Reklama

"Psy": 25 lat od premiery

W poniedziałek, 20 listopada, mija 25 lat od premiery "Psów". Film Władysława Pasikowskiego jest jednym z nielicznych obrazów w polskiej kinematografii, który - bez cienia wątpliwości - zasłużył na miano kultowego.

W poniedziałek, 20 listopada, mija 25 lat od premiery "Psów". Film Władysława Pasikowskiego jest jednym z nielicznych obrazów w polskiej kinematografii, który - bez cienia wątpliwości - zasłużył na miano kultowego.
Agnieszka Jaskółka i Bogusław Linda w "Psach" /materiały prasowe

"Psy" (1992) to jedno z największych zaskoczeń i wydarzeń początku lat 90. w Polsce. Film kontrowersyjny i budzący sprzeczne emocje: obsypany nagrodami na gdyńskim Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, laureat Złotej Kaczki, jednocześnie oskarżany przez część krytyki o nadmierną brutalność, wulgarny język, nihilizm i szarganie świętości.

Teksty Pasikowskiego: "w imię zasad..." "to zła kobieta była" czy "nie chce mi się z tobą gadać" na stałe zyskały rangę kultowych. Muzykę do "Psów", w tym słynną "Kołysankę", skomponował Michał Lorenc. Za zdjęcia odpowiada łodzianin Paweł Edelman.

Reklama

Postkomunistyczne kino moralnego niepokoju

Akcja "Psów" rozpoczyna się w momencie, gdy dawni funkcjonariusze UB po weryfikacji zostają policjantami. Franz (Bogusław Linda), który w starym systemie robił karierę dzięki małżeństwu z córką ministra, musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Skierowany do walki ze zorganizowaną przestępczością odkrywa, że po drugiej stronie barykady stoją jego byli koledzy po fachu. W jednej z akcji traci trzech ludzi i postanawia się zemścić, ale jego dawny przyjaciel Olo (Marek Kondrat) nie daje się wciągnąć do współpracy. Zwolniony z policji, zdążył już znaleźć lepszych pracodawców. W dodatku dziewczyna, którą zaopiekował się Franz, odchodzi, szukając bardziej opłacalnego związku.

"Psy" to postkomunistyczne kino moralnego niepokoju, gdzie połączenie schematów amerykańskiego filmu sensacyjnego z polskimi realiami (komisje weryfikacyjne, palenie esbeckich teczek, rosnąca w polityczną siłę rola Kościoła) stworzyło ekranowe lustro, w którym odbiły się problemy wczesnej fazy rodzimej transformacji.

"Pasikowski obszernie czerpie z formuły amerykańskiego filmu policyjnego i gangsterskiego, cytując znaczących twórców markowych filmów akcji. Reżyseria jest ewidentnie amerykańska: nawiązania do kina amerykańskiego pojawiają się nieomal w każdej scenie. Widzimy 'amerykańskie' przestrzenie (luksusowe wnętrza, mokre od deszczu ulice, podziemne parkingi, opuszczona fabryka), brutalną przemoc, pokazywaną na zwolnionych zdjęciach, słyszymy wulgarny język i twardą mowę twardych mężczyzn. Film opiera się na akcji, a nie na dialogu, co odróżnia go od większości polskich produkcji" - zauważył historyk kina Marek Haltof.

Były esbek wymierza sprawiedliwość

Tematyka filmu, ukazująca świat w zasadzie pozbawiony pozytywów, pełen cynizmu, moralnego brudu i okrucieństwa, wywołała gwałtowne reakcje krytyki. Za fasadą szyderstwa i antymartyrologicznych bluźnierstw kryło się jednak coś więcej - moralitet, bolesna aż do bólu diagnoza polskiej współczesności, "kino niemoralnego niepokoju"... Opinie były podzielone. Jedynie widzowie "wypowiedzieli" się jednoznacznie. Kolejki ustawiające się pod kasami kin przysporzyły "Psom" miana komercyjnego szlagieru - czytamy na stronach Internetowej Bazy Filmu Polskiego.

"Przypuszczam, że młodociana widownia w takim skupieniu ogląda ten film nie tylko dlatego, że jest on 'do oglądania'. Ten film dialoguje z doświadczeniami widzów, mówi do nich kategoriami, którymi myślimy po cichu, zaś wyzbywamy się ich, wchodząc na mównicę, bądź wypinając pierś w szeregu ideologicznego apelu starej bądź nowej władzy, starej bądź nowej opozycji" - pisał z uznaniem Piotr Szulkin w recenzji na łamach "Kina" dodając, że "ideologicznie czysty jak pupa niemowlaka pan Pasikowski (...) wyciągnął wniosek, że ludzie nie dzielą się komuchów i katolików, tylko na ludzi i ludzi".

Z dzisiejszej perspektywy ta historia o byłych esbekach, którzy próbują się odnaleźć w rzeczywistości III RP, jest jednym z najważniejszych filmów lat 90., najlepszym filmowym świadectwem czasów transformacji, w którym odbija się "szok wolności" i poczucie braku oparcia.

Widownia - zmęczona martyrologią i "styropianem" - w granym przez Bogusława Lindę byłym esbeku, twardzielu Franzu Maurerze, wymierzającym sprawiedliwość "z imię zasad...", zobaczyła swojego bohatera, mocnego człowieka na trudne czasy.

Janek Wiśniewski padł

Nie bez powodu Andrzej Wajda, obserwując entuzjastyczne reakcje na ten film młodej widowni podczas gdyńskiego festiwalu powiedział, że ich reżyser wie o tej publiczności coś więcej. Na pewno wiedział o jej rozczarowaniu nową rzeczywistością, która okazała się nie lepsza od starej, a pod wieloma względami bardzo ją przypominała.

"Film Pasikowskiego był prawdopodobnie pierwszym dziełem artystycznym pokazującym koniec etosu 'Solidarności'. W otwierającej scenie Franz stwierdza, że działacz wolnych związków zawodowych w milicji był nie tylko niezrównoważony psychicznie, lecz w dodatku kierował się wyłącznie swoim własnym interesem. W scenie, która rozdrażniła niektórych polskich krytyków, pijani członkowie Służby Bezpieczeństwa niosą jednego ze swoich kompletnie pijanych kolegów na ramionach w kierunku kamery, śpiewając 'Janek Wiśniewski padł'. Piosenkę tę wykorzystał wcześniej Andrzej Wajda w 'Człowieku z żelaza', nawiązując do 'Solidarności' i do wydarzeń z grudnia 1970 roku. Młodej widowni 'Psów', wolnej od myślenia politycznego przeważającego w czasach komunizmu, drwiny z mitu opozycji bardzo przypadły do gustu" - pisał w książce "Kino polskie" Marek Haltof.

"Zrozumiałem, że w Polsce coś ważnego się wydarzyło, co może mieć nieobliczalne konsekwencje. Dlatego nie zdziwiły mnie wyniki późniejszych wyborów, nie mówiąc już o ostatnich, prezydenckich (chodzi o zwycięstwo Aleksandra Kwaśniewskiego, byłego członka partii komunistycznej, nad Lechem Wałęsą - przyp. red.)" - tak Wajda skomentował tę scenę w prasowym wywiadzie z 1996 roku.

W maju 2014 roku w ramach festiwalu Off Plus Camera w krakowskim kinie Kijów.Centrum odbyła się premiera zrekonstruowanych cyfrowo "Psów". Tydzień później kultowy obraz wrócił na ekrany kin w całej Polsce. "Ponowna premiera 'Psów' Władysława Pasikowskiego przynosi mieszankę radości i konfuzji. Zrekonstruowane cyfrowo dzieło z 1992 roku, chociaż pełne wad i wyraźnie postarzałe, wciąż jest jednym z najbardziej wyrazistych filmów, jakie wydała współczesna polska kinematografia" - pisał wówczas nasz recenzent Piotr Mirski. - "Im bliżej końca, tym bardziej z 'Psów' uchodzi powietrze, tym mniej interesujące i angażujące się stają. Ta dysproporcja nie zmienia jednak tego, że jest to film zachwycająco dosadny i brutalny".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: PSY (Park Jae-Sang)
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy