Reklama

Reklama

Pożegnanie Krzysztofa Kolbergera

Krzysztof Kolberger spoczął w czwartek, 13 stycznia, na stołecznych Starych Powązkach. Artystę pożegnali członkowie rodziny, przyjaciele, przedstawiciele środowiska aktorskiego i licznie przybyli mieszkańcy stolicy.

Krzysztof Kolberger zmarł 7 stycznia. Miał 60 lat. Artysta od 20 lat zmagał się z chorobą nowotworową.

Pogrzeb artysty rozpoczął się od mszy św. w kościele św. Karola Boromeusza. Liturgii żałobnej przewodniczył ks. Adam Boniecki. Jak podkreślił w homilii, Kolberger nauczył ludzi nie jak umierać, ale jak żyć, bo potrafił nadać swojemu życiu głęboki sens.

- Krzysztof Kolberger mówił kiedyś o sobie: "jestem normalnym człowiekiem, też się boję, jeżeli samolot zaczyna pikować". Instynkt życia jest wpisany w naszą biologię, świadomość czy nawet bardziej podświadomość. Jego samolot wiele razy zaczynał pikować, on jednak promieniował spokojem, bo swojemu czasowi nadał sens - powiedział ks. Boniecki, nawiązując do wieloletniej choroby nowotworowej zmarłego artysty.

Reklama

- W ciągu tych kilku dni od śmierci Krzysztofa stał się on dla tysięcy ludzi nauczycielem i mistrzem. Stał się wielkim narodowym dobrem, dobrem dla wszystkich. Mało komu w chwili odejścia towarzyszy tak wielka i powszechna wdzięczność. Wystarczy otworzyć strony internetu - są tam setki, tysiące słów wdzięczności. Trudno tu nie dostrzec analogii z Janem Pawłem II, który odchodząc do domu Ojca dał światu wielką katechezę umierania. I powiedziałbym, że świętej pamięci Krzysztof pokazał nam, że chodząc w cieniu śmierci, że idąc ciemną doliną - można pięknie żyć. Ostatecznie wszyscy, zwykle nie myśląc o tym, żyjemy w cieniu śmierci. On nas nauczył, nie tyle jak umierać, ale jak żyć. Jak nadać ofiarowanej nam chwili, tej chwili, sens - mówił w homilii ks. Boniecki.

Przypomniał też, że Kolberger był związany z postacią Jana Pawła II i był tym, który odczytał podczas żałoby narodowej po śmierci papieża jego testament. Wspomniał też jego mistrzowskie interpretacje poezji Karola Wojtyły z "Tryptyku rzymskiego". "Potok się nie zdumiewa, gdy spada w dół i lasy milcząco zstępują w rytmie potoku - lecz zdumiewa się człowiek! (...) Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens, ma sens, ma sens" - ten cytat z poezji Wojtyły przyjęto w kościele głęboką ciszą.

Przed homilią aktor Piotr Adamczyk odczytał "Hymn o miłości" z 1 Listu do Koryntian św. Pawła. O muzyczną oprawę uroczystości zadbali artyści: Anna Orlik (skrzypce) i Robert Grudzień (organy), którzy wykonali "Arię na strunie G" Jana Sebastiana Bacha oraz "Ave Maria" Franciszka Schuberta.

Aktora żegnała jego rodzina, przyjaciele, wielu twórców filmowych i teatralnych, a także licznie przybyli mieszkańcy Warszawy. Wśród osób obecnych na pogrzebie byli m.in. Daniel Olbrychski, Maja Komorowska, Anna Dymna, Ewa Ziętek, Jerzy Zelnik, Małgorzata Braunek, Jan Englert, Anna Seniuk, Ignacy Gogolewski, Magdalena Zawadzka, Hanna Bakuła, Joanna Szczepkowska, Magdalena Umer, a także prywatnie związane z artystą Anna Romantowska i Zofia Czernicka.

Wybitnego aktora żegnali także minister kultury Bogdan Zdrojewski, przedstawiciele Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Związku Artystów Scen Polskich, artyści i pracownicy warszawskich teatrów oraz profesorowie i studenci Akademii Teatralnej w Warszawie.

Przed rozpoczęciem uroczystości w kościele Krzysztof Kolberger został pośmiertnie odznaczony przez prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla kultury polskiej i osiągnięcia w pracy twórczej.

Artysta, którego w kondukcie pogrzebowym odprowadzały tłumy mieszkańców stolicy, został pochowany na cmentarzu na Starych Powązkach.

- Dziś ten, który odczytywał słowa testamentu Jana Pawła II od nas oczekuje pożegnania. Nie będziemy tak dobrzy, jak dobry był w tym Krzysztof Kolberger. Nie tylko pięknie wypowiadał, ale przepięknie był, przepięknie uczestniczył w tych wszystkich niezwykle ważnych wydarzeniach, w których wrażliwość była najważniejsza. Nie jesteśmy w stanie dziś tak pięknie go pożegnać, jak potrafił żegnać innych. Przypominamy sobie czytane przez niego wiersze - zawsze czytał je w sposób niezwykły, tak jakby sam je napisał. Czytał bez dodatkowych fizycznych sztuczek, bez epatowania narzędziami, czytał tak, iż wszyscy wiedzieliśmy, że je rozumiał, czuł. Będzie nam brakowało tej estetyki i jego uczestnictwa - mówił minister kultury Bogdan Zdrojewski.

Artystę pożegnał także aktor i reżyser Jan Englert. "Kiedy myślę o Krzysztofie, jest on dla mnie człowiekiem, który pojawiał się w naszym życiu, dawał trochę siebie i znikał. Pojawiał się, zostawiał ślad czegoś szlachetnego. Dzisiejszy pogrzeb jest dla mnie świadectwem, jak silna jest w nas obecnie potrzeba posiadania bohatera pozytywnego, który byłby szlachetny, czysty, który mógłby być naszym wzorem. Był człowiekiem niezwykle rzetelnym, planującym życie swoje i bliskich. I zawsze towarzyszył mu uśmiech" - powiedział Englert.

Przeczytaj jeden z ostatnich wywiadów udzielonych przez Krzysztofa Kolbergera!

Uczestnicząca w uroczystościach pogrzebowych Joanna Szczepkowska przyznała, że nie jest w stanie mówić o Krzysztofie Kolbergerze w czasie przeszłym. "Nie ma wątpliwości, że wszyscy tu czujemy jego obecność. Jest takie prawo, że w szkole aktorskiej co cztery lata pojawia się niezwykły rocznik, taki rocznik pojawił się pod koniec lat 60. Jego częścią był niezwykły chłopak o błyszczących zawsze oczach, nieprawdopodobnej witalności i o aurze niezwykłego optymizmu. Wiadomo było już wtedy, że reżyserzy zwrócą na niego uwagę, pojawił się na scenie jako dawno oczekiwany amant, emanował miłością i szczególną łagodnością, łagodził spory. Krzysiu kochamy Cię" - mówiła Szczepkowska.

Krzysztof Kolberger to jeden z najwybitniejszych polskich aktorów. Od wielu lat zmagał się z chorobą nowotworową - dwukrotnie był operowany. Jest jednym z bohaterów książki "Odnaleźć dobro" Marzanny Graff-Oszczepalińskiej, w której opowiada w formie pamiętnika o swoim osobistym spotkaniu z prawdziwym dobrem tkwiącym w człowieku.

Aktor występował na deskach m.in. Teatru Narodowego, Współczesnego i Ateneum. Wykreował wiele ważnych ról w spektaklach Teatru Telewizji.

Można go było oglądać w "Kontrakcie" Krzysztofa Zanussiego (1980), "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny" Janusza Majewskiego (1982), "Jeśli się odnajdziemy" Romana Załuskiego (1982), "Na straży swej stać będę" Kazimierza Kutza (1983), "Przyspieszeniu" Zbigniewa Rebzdy (1984) i "Dziewczętach z Nowolipek" Barbary Sass (1985).

Zagrał też m.in. w filmach: "Kuchnia polska" Jacka Bromskiego (1991), "Dzieje mistrza Twardowskiego" Krzysztofa Gradowskiego (1995), "Pan Tadeusz" Andrzeja Wajdy (1999, jako Adam Mickiewicz), "Katyń" Andrzeja Wajdy (2007) i "Senność" Magdaleny Piekorz (2008).

W ostatnich rolach kinowych najczęściej obsadzany był jako ksiądz. W takim charakterze pojawił się w: "Katyniu" (2007) Andrzeja Wajdy, "Mniejszym złu" (2009) Janusza Morgensterna oraz obrazie "Popiełuszko. Wolność jest w nas" (2009) Rafała Wieczyńskiego. Ostatnim filmem Kolbergera była "Moja krew" (2009) Marcina Wrony.

W 1981 roku dostał nagrodę dla najlepszego aktora na festiwalu debiutów filmowych w Koszalinie za rolę w "Kontrakcie" Krzysztofa Zanussiego. W 1998 roku był nominowany do Polskich Nagród Filmowych - Orłów - w kategorii "najlepsza rola męska" za występ w "Kronikach domowych" Leszka Wosiewicza.

Wśród najważniejszych pozafilmowych wyróżnień Kolbergera znajdują się również m.in. Złoty Mikrofon (2005) - "za wielkie radiowe kreacje w utworach klasyki polskiej i światowej", Super Wiktor Specjalny (2006), tytuł Mistrza Mowy Polskiej (2006), Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (2007), Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis" (2008) i nagroda Teatru Polskiego Radia - Wielki Splendor (2009).

Według Kolbergera jednym z najważniejszych zadań aktorskich w jego karierze było powierzenie mu przez Telewizję TVN przeczytania testamentu papieża Jana Pawła II w czasie żałoby po jego śmierci w kwietniu 2005 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje