohen.

"Dick był najmądrzejszym facetem, ale nigdy nikt nie czuł się przy nim gorszy. Każdy czuł się przy nim świetnie. Nie musiał się popisywać. Nie pchał się na afisz. Chciał, żeby wszyscy wyglądali świetnie i odnieśli sukces. Potrafił pokazać latającego człowieka tak, że w to wierzyłeś. Kupowałeś nawet tak abstrakcyjne sceny jak grupę złoczyńców goniących kilku małolatów przez miejsce upstrzone pułapkami. Jestem fatalnym aktorem, a dzięki Dickowi wypadłem świetnie. To, że wyglądałem, jak gdybym wiedział, co robię, świadczy o geniuszu Donnera. Kocham go i już za nim tęsknię. Bez niego świat będzie bardziej ponurym miejscem" - zakończył swoje poruszające wspomnienia Cohen.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Richard Donner

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje