Reklama

Reklama

"Predator" ma 35 lat. Piękno i magia

"Predator" Johna McTiernana rozpoczynał się jak typowy akcyjniak, by wraz z rozwojem akcji zmienić się w horror. Film przedstawiał oddział elitarnych żołnierzy, którego członkowie z łowców stają się zwierzyną. Uwięzieni w dżungli, stają się celem zabójczego kosmity, który z czaszek zabitych czyni trofea. Film ma dziś status kultowego, podobnie jak tytułowy stwór. Jednak na planie czyhały różne utrudnienia i zagrożenia - temperatura, zdradliwy teren dżungli, a także... pewien belgijski mistrz kickboxingu. 12 czerwca 2022 roku minęło 35 lat od premiery produkcji.

"Predator" Johna McTiernana rozpoczynał się jak typowy akcyjniak, by wraz z rozwojem akcji zmienić się w horror. Film przedstawiał oddział elitarnych żołnierzy, którego członkowie z łowców stają się zwierzyną. Uwięzieni w dżungli, stają się celem zabójczego kosmity, który z czaszek zabitych czyni trofea. Film ma dziś status kultowego, podobnie jak tytułowy stwór. Jednak na planie czyhały różne utrudnienia i zagrożenia - temperatura, zdradliwy teren dżungli, a także... pewien belgijski mistrz kickboxingu. 12 czerwca 2022 roku minęło 35 lat od premiery produkcji.
Gwiazdy filmu "Predator" /Sunset Boulevard/Corbis /Getty Images

Po premierze "Rocky'ego IV", w którym amerykański bokser mierzył się z radzieckim mistrzem, a stawką ich pojedynku był niejako pokój między dwoma mocarstwami jądrowymi, w Hollywood zaczęto żartować, że w kolejnej części Balboa będzie musiał bić się z najeźdźcami z kosmosu. Bracia Jim i John Thomas wzięli to bardzo dosłownie. Wspólnie wpadli na pomysł filmu o grupie łowców z kosmosu, którzy polują na różne niebezpieczne potwory. Ich koncepcja ewoluowała. W końcowej wersji pozostał jeden kosmita, który za cel obrał sobie najniebezpieczniejszy gatunek w całym kosmosie - ludzi. Łowca pojawia się w Ameryce Środkowej, gdzie mierzy się z żołnierzem sił Stanów Zjednoczonych.

Bracia Thomas, niemający żadnych powiązań z Hollywood, nie potrafili sprzedać swojego tekstu. W akcie rozpaczy zostawili scenariusz pod drzwiami Michaela Levy'ego, producenta z wytwórni 20th Century Fox. Ten po lekturze stwierdził, że ta głupia opowiastka ma potencjał na hit. Pomysłem zainteresował Joela Silvera, doświadczonego producenta, który miał na swoim koncie m.in. "Commando"Arnoldem Schwarzeneggerem. Obowiązki dzielił z Johnem Davisem, który zaraz rozpoczął poszukiwania obsady i reżysera. W roli głównej w "Predatorze" od początku widział Schwarzeneggera, z którym łączyła go koleżeńska relacja.

Reklama

Gwiazdor "Terminatora" zgodził się, ale zażądał zmian w scenariuszu. Według niego na początku filmu powinien pojawić się oddział, którego członkowie będą po kolei eliminowani przez Predatora. Film rozpoczynałby się jako typowy akcyjniak i stopniowo przechodził w horror z elementami science-fiction. W międzyczasie na stanowisko reżysera wybrano Johna McTiernana, którego debiutancki horror "Nomands" zrobił na Davisie ogromne wrażenie. W przyszłości spod jego ręki miały wyjść m.in. "Szklana pułapka""Polowanie na Czerwony Październik".

Casting powierzono Jackiemu Burchowi, który po lekturze scenariusza stwierdził, że film powinien zostać obsadzony weteranami z Wietnamu. Tak oto rolę jednego z żołnierzy otrzymał zapaśnik i przyszły gubernator Minnesoty Jesse Ventura. Obsadę szybko uzupełnili Carl Weathers, czyli Apollo Creed z serii "Rocky", i Bill Duke, który grał ze Schwarzeneggerem w "Commando". Wkrótce angaż otrzymał także Sonny Landham, kojarzony przede wszystkim z rolą przestępcy w "48 godzinach". Wśród aktorów znalazł się także Shane Black, scenarzysta, który zachwycił Hollywood tekstem do "Zabójczej broni". Jego angaż miał być pretekstem do sprowadzenia go na plan. Producenci chcieli, by poprawił on dialogi. Gdy Black zjawił się w Meksyku, gdzie miały miejsce zdjęcia, odmówił pisania czegokolwiek - przyjechał tutaj grać. Zawiedzeni twórcy stwierdzili, że w takim razie przyjdzie mu zginąć pierwszemu. Jego postać nie jest na ekranie nawet siedem minut.

Początkowy projekt kosmicznego łowcy różnił się znacząco od potwora, który przeszedł do historii popkultury. Predator miał głowę insekta, był o wiele mniejszy, szybszy i zwinniejszy. Połączenie Xenomorpha z serii "Obcy" z wojownikiem ninja - tak mniej więcej wyglądał pierwotny pomysł. Odpowiedzialny za casting Burch szybko znalazł odpowiedniego aktora do roli Predatora. Był to pochodzący z Belgii dwudziestokilkulatek, który miał doświadczenie w turniejach karate i kickboxingu, zachwycał wszystkich swoimi szpagatami, a niedawno zaczął pojawiać się na ekranie w coraz większych rolach - ostatnio w "Bez odwrotu", poronionym mariażu "Karate Kid" i "Rocky'ego IV", w którym wcielił się w rosyjskiego mistrza sztuk walki.

W ostatnim czasie nachodził Burcha w jego biurze, za każdym razem prezentował swoje szpagaty i kopniaku z półobrotu, prosząc o rolę. "Nikt nie rusza się tak jak on" - zapewniał producentów. Ci zgodzili się na spotkanie z aktorem. Ten zaprezentował im pełnię swych możliwości. Reżyser i producenci byli nim zachwyceni. Zapewnili go jednocześnie, że charakteryzacja będzie minimalna. Tak oto angaż do roli Predatora otrzymał Jean-Claude Van Damme.

Mięśniak z Brukseli, jak nazywano go w Hollywood, był zachwycony możliwością występu u boku największej gwiazdy kina akcji. Jego entuzjazm osłabł jednak, gdy przyszło mu po raz pierwszy założyć kostium. "Minimalna charakteryzacja" okazała się gumowym przebraniem, zakrywającym w całości jego ciało. Miał oddychać przez specjalną rurkę, co nie było najbardziej komfortowe. W dodatku w środku kostiumu było strasznie gorąco, a Van Damme dostawał ataków paniki. "Moja głowa była w szyi potwora. Moje ręce w przedramionach, a stopy w łydkach. Stałem na szczudłach" - wspominał w wywiadzie dla The Hollywood Reporter swoje doświadczenia z planu. Kostium, który wszyscy, łącznie z reżyserem, uważali za obrzydliwy, miał jedną wadę - siedzący w środku aktor w żadnym wypadku nie mógł poruszać się cicho i zwinnie, szczególnie po nierównym terenie dżungli. Van Damme wspominał, że w pewnym momencie Silver poprosił go o niebezpieczny skok. Gdy ten odmówił, zastąpił go kaskader, który miał się nabawić groźnej kontuzji. Wtedy też zdecydowano, że wygląd Predatora musi zostać zmieniony.

Wspomnieniom aktora zaprzeczył jednak Craig Baxley, koordynator kaskaderów, oraz Beau Marks, pierwszy asystent reżysera. Według nich, na planie nigdy nie doszło do żadnego wypadku. Nie zmieniało to jednak faktu, że kostium się nie sprawdzał. Zrealizowano z nim kilka scen, które następnie wysłano do włodarzy studia. Ich decyzja była jednoznaczna - zmienić kolejność zdjęć i przejść do realizacji wszystkich scen, w których potwór nie jest obecny. W tym samym czasie należy opracować nowy wygląd Predatora. O pomoc zwrócono się do Stana Winstona, mistrza praktycznych efektów specjalnych, który odpowiadał m.in. za charakteryzację w "Terminatorze". Ten rozpoczął szkicowanie potwora podczas podróży samolotem z Jamesem Cameronem. To reżyser "Titanica" podsunął mu pomysł na wygląd żuchwy kosmity, który później przeraził widzów. Winston zdecydował także, że potwór powinien być masywny, a wcielić się w niego musi możliwie najwyższy aktor. Oznaczało to, że Van Damme - znacznie niższy od Schwarzeneggera, Weathersa i Ventury - musiał odejść.

Niefortunną informację przyniósł Belgowi Marks. "Starałem się wytłumaczyć (Van Damme'owi - przyp. red.), co się stało i dlaczego musimy z niego zrezygnować, a on tylko powtarzał: Ale jestem Predatorem!" - wspominał w wywiadzie dla THR asystent reżysera. Zaproponował więc, by udać się do Silvera. Rozmowa szybko przybrała nieprzyjemny charakter. "Joel zaczął najmilej, jak tylko można było, a skończył, mówiąc Van Damme'owi, że chciałby wziąć jego pie... łeb, położyć go na cemencie i przejechać po nim wielką ciężarówką tak z 50 tysięcy razy" - wspominał Marks.

Joel Hynek, który nadzorował efekty specjalne, pamiętał tę rozmowę nieco inaczej. Silver miał być zmęczony ciągłym wplataniem przez Van Damme'a elementów kickboksingu do kolejnych scen. W końcu przyzwał do siebie aktora i oznajmił mu, że ma przestać. "Słuchaj, Predator nie jest kickbokserem" - mówił jak do dziecka. "Nie przestanę, ja tak widzę Predatora" - odpowiedział mu Van Damme. "No to jesteś zwolniony, wynoś się stąd" - uciął producent. "To pocałuj mnie w dupę" - odciął mu się Belg.

Mięśniak z Brukseli w końcu opuścił plan filmowy, a jego karierę czekał wkrótce przełom. Spotkał Menahema Golana z wytwórni Cannon Films, który słyszał o jego udziale w filmie McTiernana i był zachwycony, chociaż zupełnie nie miał pojęcia o jego fabule i okolicznościach zwolnienia Van Damme'a. Z miejsca zaproponował mu udział w "Krwawym sporcie".

Wraz z upływem czasu pojawiały się kolejne przyczyny zwolnienia Mięśniaka z Brukseli. Baxley utrzymywał, że Van Damme zniszczył głowę pierwszego kostiumu, wartą około 20 tysięcy dolarów. Według koordynatora kaskaderów aktor miał dostać ataku paniki, podczas którego zdarł z siebie czerep Predatora i rzucił go o ziemię z taką siłą, że ta pękła na kilka kawałków. Silver miał być wściekły, zwolnić go z miejsca i zapewnić, że nigdy nie znajdzie pracy w Hollywood. Z kolei odpowiedzialny za casting Burch upierał się, że Belg męczył wszystkich swoim ciągłym narzekaniem i to ono przyczyniło się w końcu do anulowania jego kontraktu. Bill Duke twierdził, że Van Damme za często mdlał w kostiumie Predatora, co opóźniało zdjęcia. Tak czy inaczej, aktora zastąpił mierzący prawie 2,2 metra wzrostu Kevin Peter Hall.

Zdjęcia do filmu miały miejsce od marca do czerwca 1986 roku. W międzyczasie Schwarzenegger wziął ślub z Marią Shriver, a ich miesiąc miodowy trwał zaledwie trzy dni. Produkcja natrafiła po drodze także na wiele innych problemów. Pierwszym okazały się ciągłe biegunki, na które narzekali członkowie ekipy filmowej - ich hotel miał problem z czystością wody. McTiernan tak bardzo bał się miejscowego jedzenia, że do końca zdjęć schudł ponad 11 kilogramów. Schwarzeneggerowi do tego stopnia zależało na zachowaniu tężyzny fizycznej, że polecił przetransportowanie swojej siłowni do Meksyku. Ta zajęła całą salę balową hotelu. Aktorzy ćwiczyli wspólnie poza Weathersem, który utrzymywał, że jego muskulatura jest naturalna. Po latach przyznał, że ćwiczył samotnie po godzinach.

Schwarzenegger nie był typem rozpuszczonej gwiazdy. Zawsze pojawiał się na planie punktualnie i przygotowany, a wszystkie swoje sugestie omawiał z reżyserem i scenarzystami. Jego przeciwieństwem był słynący z ekscesów i niestroniący od alkoholu Sonny Landham. Po jednym z wypadów do klubu producenci zdecydowali się przydzielić mu ochroniarza, który miał chronić świat przed aktorem i jego szalonymi pomysłami.

Kolejną bolączką były sceny, w których pokryty błotem Schwarzenegger mierzy się z potworem. Realizowano je w nocy, a nieznośny upał zastępował wtedy przeszywający kości mróz. Niemal nagi aktor był pokryty tylko wilgotną gliną i trząsł się z zimna. Ekipa starała się ogrzać go lampami, ale bezskutecznie. W końcu zdecydowano się podać mu koktajl mocnych alkoholi. Schwarzenegger był wtedy nie tylko zmarznięty, ale także pijany.

Największym problemem były jednak przeciągające się zdjęcia. Planowano, że film będzie ukończony po 56 dniach. Po 48 McTiernan zrealizował połowę materiału. Bojąc się, że studio zdecyduje o zamknięciu produkcji, Silver polecił realizację nowej sekwencji otwierającej, przedstawiającej atak amerykańskiego oddziału na ukrywające się w dżungli komando. Odpowiedzialny za kaskaderów Baxley miał tylko osiem dni na opracowanie kilkuminutowej sceny, pełnej wystrzałów i wybuchów. Na szczęście miał on spore doświadczenie z planu serialu sensacyjnego "Drużyna A", więc w niedługim czasie rozpisał imponującą sekwencję. Najmniej zadowolony był McTiernan, który między kolejnymi eksplozjami miał wstać i krzyknąć "To nie jest, ku..., film wojenny". "Zamknij ryj, to jest piękne! To jest magia!" - odpowiedział mu zachwycony Silver. Miał rację, zrealizowany materiał przekonał włodarzy studia.

"Predator" wszedł do amerykańskich kin 12 czerwca 1987 roku. W weekend otwarcia zarobił 12 milionów dolarów, co dało mu drugi wynik w roku - lepszy był tylko "Gliniarz z Beverly Hills II". Film zarobił na całym świecie prawie 100 milionów dolarów. Nie był to powalający wynik, ale na tyle zadowalający, by rozpocząć franczyzę. Sequel wszedł do kin w 1990 roku. Akcja przeniosła się do miejskiej dżungli, a kosmiczny łowca polował w środku wojny między gangami i policjantami. Predator pojawiał się także w grach komputerowych i komiksach, w których mierzył się z innymi bohaterami popkultury, m.in. Sędzią Dreddem, Batmanem i Obcymi. Rasa kosmicznych łowców powracała czasem na ekrany kin, ale bez spektakularnych sukcesów. Kolejna odsłona polowania pojawi się na platformie streamingowej Disney+ 5 sierpnia 2022 roku. "Prey" przedstawi starcie Predatora z członkinią plemienia Komanczów. Za reżyserię odpowiada Dan Trachtenberg ("Cloverfield Lane 10").

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL