Reklama

"Rejs": Najlepsze sceny polskiego kina

W poniedziałek, 19 października, mija 50 lat od premiery kultowej komedii Marka Piwowskiego. Polskie kino płynie dalej, mało który film potrafi jednak dorównać legendzie "Rejsu".

Scena z filmu "Rejs"

W jednym z dokumentów Marka Piwowskiego, "Muchotłuk", bohaterka grana przez Irenę Iżykowską wygłasza zdanie: "Przerwa w piciu grozi w życiu". Bez alkoholu najpewniej nie powstałby najsłynniejszy film reżysera. Według anegdotycznej opinii, "Rejs" nakręcono po to, żeby Jan Himilsbach miał pieniądze na wódkę. Irena Iżykowska zagrała w tym filmie postać żony Himilsbacha - Sidorowskiej.

Reklama

Jedna z najsłynniejszych scen filmu, w której Zdzisław Maklakiewicz wygłasza monolog o stanie polskiego kina, nakręcona była "na procentach".

"Scena monologu o polskim filmie wydawała się łatwa. To było jedno ujęcie. Sądziliśmy więc, że nakręcimy je bardzo szybko. Normalnie powinniśmy wszystko zrealizować w godzinę, straciliśmy jednak cały dzień. Najpierw upił się Maklakiewicz. Gdy zabraliśmy się intensywnie za jego trzeźwienie, urżnął się Himilsbach. Albo jeden, albo drugi był pijany. To, co jest na filmie, to jedyna wersja, na której nie widać, że aktorzy są zamroczeni. Istniał tekst monologu o polskim kinie, ale Maklakiewicz miał kłopoty z powtórzeniem go. Był jednak profesjonalistą i improwizował na planie" - wspomina operator "Rejsu" Marek Nowicki.

Współscenarzysta Janusz Głowacki zapamiętał zaś, że "Janek szalał i mimo próśb i błagań ciągle przerywał opowieść Zdzisia i kompletnie go zagłuszał". "Straciliśmy już wszelką nadzieję, kiedy Janek nagle osłabł, zapadł się w sobie, zamilkł i na jego twarzy pojawił się ten wyraz rozpaczliwej koncentracji i uwagi, który słusznie tak zachwycił swym aktorskim kunsztem publiczność i krytyków" - dodał Głowacki.

Jedną z najsłynniejszych scen w historii polskiego kina można więc podsumować następująco: improwizowany monolog Maklakiewicza i gigantyczny kac Himilsbacha.

Sława niesamowitych alkoholowych wyczynów Mamonia i Sidorowskiego obiegła świat. Dlatego pewna amerykańska firma chciała reklamować swoją wódkę, pokazując na billboardach fotografie duetu Maklakiewicz-Himilsbach (klatka z filmu Piwowskiego) oraz napis "Popłyniemy w rejs" - przypomina w swej książce o historii powstania filmu Maciej Łuczak.

"A może zrobimy film?"

Pod filmem "Rejs" podpisało się czterech współscenarzystów. Obok reżysera Marka Piwowskiego, są to: pisarz Janusz Głowacki, aktor STS-u Jerzy Karaszkiewicz (wystąpił jako Wędkarz) i operator wcześniejszego dokumentu Piwowskiego "Muchotłuk" - Andrzej Barszczyński. Na ostateczny kształt filmu niebagatelny wpływ mieli jednak również odtwórcy głównych ról: wspomniani Himilsbach i Maklakiewicz.

Filmowe nazwisko pierwszego z nich - Sidorowski - "pożyczone" zostało od szefa restauracji SPATiF-u, który po kolejnej awanturze wywołanej przez artystę, ostatecznie zakazał mu wstępu do lokalu. Mamoń był już wymysłem Maklakiewicza, o którym Jerzy Gruza powiedział, że był "jednym z najciekawszych scenarzystów, który nigdy nie napisał żadnego scenariusza".

Najciekawsza jest jednak opowiedziana przez Jerzego Karaszkiewicza historia narodzenia się pomysłu na "Rejs": "Siedzieliśmy sobie na murku koło hotelu Bristol. Był piękny słoneczny dzień. Marek powiedział: 'A może zrobimy film? Po Wiśle płynie wycieczka statkiem. I ten statek osiada na mieliźnie'. Spodobało nam się. Że niby statek to Polska, źle sterowana i płynąca bez sensu. Czuliśmy, że to dobry temat" - wspomina Karaszkiewicz.

Nie wszyscy wiedzą jednak, że "pierwszym pomysłem była paralela do powieści Hermana Melville'a 'Moby Dick'". "Bohaterem miał więc być kapitan statku. Kłopot był tylko ze znalezieniem symbolu i odniesienia do szalonej gonitwy za wielorybem. W warunkach pływania po Wiśle była to analogia kusząca" - dodaje Karaszkiewicz.

To nie jedyny literacki punkt odniesienia "Rejsu". Według operatora Marka Nowickiego nad filmowym przedsięwzięciem Piwowskiego unosił się duch... strukturalizmu Umberto Eco. Reżyser realizował bowiem w "Rejsie" zasady estetyki, które włoski uczony zawarł w swym przełomowym dziele. "Po pokładzie statku chodziliśmy, trzymając w ręku nadbitkę 'Struktury dzieła otwartego' Eco" - wspomina Nowicki i dodaje, że sceny "Rejsu" były kręcone w ten sposób, żeby "wszystko miało się montować ze wszystkim". Formalnej otwartości "Rejsu" nie zdzierżył opiekun artystyczny filmu Antoni Bohdziewicz, uznając film Piwowskiego za "rozsypane paciorki" i rezygnując z patronowania temu ekscentrycznemu przedsięwzięciu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rejs

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje