Reklama

"Powrót do przyszłości" miał zakończyć się zupełnie inaczej

Wyreżyserowana przez Roberta Zemeckisa trylogia o podróżach w czasie to jedna z najchętniej oglądanych serii filmów dla młodzieży lat 80. Uznawana jest także za jedną z najlepszych produkcji rozrywkowych, jakie kiedykolwiek powstały. Jak się okazuje, początkowo zakończenie pierwszego "Powrotu do przyszłości" miało być zupełnie inne

Christopher Lloyd i Michael J. Fox w scenie z "Powrotu do przyszłości"

Sprawa wyszła na jaw przy okazji planowanego specjalnego wydania kultowej trylogii "Powrót do przyszłości". Filmy Zemeckisa z okazji 35-lecia premiery pierwszej części po raz pierwszy zostaną bowiem zaprezentowane w technologii 4K. Wśród dołączonych do nich dodatków będą też nieznane do tej pory nagrania castingowe, w których o rolę głównego bohatera filmu, Marty’ego McFlya, ubiegali się Ben Stiller i Jon Cryer. Ten ostatni zdradził na Twitterze, że wersja scenariusza filmu Zemeckisa, jaką otrzymał, znacząco różniła się od tego, co później trafiło na ekran. Inny był także jego początek.

Według słów Cryera, w otwierającej "Powrót do przyszłości" scenie, Marty McFly gra na gitarze motyw przewodni z filmu "Bliskie spotkania trzeciego stopnia". Jednocześnie nagrywa piracką kopię tego filmu na kasetę VHS.

Reklama

W wersji scenariusza, o jakiej mówi Cryer, McFly nie poruszał się też kultowym samochodem marki DeLorean. Wehikuł, którego używał, to bliżej nieokreślone urządzenie umożliwiające podróże w czasie. Aby je uruchomić, co jest niezbędne do tytułowego powrotu do przyszłości, Marty musi wykorzystać nie tylko moc rozszczepienia jądrowego, ale też... coca-colę. Z tego powodu bohater filmu zakradł się do zamkniętego miasteczka, które służy do testów nuklearnych. Coca-colę ma ze sobą, na testowy wybuch nuklearny musi poczekać. Oczekuje więc wśród opuszczonych domów i manekinów symulujących ludzi, służących naukowcom do oceny nuklearnych zniszczeń.

Kiedy urządzenie Marty’ego jest gotowe, a odliczanie do wybuchu zbliża się do zera, Marty przypadkowo potrąca butelkę z colą i wylewa napój. W panice zaczyna przeszukiwać okoliczne domy w poszukiwaniu coli. Marty’emu udaje się w końcu odnaleźć lodówkę z colą i wykorzystuje napój do uruchomienia urządzenia przenoszącego go w czasie. Zdaje sobie jednak sprawę, że musi znaleźć schronienie, by przeżyć nuklearny wybuch. Chłopak chowa się w lodówce i przenosi się w czasie.

Opisywana przez Cryera scena nie trafiła do "Powrotu do przyszłości", ale nie przepadła razem z pierwszą wersją scenariusza. Została wykorzystana lata później w filmie "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki". Obydwa filmy łączy nazwisko Stevena Spielberga, który wyreżyserował film o Indianie Jonesie oraz był producentem filmu Zemeckisa.

Tymczasem Marty McFly powrócił do przyszłości w DeLoreanie napędzanym mocą pioruna.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Powrót do przyszłości

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje