Reklama

Publiczna telewizja z Hongkongu nie pokaże ceremonii rozdania Oscarów

Stacja telewizyjna TVB, największy publiczny nadawca z Hongkongu, nie będzie transmitować na żywo ceremonii rozdania Oscarów, która odbędzie się już 25 kwietnia. To pierwszy taki przypadek w historii tej stacji od ponad 50 lat. W oświadczeniu wysłanym do prasy władze TVB tłumaczą tę decyzję względami komercyjnymi. Nie brakuje jednak głosów, że stoją za nią również inne pobudki.

Mieszkańcy Hongkongu nie zobaczą Oscarów "ze względów komercyjnych"

Sytuacja jest tym dziwniejsza, że po raz pierwszy od 1993 roku szansę na Oscara ma film wyprodukowany w Hongkongu. Wtedy nominację dostał film "Żegnaj, moja konkubino", który walkę o statuetkę przegrał z francuskim "Belle Epoque". Teraz o Oscara dla najlepszego filmu międzynarodowego powalczy dramat "Better Days". Mimo to, jak informuje portal "The Hollywood Reporter", publiczna stacja TVB nie przedłużyła swoich praw do pokazywania na żywo ceremonii rozdania Oscarów.

Stacja TVB pokazywała oscarową ceremonię od 1969 roku. Teraz z niej zrezygnowała, a jak wynika z oświadczenia wysłanego do miejscowych mediów, była to "decyzja spowodowana względami komercyjnymi". Żadna inna publiczna bądź prywatna telewizja z Hongkongu nie zgłosiła się do walki o porzucone przez TVB prawa.

Choć oficjalne oświadczenie stacji powinno zakończyć temat, spekulacjom na temat tej niespodziewanej decyzji nie ma końca. Niedawno pojawiły się informacje na temat tego, że w sąsiednich Chinach władze wysłały do właścicieli miejscowych mediów informację o zakazie transmitowania na żywo ceremonii rozdania Oscarów i sugestię, by swoich odbiorców poinformować jedynie o laureatach w wybranych kategoriach. Miała to być reakcja m.in. na nominację do Oscara krótkometrażowego dokumentu "Do Not Split", którego tematem są prodemokratyczne zamieszki, jakie wybuchły w 2019 roku w Hongkongu.

W 1997 roku Hongkong powrócił do Chin, które pozostawiły miejscowym władzom dużą autonomię w większości spraw poza polityką zagraniczną i siłami zbrojnymi. Teoretycznie więc, w porównaniu do Chin, gdzie władze w dużym stopniu kontrolują media, w Hongkongu panuje wolność słowa i prasy. Te zostały zagrożone za sprawą nowych regulacji prawnych, które były iskrą zapalną do demonstracji pokazanych w filmie "Do Not Split". Brało w nich udział do dwóch milionów mieszkańców Hongkongu. Teraz pojawiają się głosy, że to właśnie chiński rząd stoi za decyzją stacji TVB, w której posiada część udziałów.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Oscary 2021

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje