Reklama

Reklama

Pokaże swoje kolejne oblicze

Marian Dziędziel jest ostatnimi czasy rozchwytywany. Jego filmografia pęka w szwach, a kolejne propozycje sypią się jak z rękawa. Aktor uważa, że "zawsze jest coś do zrobienia", lecz nie ukrywa, że ważny jest dla niego również odpoczynek.

Zawodowo jest to dla pana bardzo szczególny czas. Właściwie nie schodzi pan z planu filmowego...

Marian Dziędziel: - To prawda. Bardzo się cieszę, że mogę pokazać się z wielu stron w różnych rolach.

Ostatnio otrzymał pan nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za rolę w filmie "Kret" Rafaela Lewandowskiego. Zagrał pan byłego współpracownika Służb Bezpieczeństwa, tajnego agenta. To istotna rola w pańskiej karierze?

- Każdą rolę traktuję z taką samą powagą. Jeżeli aktor decyduje się zagrać jakąś postać, to znaczy, że ma coś do powiedzenia. Oczywiście rola w filmie 'Kret' jest istotna w tym sensie, że porusza bardzo ważny temat współpracy z ówczesnym aparatem władzy.

Reklama

- Postać, którą gram ma ten problem, ale ma też rodzinę, której strzeże i pilnuje do końca. Niestety, ludzie popełniają błędy, a te przynoszą konsekwencje, które są widoczne w 'Krecie'. Mojemu bohaterowi nie udało się ochronić syna przed tym, co w takich sytuacjach może się wydarzyć.

Przeczytaj recenzję filmu "Kret" na stronach INTERIA.PL

Można usprawiedliwić takich ludzi?

- Zawsze staram się bronić swoich postaci. Nieważne, czy są dobre czy złe, trzeba pokazać człowieka. Nie usprawiedliwiam ich. W życiu ludzie popełniają błędy, nie zastanawiam się nad ich wybielaniem, kiedy wchodzę w rolę. Z jednej strony chodzi tu o człowieczeństwo, a z drugiej strony o politykę, którą nie mnie się zajmować.

Spotykamy się na planie filmu "Piąta pora roku" Jerzego Domaradzkiego. Reżyser powiedział, że w tym filmie zobaczymy "innego" Mariana Dziędziela.

- Mam nadzieję, że dzięki tej postaci będę mógł pokazać się z jeszcze innej strony. To będzie film o miłości dojrzałych ludzi.

A po "Piątej porze roku" jakie plany?

- Będę robił film z Wojtkiem Smarzowskim "Drogówka".

Czuje się pan aktorem Smarzowskiego?

- W filmach Smarzowskiego zacząłem i myślę, że nie można przekładać tego na samopoczucie. Po prostu wywodzę się z tego kina.

Przczytaj recenzję nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego - "Róża", w którym zagrał Marian Dziędziel

W Polsce osiągnął pan już wiele. Nie myśli pan o karierze za granicą?

- Zawsze jest coś do zrobienia. Nie ciągnie mnie za granicę. Jeżeli człowiek nie zna języka, nie żyje w danej kulturze, to wypowiada słupki zdań. Doświadczyłem tego przy jednej z prac. Chodzi też o akcent. Bardzo ciężko jest dobrze zagrać, jeżeli pracuje się w języku, w którym się nie myśli.

Jest pan Ślązakiem i pańskie pochodzenie jest dość silnie wykorzystywane w kinie. Nie przeszkadza panu ta "śląska łatka"?

- Nie. Grałem ostatnio w filmach w różnych gwarach. Mówiłem po kaszubsku, po śląsku, po mazursku. W najbliższym czasie może zagram nawet po góralsku...

Ma pan swój ulubiony region Polski, oprócz Śląska?

- Obecnie mieszkam w Małopolsce. Gdy miałem 22 lata, wyjechałem ze Śląską i od 43 lat mieszkam w Krakowie. Jeżeli chodzi o ulubiony region w Polsce na wakacje, to nie potrafię powiedzieć. W naszym kraju jest tak pięknie, że nie da się tego opisać. Jeżdżąc z filmami w różne regiony uświadamiam sobie, że wszędzie bym chciał być, wszystko zobaczyć.

A gdzie pan był ostatnio?

- Po Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni wracałem trasą przez Kluki, to jest skansen w pobliżu Słowińskiego Parku Narodowego. Są tam przepiękne okolice. Kręciliśmy tam film 'Miasto z morza'. Teraz chciałem pokazać żonie te tereny. Potem pojechaliśmy szlakiem naszych nadmorskich dróg i zobaczyliśmy Kołobrzeg, Łebę, dojechaliśmy aż do Świnoujścia. Wracaliśmy przez Bory Tucholskie, a potem pojechałem w góry. Ubóstwiam chodzić tam po lasach i zbierać grzyby. Na pewno w tym roku pojadę tam jeszcze, choć na tydzień.

A jak ocenia pan polską gościnność?

- Polacy z reguły są gościnni i otwarci. Wszyscy jesteśmy też trochę wycofani i z kompleksami. Ale dokąd tych kompleksów nie obnosimy, tylko mamy je na własny użytek, to wszystko jest w porządku. Mimo wszystko dobrze jest, gdy człowiek ma trochę kompleksów. Radości nam brakuje, ale to przyjdzie z czasem.

Z Marianem Dziędzielem rozmawiała Dominika Gwit (PAP Life).

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Marian Dziędziel | Kret | Dziędziel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL