Reklama

Producent "Bitwy..." w obronie filmu

Już drugi raz przed premierą producent filmu "Bitwa pod Wiedniem" producent Alessandro Leone poczuł się w obowiązku odpowiedzieć na falę krytyki pod adresem jego obrazu. Tym razem skomentował negatywne recenzje "Bitwy..."

"W ostatnich dniach prezentowane recenzje okazały się coraz bardziej agresywne. Nie przeczę, że film ma swoje wady. Zgadzam się z niektórymi technicznymi krytykami filmu, ale nie ze wszystkimi i przede wszystkim nie z tymi wyrażonymi w sposób chamski, arogancki i niezbyt merytoryczny. Staję w obronie polskich i zagranicznych aktorów, którzy w tym filmie pokazali wielki kunszt swojego warsztatu artystycznego i cieszę się że polscy aktorzy będą oglądani za granicą ponieważ ich praca warta jest zaprezentowania." - Alessandro Leone napisał w specjalnym oświadczeniu przesłanym redakcji INTERIA.PL przez dystrybutora obrazu, firmę Monolith Films.

Reklama

Producent "Bitwy pod Wiedniem" zarzucił recenzentom filmu, że w swej ocenie obrazu porzucili rzetelność na rzecz "własnego sukcesu".

"Wydaje mi się, że taki stosunek mediów stanowi sygnał trudnej chwili dla Polski, która dzisiaj przeżywa nadal sprzeczności przejścia z komunizmu do kapitalizmu, i ta chwila zachęca dziennikarza pozbawionego pokory do poszukiwania własnego sukcesu, próbując stać się bohaterem spektaklu lub autorem najbardziej skandalicznego artykułu" - uważa Leone.

Producent "Bitwy pod Wiedniem" dodał też, że jego celem "była promocja Polski jako kraju silnego, nowoczesnego, pozytywnego i nie ciągle zatrzymanego na wizerunku ofiary drugiej wojny światowej".

"Moje pytanie brzmi: czy Polacy muszą być reprezentowani tylko przez filmy, gdzie pokazuje się Polskę biedy, problemów alkoholowych, dramatów rodzinnych? Ja się z tym nie zgadzam... Winny jestem to Polsce, która tak wiele mi dała" - kontynuuje Alessandro Leone.

Producent zwrócił uwagę na fakt, że film zaprezentowany zostanie nie tylko na polskich ekranach, lecz także trafi do kin w innych krajach.

"Ludzie zobaczą, że Polska była wielką potęgą, która była w stanie zmienić historię Europy, że dysponowała wspaniałą kawalerią i ludźmi gotowymi do poświęceń. Film opowiada o tym w sposób bajkowy, ale pewnie tak jest lepiej, nie każdy naród uwielbia tragedie i klęski. I jeśli większość polskich widzów to będą dzieci, jak niektórzy mówią, będę na pewno bardzo z tego powodu szczęśliwy. Może przynajmniej oni nie będą dorastać z kompleksem klęsk, ale będą się bawić z żołnierzykami Husarii i w karnawale będą się przebierać za Sobieskiego, Kątskiego i Marysieńkę" - zakończył Leone.

Po raz pierwszy producent "Bitwy pod Wiedniem" zareagował, kiedy internauci dostrzegli wpadki w zwiastunie filmu. Bitwa rozegrała się w 1683 roku, a na ekranie pojawia się... krzyż pontyfikalny Jana Pawła II oraz współczesne godło Polski z orłem, który patrzy w inną stronę niż powinien. Internautom nie podobało się także to, że choć w rolach głównych i drugoplanowych w filmie występuję plejada gwiazd polskiego kina, wszystkie kwestie wygłaszane są po angielsku.

Leone zaznaczył, że zarówno użycie krzyża pontyfikalnego Jana Pawła II, jak i współczesnego godła Polski było jego pomysłem.

"Zabieg ten miał na celu pomóc zagranicznemu widzowi w skojarzeniu wojska Jana III Sobieskiego z Polską, do czego posłużył nam jej współczesny symbol. To samo dotyczy krzyża, który towarzyszy Markowi z Aviano przez cały film. Jest to krzyż Jana Pawła II, którego użycie w filmie ma znaczenie symboliczne dla mnie i dla reżysera filmu. Chcieliśmy w ten sposób złożyć hołd papieżowi, który dokonał beatyfikacji Marka z Aviano. Film obejrzeli przedstawiciele Kościoła i zwrócili uwagę na obecność tego krzyża jednak nie skrytykowali tego w żaden sposób" - odpierał ataki Leone.

Budżet "Bitwy pod Wiedniem" wyniósł 50 mln zł. Zebranie funduszy na realizację filmu zajęło 10 lat - przyznał na poniedziałkowej konferencji prasowej reżyser Renzo Martinelli. Odniósł się także do momentów, w których film przypomina produkcję fantasy (gdy Markowi z Aviano objawia się, pod postacią wilka, jeden z jego przodków). - Zastosowałem tego typu zabiegi, by uczynić film historią jak najbardziej atrakcyjną dla widza - argumentował reżyser.


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe! Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje