Reklama

"Ręce do góry" Jerzego Skolimowskiego: 35 lat od premiery

"Ręce do góry"? To najszczerszy film, jaki w życiu wykonałem - przekonuje Jerzy Skolimowski

"Dla mnie najważniejszym filmem Skolimowskiego jest 'Rysopis', pokazuje bowiem sposób upominania się o swoją tożsamość" - ocenił Zarębski, dodając jednocześnie, że "tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z pozycji Skolimowskiego na Zachodzie". "Jego filmy do nas nie docierały, albo nie mieściły się w kanonie kina, który ma w Polsce widza masowego. Gdybyśmy mieli porównywać ranking twórców, którzy zdobywali najważniejsze nagrody, to Skolimowski - bywalec światowych festiwali - znajduje się w samej czołówce" - wskazał.

Reklama

Dopełnieniem trylogii o Leszczycu, filmów porównywanych w swej wymowie i estetyce do francuskiej Nowej Fali, miało być właśnie "Ręce do góry". Do współpracy przy scenariuszu tego politycznego i autobiograficznego filmu zaprosił Skolimowski Andrzeja Kostenkę. W głównych rolach obsadził Tadeusza Łomnickiego, Adama Hanuszkiewicza, Joannę Szczerbic i Bogumiła Kobielę. Reżyser został rzecz jasna Andrzejem Leszczycem - w tej części również pojawia się jako Zastawa. Ciekawy wydaje się pomysł z nadaniem imion bohaterów od marek istniejących wówczas samochodów (Wartburg, Opel Rekord). Warto również wspomnieć, że muzykę do filmu napisał słynny Krzysztof Komeda.

W odróżnieniu od poprzednich części trylogii, nie skupia się on jedynie na osobie Leszczyca. Tutaj bohaterem jest zbiorowość - młodzi lekarze, pokolenie trzydziestolatków. Film zaczyna się sceną zjazdu absolwentów medycyny, stanowi on okazję do poczynienia podsumowań życiowych wyborów i postaw. Akcją opowieści w większości są wagony kolejowe, ma to charakter symboliczny. Równie symboliczna i wymowna jest scena z czterookim Stalinem i reakcja odgrywanego przez Kobielę Wartburga, którzy ucieka i krzyczy, że przez ten jeden błąd całe jego dotychczasowa praca i trud, nie mają już sensu. "Jest to najszczerszy film, jaki w życiu wykonałem" - wyznał po latach Skolimowski.

19 października 2015 roku w kinie Kultura w Warszawie odbyła się premiera filmu po cyfrowej rekonstrukcji. Reżyser wspominał wówczas: "Kiedy w 1967 roku kręciliśmy 'Ręce do góry' byliśmy pełni entuzjazmu i wiary w to, że to, co chcemy pokazać w naszym filmie może się przydać dla tego kraju, że może to być jakiś głos, znak ośmielający innych do tego, żeby mówić o sprawach, jakie są w tym filmie poruszane. Niestety, myliliśmy się. Cenzura w Polsce miała się wówczas dobrze".

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Skolimowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje