Reklama

Piotr Cyrwus fanatykiem wędkarstwa

"Fanatyk" to film, który powstał na podstawie internetowego wpisu. W główną rolę obsesyjnego wędkarza wciela się Piotr Cyrwus. - Ten śmiech nabrzmiewa - mówi aktor. Twórcy filmu - premiera nieprzypadkowo w wigilię - opowiedzieli o jego drugim dnie.

Piotr Cyrwus na planie "Fanatyka"

Jak doszło do powstania filmu "Fanatyk"?

Reklama

Michał Tylka: - Kiedy pierwszy raz w 2015 roku przeczytałem copypastę o fanatyku wędkarstwa, uderzyła mnie, ale i nie mogłem przestać się śmiać. Czytałem ją kilka razy i stwierdziłem, że w końcu znalazłem temat na film. Przez kilka miesięcy szukałem autora tego tekstu. Trochę przypadkiem, ale właściwie to on znalazł mnie, trafiając na mój post na jednym z portali. Zaczęliśmy rozmawiać o tym, jak mógłby wyglądać film. Zależało mi na tym, żeby to nie była tylko ekranizacja tego, co jest w paście. Brakowało mi tam kogoś, kto opowiada tę historię i kogoś, kto musi mieć określone emocje mówiąc o tym wszystkim. Powstało kilka wersji scenariusza. Kiedy ogłoszono konkurs na krótkie metraże, do którego się zgłosiliśmy, w dwa tygodnie napisaliśmy ostateczną wersję. Dostaliśmy dofinansowanie i tak zaczęliśmy produkcję.

Wspomniał pan, że trafił się temat na film, ale chyba nie wędkarstwo pana zainteresowało...

Michał Tylka: - Nie. Raczej to, że ten tekst jest takim archetypem pewnych zachowań - polskich mężczyzn w wieku około 50 lat, którzy trochę z takiej rekompensacji ambicji życiowej znajdują sobie hobby, które w jakiś sposób ich pochłania, pozwala zapomnieć, zdystansować się do rzeczywistości. Często ma to formę nie hobby, ale właśnie fanatyzmu.

Jak wrażenia po obejrzeniu przedpremierowego pokazu?

Piotr Cyrwus: - Przeżyłem to bardzo. Niesamowite jest to, że czytając pierwszy raz ten scenariusz miałem podobne emocje. Nie widziałem w tym filmie samych "jaj", raczej te relacje. Nie tylko współczuję, ale i podziwiam Malcolma XD, twórcę copypasty, który zauważył problem niedokochania oraz to, że każdy z nas jest jakimś tam fanatykiem, przez co czasem nasze rodzinne relacje schodzą na dalszy plan.

W filmie jest wiele powodów do śmiechu, ale niekiedy jest to śmiech wzruszający, śmiech przez łzy...

Piotr Cyrwus: - Tak, to jest bardzo emocjonalne. Ten śmiech - jak w dobrej komedii, jak w teatrze - nabrzmiewa, zaczyna nami targać. Mimo komedii, myślimy sobie, że jednak coś tam pod spodem było... Dzięki temu filmowi możemy tak gogolowsko patrzeć na siebie: "Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!".

Michał Tylka: - Chciałem, żeby ten śmiech był kontrastowany czymś, co sprawia, że nie wiadomo, czy się śmiać, czy płakać. Zafundowałem widzom emocjonalną huśtawkę, żeby wczuli się oni w bohatera.

Premiera filmu odbędzie się w Wigilię. Dla wielu jest to czas skłaniający do refleksji...

Piotr Cyrwus: - Może niektórzy będą mieli pretensje, że gdzieś profanujemy to święto. Myślę, że nie, że wręcz je gloryfikujemy. W tym czasie wielu z nas się gubi, nie możemy się odnaleźć. Sam przeżywałem takie święta... Wówczas, jak u dobrych autorów dramatów czy książek, człowiek staje przed takim skrajnym wyborem. To są emocje, przecież wszyscy przeżywamy święta, wszyscy przed świętami dostrzegamy natłok samochodów, mamy podniesioną adrenalinkę, kłótnie w rodzinie... To wszystko musi się zebrać, spotkać się, siąść i wziąć ten opłatek. My, ludzie, wszyscy na całym świecie, musimy popatrzeć sobie w oczy, chwycić się za ręce. To jest bardzo trudne.

Gdyby miał pan odciągnąć ludzi od świątecznego stołu i zachęcić ich do obejrzenia "Fanatyka"?


Michał Tylka: - Warto to zrobić, bo zobaczycie to, co często macie właśnie w Wigilię w swoich domach... Dlatego zależało mi, żeby ten film miał premierę właśnie w Wigilię, bo widzimy w nim przygotowania do świąt.

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Cyrwus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje