Reklama

"Podróż za jeden uśmiech": Jak Poldek i Duduś stali się sławni

"Podróż za jeden uśmiech" jest ekranizacją powieści popularnego pisarza Adama Bahdaja. Legenda głosi, że do napisania książki, a potem filmowego scenariusza, zainspirowała go wakacyjna podróż autostopem, w jaką wyruszył jego syn Marek. Podobno też niektóre z przygód, których doświadczyli Poldek i Duduś, wcześniej stały się udziałem syna pisarza. Które - nie wiadomo. Jak to bywa w przypadku niemal każdej produkcji filmowej, rzeczywistość na planie różniła się od tej ekranowej. Ekipa i wykonawcy głównych ról przemieszczali się w czasie zdjęć w odwrotnym kierunku niż bohaterowie serialu.

Reklama

Zdjęcia rozpoczęto na Kaszubach i Helu, sceny w Krakowie i Pieskowej Skale kręcono na końcu. Wielka przygoda chłopców zaczyna się w pierwszy dzień wakacji - zdjęcia rozpoczęto dopiero 26 lipca, a zakończono w październiku. Wtedy było już bardzo zimno, a aktorzy na planie musieli udawać, że to upalny czerwiec i zaciskać usta, by nie wydobywała się z nich para... Filip Łobodziński nie wspomina tego dobrze. Na dodatek do dziś nie przepada za graną przez siebie postacią.

"Duduś to w gruncie rzeczy wyjątkowa gnida. Szczególnie, gdy rodzice stawiają ci go za przykład" - mówi Łobodziński. Na dodatek nielubiany przez niego bohater "prześladował" go przez lata. "Musiałem znosić wykrzykiwane w moją stronę 'Duduś!', nierzadko w formie pogardliwej inwektywy" - wyznaje. Nie pomagały też ciągłe pytania o to, gdzie zostawił walizkę...

"Słowa widzów o 'kultowym filmie', o 'kapitalnych przygodach', budzą we mnie zazdrość. Oni mają swoje przeżycie pokoleniowe. A ja? Jak tu się przejąć tym, że chłopcy zostają zamknięci w samochodzie chłodni, skoro pamiętam z tamtego samochodu tylko smród? Jak emocjonować się rzekomym spotkaniem z dzikiem w lesie, skoro pamiętam, że tego dnia aprowizacja na planie sprowadzała się do nieświeżej maślanki i strasznie tłustych serdelków? Powtarzane w nieskończoność duble, czekanie na słońce (bo z jakichś powodów nie przewidziano w filmie dnia pochmurnego), nerwy na planie. Mordęgą było granie w garniturku, który w upalne dni stawał się torturą - gruba wełna zmieszana z włóknem sztucznym, do tego koszula non iron i fontaź pod szyją. Na szczęście osławiona walizka Dudusia nie była taka ciężka, jak sugerowały nasze miny - wnętrze wypełniały nadmuchane piłki plażowe" - wspomina Łobodziński.

Dowiedz się więcej na temat: Podróż za jeden uśmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje