Reklama

Reklama

Philip Seymour Hoffman: Wybitny wrażliwiec

Był jednym z najzdolniejszych aktorów. Na ekranie wcielał się zazwyczaj w postaci o skomplikowanej psychice. Prywatnie Philip Seymour Hoffman sam walczył z demonami. Niestety - przegrał.

Philip Seymour Hoffman (1967–2014)

- Zawsze lubiłem tych moich dziwaków. Inaczej nie mógłbym się w nich wcielać - opowiadał o granych przez siebie bohaterach.

Zdobywca Oscara aktorem został przypadkiem. Jako młody chłopak, Philip Seymour Hoffman pasjonował się wrestlingiem. Jednak kontuzja, której doznał, uniemożliwiła mu sportową karierę.

O dalszej drodze zadecydowała miłość. Zafascynowany jedną ze swoich koleżanek, aktorką ze szkolnego kółka teatralnego, zapisał się na zajęcia i zakochał się w scenie.

Trudna droga na szczyt

W 1989 roku skończył nowojorską Tisch School of the Arts. Jednak charakterystyczny wygląd, wysokie czoło oraz potężna sylwetka ograniczały jego możliwości.

Reklama

Zaszufladkowany jako aktor charakterystyczny, propozycji miał niewiele. Dorabiał więc, będąc ochroniarzem, niańką, kinowym bileterem i kelnerem.

Poczucie zawodowego niespełnienia topił w alkoholu. W efekcie w wieku zaledwie 22 lat trafił na pierwszy odwyk.

- Pomyślałem, że jest tyle rzeczy, które chcę zrobić w życiu. I zdałem sobie sprawę, że jeśli nadal będę pił, nic z tego się nie wydarzy - mówił później o swojej walce z nałogiem.

Trzy lata po terapii zagrał drugoplanową rolę w "Zapachu kobiety" (1992) i wreszcie został zauważony. - Nie byłoby mnie w tym miejscu, gdzie teraz jestem - wspominał po latach swój kinowy debiut.

Sławny, ale nieszczęśliwy

Grał postaci zagubionych ekscentryków i złoczyńców. Skomplikowaną osobowość bohaterów potrafił oddać jednym gestem. Reżyserzy i publiczność zachwycali się jego charyzmą. Już nie miało znaczenia, że brak mu urody hollywoodzkiego amanta.

Wystąpił w ponad 50 filmach, z których najsłynniejsze, to "Big Lebowski", "Bez skazy", "Wątpliwość", "Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz", "Synekdocha, Nowy Jork", "Zapach kobiety", "Magnolia", "Idy marcowe", "Wojna Charliego Wilsona", Mistrz", "Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia", "Capote".

- Pociągają mnie zadania ekstremalne. Czasami stawiam przed sobą cele, nie będąc pewien, czy zdołam je osiągnąć - mówił o swoich aktorskich wyborach.

Te były jednak zawsze trafne, tak jak rola legendarnego pisarza w "Capote" (2005). Dostał za nią Oscara. Kolejną (trzecią już nominację) otrzymał za dramat "Mistrz" (2012).

Prywatnie też był spełniony. Z partnerką, kostiumolożką Mimi O’Donnell doczekał się trójki dzieci. Niestety, młodzieńcza przygoda z alkoholem zostawiła ślad - depresję. Gwiazdor przez lata zagłuszał ją narkotykami.

Zmarł na skutek przedawkowania heroiny 2 lutego 2014 roku. Tego dnia został znaleziony martwy w łazience swojego apartamentu na Manhattanie, z igłą wbitą w przedramię. Oficjalnym powodem zgonu było nieumyślne przedawkowanie leków oraz narkotyków. Miał zaledwie 46 lat.

"Aktorzy są odpowiedzialni wobec postaci, które grają. Nie mają ich osądzać, ale uczciwie, z całym twórczym zaangażowaniem, odtworzyć. Wtedy jest szansa, że nawet jeśli postać jest odstręczająca, widz nie odwróci od niej wzroku, tylko postara się ją zrozumieć" - brzmiało jego aktorskie credo.

JBJ



Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Philip Seymour Hoffman

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje