Reklama

Reklama

Pom Klementieff: Seksowna, małomówna i tajemnicza

Można to nazwać przeznaczeniem. Oglądając thriller "Oldboy" w reżyserii południowokoreańskiego mistrza Park Chan Wooka, nastoletnia Pom Klementieff nie mogła się poruszyć ani wydobyć z siebie głosu - tak silne wrażenie wywarła na niej najsłynniejsza część "Trylogii Zemsty".

Minęło dziesięć lat - i to właśnie ją Spike Lee obsadził w jednej z ról w swoim remake'u tamtego obrazu. Mowa oczywiście o filmie "Oldboy. Zemsta jest cierpliwa".

- Miałam wtedy 16 lat i od niedawna sama chodziłam do kina - wspomina Klementieff, która swoją oryginalną urodę zawdzięcza wielokulturowym korzeniom (urodzona w kanadyjskim Quebecu aktorka jest dzieckiem Koreanki i Francuza rosyjskiego pochodzenia). - Mieszkałam wtedy w Paryżu. Obejrzałam pod rząd kilka filmów, a "Oldboy" po prostu mną wstrząsnął. Do dziś jest to jeden z moich ulubionych filmów.

Reklama

- Nie żartuję - już wtedy pomyślałam, jak wspaniale byłoby zagrać w takiej historii. Fabuła była kompletnie szalona, a samo zakończenie przytłaczające i zagadkowe. Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że wystąpię w remake'u "Oldboya", w dodatku reżyserowanym przez Spike'a Lee, mogłabym tylko odpowiedzieć: "Wolne żarty!".

A jednak...

Kochanka i ochroniarz w jednej osobie

"Oldboy. Zemsta jest cierpliwa" - którego fabułę oparto na japońskiej mandze pod tym samym tytułem - to historia Joe Doucetta (Josh Brolin), zmagającego się z chorobą alkoholową specjalisty w dziedzinie reklamy i kiepskiego ojca, który po zakrapianej imprezie budzi się w pokoju hotelowym. W pomieszczeniu nie ma nikogo oprócz niego samego. Szybko okazuje się, że jest ono w istocie więzieniem. Każdego dnia mężczyzna dostaje chińskie jedzenie - i wódkę. Z telewizyjnych serwisów informacyjnych (jak w niemal każdym pokoju hotelowym, tak i tutaj znajduje się telewizor) Joe dowiaduje się, że zamordował swoją byłą żonę, a jego córka została na świecie zupełnie sama...

Po 20 latach niewoli Joe - nieoczekiwanie dla samego siebie - odzyskuje wolność. Od tej chwili żyje myślą o zemście na tych, którzy go uwięzili - a także pragnieniem oczyszczenia swego imienia i odnalezienia córki. Wkrótce los zetknie go z jego starym kumplem Chuckym (Michael Imperioli), życzliwą pielęgniarką Marie, która w stu procentach wierzy w prawdziwość jego dziwacznej opowieści (Elizabeth Olsen), a także Adrianem (Sharlto Copley), zagadkowym człowiekiem, który zaważył na przeszłości naszego bohatera - i który będzie też miał wpływ na jego przyszłość. Adrian ma oszałamiającą kochankę, która jest zarazem jego ochroniarzem i która zdaje się w ogóle nie podlegać upływowi czasu. To Haeng-Bok - a gra ją właśnie Pom Klementieff.


- Haeng-Bok jest zakochana, a w takim stanie robimy różne głupie rzeczy - mówi Klementieff. - Jest całkowicie oddana Adrianowi i zrobi wszystko, żeby go ochronić. Bardzo spodobało mi się to, jak ta rola została napisana.

- Na potrzeby filmu musiałam przez dwa miesiące trenować wschodnie sztuki walki. Ćwiczyłam codziennie przez trzy godziny, pod okiem specjalistów. Dostałam niezły wycisk, ale wspominam to doświadczenie bardzo pozytywnie. Musiałam tylko uważać, żeby nie zrobić krzywdy Joshowi, bo w końcu to on był gwiazdą filmu...

Sado-maso bez słów

Wyzwaniem innej natury był fakt, że bohaterka Klementieff, Haeng-Bok, wypowiada w całym filmie praktycznie nie więcej niż dwie kwestie - chociaż widz zawiera z nią znajomość już na samym początku, tuż przed uwięzieniem Joe'ego. Haeng-Bok pojawia się też na ekranie później, kiedy Joe jest już na wolności.

-Haeng-Bok jest muzą, więc panuje tutaj pewna dowolność - mówi aktorka - aczkolwiek dziwne było to, że musiałam grać tak wiele rzeczy bez słów. Moją postać łączy z Adrianem swoista relacja sado-maso. Może dlatego nie wolno jej mówić?

Chcąc jak najlepiej wywiązać się z tego trudnego zadania, Klementieff postanowiła zaufać własnej intuicji - a także zdać się na reżysera i kolegów z obsady.

- Spike to naprawdę złoty człowiek - mówi. - Bez przerwy mówi do swoich aktorów i słucha ich. Uwielbia to. Uwielbia też nas. Jest przezabawny i bardzo inteligentny. To człowiek, któremu można zaufać. Jeśli przekazuje ci jakąś sugestię, to po prostu przyjmujesz ją bez zastrzeżeń. To reżyser, który wie, czego chce, ale zawsze pozwala aktorowi, by wniósł do danej sceny coś swojego.

- Josh też okazał się świetnym facetem. Jestem w zasadzie Francuzką, więc nie wypowiadam się o kimś pozytywnie, jeśli go zwyczajnie nie polubię. Ale podczas prób okazało się, że Josh świetnie potrafi mnie odstresować. Cały czas powtarzał mi, żebym się nie martwiła; że wszystko będzie dobrze. Tak samo zachowywał się w stosunku do wszystkich innych osób obecnych na planie - od wizażystów poczynając, a na asystentach kończąc.

- A Sharlto po prostu uwielbiam - mówi o odtwórcy roli Adriana - chociaż się różnimy: on ma umysł analityczny, a ja jestem typem osoby, która rwie się do działania. Nie zmienia to faktu, że Sharlto jest świetnym aktorem.

Zaistnieć w Hollywood

W produkcjach francuskich, zarówno kinowych, jak i telewizyjnych, Klementieff grała już o wiele bardziej rozbudowane role niż rola Haeng-Bok. Rolą w "Oldboyu..." zwróciła na siebie uwagę amerykańskich mediów i, kto wie, być może otworzyła sobie drogę do Hollywood. Zresztą, ona sama nie kryje, że taki właśnie ma cel.

- Kolejnym filmem, w którym będzie można mnie zobaczyć, jest "Hacker's Game" - zdradza. - Gram w nim główną rolę - moja postać jest hakerką - i mówię! W dodatku po angielsku. Zdjęcia kręciliśmy w Los Angeles.

- Chciałabym grać jak najwięcej, ale to przecież nie zależy tylko ode mnie! Równie ważne jest to, czy inni chcą ze mną pracować, i jak czują się w moim towarzystwie. Staram się zaistnieć na amerykańskim rynku i jest to rzeczywiście nowy początek - ale właśnie to było mi potrzebne. Chodzę na castingi. Bardzo dobrze się tu czuję. Uwielbiam amerykańską kulturę. Ludzie są tu nastawieni do życia bardziej pozytywnie.


- Interesują mnie role w filmach akcji - dodaje młoda aktorka. - Chciałabym też grać w filmach niskobudżetowych, które później pokazywane są na festiwalu w Sundance. Ale nie stronię też od komedii i wygłupów. Mam wiele marzeń, ale muszę też pamiętać, że ich zrealizowanie uzależnione jest od tego, z kim będzie mi dane pracować - i od całego mnóstwa innych czynników.

- Teraz nie mam jednak żadnych powodów do narzekań. Jestem szczęśliwa. To jak nowy rozdział w życiu.

© 2013 Ian Spelling

Tłum. Katarzyna Kasińska

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Oldboy. Zemsta jest cierpliwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje