Reklama

Oliver Stone: Niepokorny Amerykanin

Mimo że nie ma ostatnio najlepszej passy, jest twórcą obrazów, które na stałe zapisały się w historii kina."Pluton", "Wall Street", "Urodzeni mordercy" - to najgłośniejsze tytuły w dorobku obchodzącego 65. urodziny Olivera Stone'a.

Pierwszy raz zabłysnął w 1979 roku jako scenarzysta "Midnight Express" Alana Parkera, za który został nagrodzony Oscarem. Ma na swoim koncie także scenariusze do tak ikonicznych obrazów lat 90., jak: "Conan Barbarzyńca" (1982) Johna Miliusa oraz "Człowiek z blizną" (1983) Briana De Palmy.

Reklama

Jako reżyser, Stone miał mniej udany start. Zaczął od dwóch horrorów, "Seizure" (1974) i "Ręki" (1981), oba zostały przyjęte dość chłodno przez krytyków i widzów. Popularność przyszła dopiero w późnych latach 80. i wczesnych 90., kiedy to Stone zasłynął serią filmów wojennych, podejmując nierzadko trudne tematy wykraczające poza zwykłą widowiskowość scen batalistycznych.

Zaczęło się od "Salwadoru" (1986) z Jamesem Woodsem i Jamesem Belushim, za który Stone otrzymał nominację do Oscara za najlepszy scenariusz oryginalny. Sukces kasowy i artystyczny "Salwadoru" stworzył mu wielką szansę, z której niezwłocznie skorzystał jeszcze w tym samym roku dzięki "Plutonowi".

Wietnamska trylogia

Scenariusz filmu, opartego na autobiograficznych przeżyciach z czasu wojny w Wietnamie, Stone zaczął pisać na początku lat 70. Reżyser chciał, żeby jedną z głównych ról, która ostatecznie trafiła do Charliego Sheena, zagrał wokalista The Doors Jim Morrison. Kiedy piosenkarz został znaleziony martwy w wannie swego paryskiego mieszkania, obok niego leżał scenariusz Stone'a. Nigdy nie dowiemy się, czy gdyby Morrison dożył do lat 80., zagrałby w "Plutonie", jednak Stone wrócił do wokalisty The Doors w 1992 roku, kręcąc biograficzny film o Morrisonie.

Ukończony w 1976 roku scenariusz "Plutonu" czekał na realizację 10 lat, żadne studio nie zdecydowało się bowiem na realizację tak odważnego tematu. Jak wspomina Stone, inspiracją do napisania "Plutonu" była bowiem dla niego chęć zanegowania wizji wojny, którą John Wayne przedstawił w nacjonalistycznych "Zielonych beretach" (1968).

"Pluton" porównywany został od razu do słynnego "Czasu apokalipsy" Francisa Forda Coppoli; podobnie jak w przypadku legendarnego obrazu z Marlonem Brando, produkcja Stone'a była dla całej ekipy wyczerpującą przygodą: aktorski zespół przeszedł specjalne dwutygodniowe przeszkolenie w Filipinach a w trakcie zdjęć zmuszony był do rygoru, obowiązującego w wojskowej jednostce. Charlie Sheen przypomniał sobie, że kiedy po dwóch miesiącach zdjęć wrócił wreszcie do Ameryki, całował ojczystą ziemię jak żołnierz wracający z wojny.

Film zdobył liczne wyróżnienia, w tym nagrodę BAFTA dla najlepszego reżysera, Złote Globy za najlepszą reżyserię, dla najlepszego aktora drugoplanowego (Tom Berenger) i najlepszego dramatu oraz aż cztery Oscary za najlepszy film, reżyserię, montaż i dźwięk. Sukces i nagrody dla "Plutonu" ugruntowały pozycję Stone'a wśród najlepszych hollywoodzkich filmowców.

Zobacz zwiastun filmu "Pluton":


Do tematu wojny w Wietnamie Stone powrócił trzy lata później, kręcąc "Urodzonego 4 lipca", w którym Tom Cruise stworzył wyrazistą i niezapomnianą postać Rona Kovica, weterana wojny w Wietnamie. Oparty na faktach film pokazywał historię Kovica od gorliwego nastolatka, który zgłasza się na ochotnika, aby walczyć w Wietnamie, do zgorzkniałego weterana, sparaliżowanego od klatki piersiowej w dół. Zakochany w swoim kraju Kovic powraca do świata całkiem innego niż ten, który zostawił, aby w końcu okazać się nadzieją dla rozczarowanych.

Domknięciem "wietnamskiej trylogii" był obraz "Pomiędzy niebem i ziemią" (1993) - opowieść o burzliwych losach kobiety z Wietnamu (Hiep Thi Le), która w czasie wojny poślubia amerykańskiego żołnierza (Tommy Lee Jones) i wyjeżdża z nim do Stanów Zjednoczonych.

Kolor pieniędzy

Między realizacją "Plutonu" a reżyserią "Urodzonego 4 lipca" Stone kręci "Wall Street" (1997) - opowieść o świecie wielkiej finansjery. Młody chłopak Bud Fox (Charlie Sheen) zatrudnia się u wielkiego giełdowego wyjadacza Gordona Gekko (Michael Douglas). Od początku zdaje sobie sprawę, że uczciwi i szlachetni nie mają czego szukać na Wall Street.

Stone zadedykował film swojemu ojcu - Lou Stone'owi, który był giełdowym maklerem w czasie Wielkiego Kryzysu. Wytwórnia 20th Century Fox chciała, by główną rolę w "Wall Street" zagrał Warren Beaty, jednak gwiazdor odrzucił propozycję, z kolei typem Stone'a był Richard Gere, jednak i on nie zdecydował się na występ w 'Wall Street". Reżyser wybrał więc Michaela Douglasa, mimo wielu ostrzeżeń, by nie angażować tego aktora. Rola Gordona Gekko okazała się dla niego punktem zwrotnym w karierze, przynosząc Douglasowi zasłużonego Oscara. Sam film uznany został zaś za "archetypiczny portret lat 80. z ich chciwością pieniądza".

Zobacz zwiastun filmu "Wall Street":


Nie wszyscy docenili jednak realizatorską maestrię "Wall Street" - Stone wspominał bowiem, że równie ważny co temat filmu był dla niego sposób, w jaki go zrealizował. "Chcieliśmy, aby kamera była jak drapieżca" - mówił. Wall Street to strefa wojny, "dlatego tak ją filmowaliśmy" - dodawał Stone, zwracając uwagę, że zwykła konwersacja kręcona była, jakbyśmy mieli do czynienia z fizyczną potyczką. W scenach z większą ilością aktorów kamera krąży zaś wokół nich, sprawiając wrażenie, jakby widz "znajdował się w basenie pełnym rekinów".

Do postaci Gordona Gekko Stone powrócił w 2010 roku, realizując sequel "Wall Street". W obrazie "Pieniądz nie śpi" Michaelowi Douglasowi tym razem partnerowali: Shia LaBeouf ("Transformers") i nominowany do Oscara za film "Obywatel Milk" Josh Brolin, jednak krytyka oraz publiczność uznała powrót Stone'a na Wall Street za kompletnie nieudane przedsięwzięcie.

Historia Mickeya i Mallory

Najgłośniejszym filmem Olivera Stone'a pozostają jednak "Urodzeni mordercy" (1994) - oparta na podstawie scenariusza Quentina Tarantino opowieść o parze kochanków i psychopatycznych morderców: Mickeym (Woody Harrelson) i Mallory (Juliette Lewis), którzy terroryzują całą Amerykę dopuszczając się serii brutalnych zabójstw. Dzięki mediom, które na bieżąco relacjonują ich krwawe wyczyny, stają się bohaterami i unikają kary.

Kiedy Stone pierwszy raz zetknął się ze scenariuszem Tarantino, pomyślał o "Urodzonych mordercach" jako o "filmie, z którego byłby dumny Arnold Schwarzenegger" - typowym kinie akcji. W trakcie nanoszenia poprawek na tekst Tarantino, Ameryką wstrząsały jednak kolejne szokujące wydarzenia, jak: sprawa O.J. Simpsona, oskarżonego o zabicie byłej żony, czy przypadek braci Menendez, którzy zamordowali swych bogatych rodziców. Okazało się, że przemoc w "Urodzonych mordercach" stanowi wspaniały komentarz do aktualnej paranoi, która opanowała amerykańskie społeczeństwo.

Zobacz zwiastun "Urodzonych morderców":


Tarantino nie miał więc wiele wspólnego z ostateczną wersją scenariusza, w napisach końcowych figuruje wyłącznie jako autor pomysłu; Stone przyznał zaś, że jedną z kinematograficznych inspiracji był dla niego klasyczny film Arthura Penna "Bonnie i Clyde". Słynna finałowa scena śmierci w filmie z 1967 roku zrealizowana została przy użyciu innowacyjnych technik montażowych, dzięki wykorzystaniu w różnych prędkościach ujęć z wielu kamer; Stone, kręcąc "Urodzonych morderców", wykorzystał podobny zabieg w trakcie całego filmu. Ale to nie jedyna realizacyjna innowacyjność filmu Stone'a - opowiadając historię tytułowych kochanków reżyser wykorzystał bowiem szerokie spektrum kinematograficznych konwencji: od animacji, poprzez użycie czarno-białej taśmy, aż po parodie określonych gatunków telewizyjnych, m.in. sitcomu.

"W pewnym sensie, 'Urodzeni mordercy' to bardzo optymistyczny film o przyszłości. Opowiada o wolności i zdolności człowieka do jej osiągnięcia' - powiedział Stone.

Mimo licznych reżyserskich sukcesów, Oliver Stone nie ustrzegł się w następnych latach kilku dość poważnych wpadek. Do najbardziej spektakularnych należą thriller "Droga przez piekło (1997) z Seanem Pennem oraz "Aleksander" (2004) z Colinem Farrellem, oba zebrały dość skrajne opinie i mnóstwo nominacji do Złotych Malin m.in. za najgorszy film, scenariusz, reżyserię i dla aktora pierwszoplanowego.

Polityczna niepoprawność

Stone znany jest ze swoich lewicowych poglądów i bardzo krytycznego spojrzenia na USA drugiej połowy XX wieku. W swoich filmach podejmuje trudne tematy, o których większość woli milczeć, takie jak wpływ zetknięcia się z wojną na ludzką psychikę, zabójstwo prezydenta Kennedy'ego ("JFK"), życie i polityka prezydenta Busha ("W."), terroryzm ("World Trade Center"), mechanizmy działania giełdy papierów wartościowych (wspomniany 'Wall Street"), waga jaką do swojego narodowego sportu przykładają Amerykanie ("Męska gra") czy kult idoli telewizyjnych ("Urodzeni mordercy").

Od kilku lat Stone angażuje się w realizację dokumentalnych portretów współczesnych przywódców, narażając się na nieustanną krytykę ze strony amerykańskiej prasy.

W filmografii reżysera znalazł się pełnometrażowy dokument "Dowódca" (2003), będący nagraniem wielu rozmów przeprowadzonych przez Stone'a z kubańskim przywódcą Fidelem Castro. Stacja HBO, po protestach kubańsko-amerykańskich aktywistów, sprzeciwiających się autorytarnym rządom Castro, odmówiła jednak emisji tego dokumentu; obraz nie trafił też na sklepowe półki w USA. Stone podjął więc w kolejnym roku decyzję o realizacji innego filmu. "Looking for Fidel" zawierał rozmowy reżysera z Castro na temat praw człowieka oraz wypowiedzi przeciwników kubańskiego dyktatora.

Zobacz zwiastun filmu "Dowódca":


Kolejnym z kontrowersyjnych przyjaciół Stone'a jest autorytarny i antyamerykański prezydent Wenezueli Hugo Chavez, który był jednym z bohaterów filmu "South of the Border" (2009), opowiadającego o przywódcach pięciu południowoamerykańskich krajów. Od kilku lat Stone stara się też uzyskać zgodę na realizację dokumentu o prezydencie Iranu - Mahmoudzie Ahmadineżadinie, który w demokratycznym świecie wywołuje nie mniej kontrowersji niż Chavez. Światowi przywódcy krytykują prezydenta Iranu za rozwój programu nuklearnego i antagonistyczny stosunek do świata Zachodu. Mimo że irański przywódca początkowo odmówił Stone'owi, określając jego reżyserską działalność jako "część planu Wielkiego Szatana", kilka miesięcy później nie wykluczył udziału w jego projekcie.

Na początku 2010 roku Stone poinformował, że we współpracy z historykiem Peterem J. Kuznickiem przygotowuje serię telewizyjnych dokumentów "Oliver Stone's Secret History of America", mających być próbą rewizjonistycznego spojrzenia na postaci wielkich przywódców XX wieku, m.in. Adolfa Hitlera, Józefa Stalina, czy Mao Zedonga.

Kilka miesięcy później wywiadem dla "Sunday Timesa", gdzie mówił o "żydowskiej dominacji w mediach" oraz wspomniał, że chociaż Hitler "był Frankensteinem", odpowiedzialność za wojnę ponoszą także inni - wywołał prawdziwą burzę. Wypowiedzi te spotkały się z surową repliką organizacji żydowskich. Liga Przeciw Zniesławieniom (ADL) oświadczyła, że słowa Stone'a "przywołują niektóre z najbardziej stereotypowych i spiskowych pojęć na temat nadmiernych wpływów żydowskich".

Po krytyce jego osoby, Stone ogłosił publiczne przeprosiny. "Starając się rozwinąć temat skali zbrodni popełnionych przez Niemców wobec różnych narodów, poczyniłem niezręczne uwagi na temat holokaustu, za co przepraszam i czego żałuję" - napisał w oświadczeniu.

Obecnie Stone pracuje nad adaptacją powieści Dona Winslowa "Savages" o walce z kartelem narkotykowym oraz porzuconego przed laty "Pinkville", będącego powrotem reżysera do tematu wojny w Wietnamie. Możemy być pewni, że jeszcze nie raz podrażni nasze dobre samopoczucie.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Zastanawiasz się, jak spędzić wieczór? A może warto obejrzeć film? Sprawdź nasz repertuar kin!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: niepokorni | wall | Nie | Oliver Stone

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje