Reklama

Quentin Tarantino przerwał milczenie w sprawie swego ojca

Jednym z tematów, których Quentin Tarantino unikał w wywiadach, jest sprawa jego biologicznego ojca, który zostawił rodzinę, zanim jeszcze reżyser przyszedł na świat. Teraz twórca postanowił przerwać milczenie i przybliżył prywatną historię swojej rodziny. A ojcu nie szczędził słów krytyki.

Quentin Tarantino

Tarantino był gościem podcastu "WTF" prowadzonego przez Marka Marona. Rozmowa na temat jego ojca wywiązała się za sprawą dyskusji o młodości reżysera i dzieł popkultury, jakie miały na niego największy wpływ. Reżyser wspomniał nie tylko o swoim ojczymie, Curtisie Zastoupilu, ale też o biologicznym ojcu, aktorze z aspiracjami, Tonym Tarantino.

Reklama

"Zdecydowałem się na pozostanie przy nazwisku Tarantino, bo fajnie brzmiało. Nie miało to zupełnie nic wspólnego z osobą mojego ojca. W ogóle nie miało nic wspólnego z rodziną. Gdybym miał decydować jeszcze raz, nie wybrałbym nazwiska Tarantino. Gdybym miał decydować raz jeszcze, użyłbym jako nazwiska swojego drugiego imienia. Nazywałbym się teraz Quentin Jerome" - powiedział reżyser.

Z dalszej rozmowy z Maronem wynika, że Tarantino nigdy nie poznał swojego ojca i nie ma zamiaru tego robić. "Miał 30 pierdo..., żeby mnie znaleźć i nigdy tego nie zrobił. Ale kiedy stałem się sławny, wyczołgał się z szopy. To było, k..., straszne. Próbował do mnie dotrzeć, ale ja nie byłem tym zainteresowany" - zwierzył się Tarantino.

Reżyser wspomniał też słynny wywiad, który Tony Tarantino udzielił Jami Bernard, dziennikarce i autorce książki "Quentin Tarantino. Człowiek i jego filmy". "Zrobiła z nim cały wywiad. Z człowiekiem, którego nigdy nie poznałem. Wydrukowali go w gazecie. To było poj.... Nie można przecież nawet powiedzieć, że był złym ojcem i to mogło wpłynąć na moje życie. Nie. Jego tam nie było. To było niesmaczne" - wyznał oburzony reżyser.

Na koniec rozmowy o ojcu, Tarantino wspomniał jeszcze o jedynym razie, kiedy spotkał się z Tonym. "Zamawiałem coś w kawiarni, gdy nagle się pojawił. 'Cześć, to ja'" - powiedział, a ja odpowiedziałem, że ten dzień w końcu musiał nadejść. "Właśnie nadszedł, mogę się przysiąść?" - zapytał, a ja pokazałem mu, żeby sobie poszedł. Poszedł i tak się to skończyło. Jestem pewien, że wciąż żyje. Osiągnął wystarczająco dużo, żeby gdzieś o nim napisali, gdy umrze" - zakończył Tarantino.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Tarantino Quentin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje