Reklama

Off Plus Camera: Plusik

Pod górkę mieli organizatorzy tegorocznej edycji festiwalu Off Plus Camera. Najpierw żałoba narodowa i skrócenie imprezy o 3 dni, potem islandzki wulkan i "problemy logistyczne". W takiej sytuacji ciężko o realną ocenę tegorocznej odsłony festiwalu.

Podsumowanie zacząć trzeba od najważniejszego aspektu każdego festiwalu, czyli programu. Nie zachwycał mnie w dwóch ubiegłych latach, nie zachwycił mnie i w tym roku. Po tegorocznej edycji nadal nie wiem, w którą stronę zmierza Off Plus Camera. Czy dwie duże tegoroczne sekcje: "Nordyckie horyzonty" i "Nowe kino Indii" są zapowiedzią kolejnych przeglądów narodowych kinematografii, czy tylko przypadkowo wrzuconymi do festiwalowego jeziorka kamyczkami?

Reklama

To samo dotyczy sekcji "Odkrycia: Latino" - najnowsze filmy latynoskie możemy przecież co roku oglądać w ramach dwóch osobnych przeglądów: Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich i Tygodnia Kina Hiszpańskiego.

Chciałbym aby Off Plus Camera dorobiła się stałych autorskich sekcji - za przykład niech posłuży "Nadrabianie Zaległości - kino Dużego Formatu". Idea jest prosta: znalazły są tu filmy, które nie trafiły do polskich kin, a według organizatorów festiwalu zasługują na to, aby zaprezentować je na dużym ekranie. Inicjatorem tego pomysłu jest legendarny krytyk Jerzy Płażewski. W zapraszaniu przez festiwal znanych osobistości do współtworzenia programu widzę przyszłość tej imprezy. Przykładem ciekawa sekcja filmów muzycznych "Don't Knock The Rock", której autorką była amerykańska reżyserka Allison Anders.

Coraz bardziej podoba mi się też bezkompromisowość konkursu "Wytyczanie drogi". Brak tu reżyserskich oraz aktorskich "nazwisk". Wszystkie filmy rywalizujące o Krakowską Nagrodę Filmową, które zobaczyłem w tym roku, zaskoczyły mnie jednak realizatorską dojrzałością. Jeśli coraz rzadziej zdarzać się tu będą wpadki w rodzaju ubiegłorocznych: "Splinterheads" czy "Medicine for Melancholy", może to być wizytówka tego festiwalu.

Sprzeciwiam się jednak notorycznie stosowanej przez organizatorów festiwalu strategii, polegającej na premierowych seansach filmów, które mają już polskiego dystrybutora i ustaloną premierę kinową. Kto nie uczestniczył w tegorocznej Off Plus Camerze, w ostatni weekend festiwalu mógł w innym mieście udać się na seanse: "Dobrego serca" Dagura Kari i "Ondine" Neila Jordana; na majowe premiery czekają zaś kolejne festiwalowe tytuły: "Samotny mężczyzna" Toma Forda, "Jaśniejsza od gwiazd" Jane Campion, czy nowelowy "Zakochany Nowy Jork".

W tym roku chciałem zapisać festiwalowi Off Plus Camera jeszcze kilka rzeczy in plus. Po raz pierwszy w historii imprezy festiwalowy katalog dostępny był przed pierwszym seansem. Dotychczas na książeczkę z opisami wszystkich filmów trzeba było czekać do ostatnich dni imprezy. Organizatorzy zadbali też o to, by przed każdym festiwalowym seansem wyświetlony był materiał, będący rodzajem festiwalowej kroniki filmowej. Można było w skrócie zapoznać się z najważniejszymi wydarzeniami ubiegłego dnia oraz zobaczyć zapowiedź najciekawszych filmów, których pokazy zaplanowano na kolejne dni festiwalu.

Organizatorzy wpadli też na świetny pomysł bezpośredniego informowania widzów o zmianach w programie. Wykorzystując fakt, że mecenasem festiwalu jest siec komórkowa, wysyłali do posiadaczy karnetu sms-owy newsletter. W ubiegłym roku o przeniesieniu daty seansu dowiadywaliśmy się w kinie tuż przed projekcją. Teraz wymuszone kłopotami transportowymi (więc uzasadnione) zmiany w programie śledziliśmy już na bieżąco, mając czas na reorganizację festiwalowych planów.

Zwrócić uwagę należy również na troskę o komfort festiwalowego widza, związaną z rezygnacją z emisji reklam przed seansami. Zamiast serwować nam kilkuminutowy set ze spotami Noble Banku, Plusa i Allegro, ograniczono się do emisji krótkiej czołówki festiwalu, w której znalazły się logotypy mecenasów, patronów medialnych i sponsorów. Ten ostatni wpadł na świetny pomysł, by przed seansami obdarowywać widzów puszkami z napojami energetyzującymi. Kto kiedykolwiek próbował brać udział w festiwalowym maratonie wie, że taki zastrzyk energii bywa bezcenny w bezsennym przetrwaniu w kinowym fotelu.

Jednej rzeczy po tej edycji festiwalu Off Plus Camera jestem jednak pewien. Rozciąganie tej imprezy do klasycznych festiwalowych 10 dni nie ma sensu. Przymusowe amputowanie trzech dni tegorocznej edycji wyszło tylko festiwalowi na dobre. Okazało się, że w tydzień spokojnie można zaprezentować wszystkie punkty programu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: edycji | impreza | filmy | off plus camera | plus | Off

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje