Reklama

Pisarz Ari Behn popełnił samobójstwo

Norweski pisarz Ari Behn, były mąż księżniczki Marty Ludwiki, popełnił samobójstwo. Mężczyzna, który w 2017 trafił na czołówki gazet z powodu afery Kevina Spaceya, miał 47 lat.

Ari Behn w 2016 roku z ówczesną żoną, księżniczką Marią Ludwiką

Ari Behn targnął się na swoje życie 25 grudnia - poinformował rzecznik rodziny, Geir Håkonsund.

Reklama

Pisarz poślubił norweską księżniczkę Martę Ludwikę w 2002 roku, 14 lat później para ogłosiła separację. Rozwód został sfinalizowany w 2017 roku.

Podczas rozmowy z norweską stacją radiową P4 w grudniu 2017 Behn ujawnił incydent, do którego doszło podczas prowadzonego przez Kevina Spaceya Koncertu Noblowskiego.

"Mam taką małą #MeToo historię o Kevinie Spaceym. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę o teatrze (...). siedząc obok siebie. Po pięciu minutach powiedział: "Chodźmy na papierosa', po czym chwycił mnie pod stołem za jaja" - ujawnił Behn.

Historia Behna miała anegdotyczny charakter, mężczyzna nigdy oficjalnie nie oskarżył gwiazdora o molestowanie seksualne.

Król Norwegii Harald V wspólnie z królową Sonją opublikowali w środę oświadczenie, w którym nazwali Behna "ważną częścią naszej rodziny". ""Jesteśmy wdzięczni, że mogliśmy go poznać. Ubolewamy, że nasze wnuki straciły ukochanego ojca - współczujemy także rodzicom i rodzeństwu, które straciło ukochanego syna i brata" - brzmi treść oświadczenia.

Ari Behn i księżniczka Marta Ludwika mają trójkę dzieci.

Przypomnijmy, że Behn jest trzecią osobą powiązaną z aferą Kevina Spaceya, która zmarła w tym roku.

59-letnia Linda Culkin, która oskarżała aktora o molestowanie, zginęła w lutym wskutek potrącenia jej przez samochód, z kolei anonimowy masażysta gwiazdora zmarł nagle w październiku, zanim jego sprawa trafiła na wokandę.

"Oskarżenia o napaść seksualną nie mogą zostać udowodnione bez udziału świadka. Sprawa została więc umorzona" - poinformował wówczas rzecznik prokuratury w Los Angeles, gdzie miała toczyć się sprawa o molestowanie seksualne przez Spaceya.

Wobec Kevina Spaceya wysunięto już ponad 30 zarzutów dotyczących napaści seksualnej i napastowania.

Kariera  aktora załamała się pod koniec 2017 roku, gdy aktor Anthony Rapp przyznał, że jako czternastolatek został zaproszony przez przyszłą gwiazdę "Podejrzanych" do jego mieszkania. Tam odtwórca roli Franka Underwooda miał podać mu alkohol i skłaniać do czynności seksualnych.

Spacey próbował ugasić pożar i przeprosił za swoje zachowanie oraz wyznał, że jest homoseksualista. Jego oświadczenie spotkało się z ogólną krytyką środowiska filmowego i dziennikarzy. Szybko pojawiły się kolejne oskarżenia o molestowanie oraz nieobyczajne zachowanie względem członków ekip filmowych, z którymi pracował.


W rezultacie aktor został usunięty z obsady serialu "House of Cards". Wycięto go także z filmu "Wszystkie pieniądze świata". W zaledwie półtora miesiąca przed premierą jego rolę przejął Christopher Plummer, który otrzymał później nominację do Oscara. Od tego czasu Spacey nie zagrał w żadnym filmie lub serialu.

Tuż przed tegorocznymi świętami Bożego Narodzenia 59-letni Spacey opublikował nagranie, w którym siedząc przed kominkiem enigmatycznie podsumowuje mijający rok i dzieli się fanami informacją o polepszeniu swego stanu zdrowia. "Następnym razem, gdy ktoś zrobi coś, czego nie lubisz, możesz go zaatakować. Możesz też się wstrzymać i zrobić coś nieoczekiwanego... zabić ich z czułością" - kończy swój tajemniczy przekaz Spacey.

Rok temu Spacey przerwał milczenie, publikując świąteczny filmik "Let Me Be Frank".

"Pokazałem wam, do czego zdolni są ludzie, szokowałem swoją szczerością. Ale przede wszystkim, zmusiłem was do myślenia. A wy mi zaufaliście, pomimo tego, że wiedzieliście, że nie powinniście" - mówił wtedy Spacey.

"To nie koniec, bez względu na to, co mówią inni. Co więcej, wiem, czego chcecie. Chcecie, żebym wrócił" - mówił wprost do widzów w nagraniu. 

Do odbiorców gwiazdor skierował także następujące słowa: "Uwierzyliście w najgorsze, bez poznania dowodów". Po czym kontynuował z szelmowskim uśmiechem: "Jeżeli nie zapłaciłem odpowiedniej ceny za to, co zrobiłem, to z pewnością nie będę płacił za to, czego nie zrobiłem".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kevin Spacey

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje