Reklama

Niewolnik swoich trzech kobiet

Francuski aktor Vincent Cassel powiedział magazynowi dziennika "Corriere della Sera", że jest "niewolnikiem" swoich trzech kobiet: żony Moniki Bellucci i dwóch córek, 7-letniej Devy i 15-miesięcznej Leonie. "Uwielbiam to" - dodał Cassel.

W rozmowie na łamach weekendowego pisma "Io donna" 44-letni Cassel podkreślił, że to iż jest otoczony przez kobiety sprawia, że "rozwija się jako człowiek".

Reklama

Zapytany, czy odczuwa potrzebę obrony córek przed ciekawością świata, odparł: "We Francji jesteśmy chronieni, dzieci nie mogą trafić do gazet, a gdy to się zdarzy, mogę osoby za to odpowiedzialne podać do sądu". Aktor wyjaśnił, że robi to regularnie.

Wyznał też, że często surfuje w sieci. "Oglądam wszystko w internecie, także siebie samego" - stwierdził. Ale - jak zastrzegł - nie umieszcza swoich zdjęć z wakacji, nie dzieli się swoimi uwagi w Facebooku ani na innych portalach.

"Przede wszystkim dlatego, że nie mam nic do powiedzenia" - wytłumaczył. Jednocześnie Vincent Cassel przyznał, że jest niemal weteranem internetu, bo ma go już od 1994 roku. "W Paryżu był tylko jeden provider i tylko jedna aplikacja do poczty, trzeba było 10 minut, żeby wysłać e-mail" - wspomniał.

Z wielkim ubolewaniem gwiazdor francuskiego kina wypowiedział się na temat wulgarności we włoskich mediach, która jego zdaniem "ciągnie społeczeństwo i kulturę w dół".

"Mógłbym przez godziny mówić źle o Francji, ale muszę przyznać, że u nas system nie uległ jeszcze całkowitej degradacji. Telewizja u was jest przerażająca. We Francji mamy wciąż kanał Arte, choć w połowie niemiecki" - powiedział Vincent Cassel.

Opowiedział także, że to swemu ojcu, jednemu z największych francuskich aktorów Jean-Pierre Casselowi zawdzięcza to, kim jest obecnie. "Umiał obdarzyć mnie zaufaniem, co jest rzadką rzeczą w rodzinach" - podkreślił.

"Był zawsze obecny w moim życiu, ale nie próbował mnie umodelować. Najbardziej ewidentnym znakiem dojrzałości rodzica jest według mnie zrozumienie, że nie można uczynić z życia swoich dzieci repliki swojego" - uważa aktor.

I zauważył: "Mój ojciec wykańczał mnie, gdy byłem młody, bo chciał, żebym skończył studia. Później zrozumiał, że miałem potrzebę wyrażania siebie w inny sposób i zostawił mnie w spokoju. Poszedłem do szkoły cyrkowej i wziąłem swój los w swoje ręce" - wspomina.

Zapytany o powód wyboru szkoły cyrkowej, a nie aktorskiej, odpowiedział : "Ponieważ chciałem iść właśnie w przeciwnym kierunku niż on". "Później był to sposób, by podążać po śladach mego ojca, ale nie wchodząc natychmiast na scenę czy plan filmowy" - dodał Cassel.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Zastanawiasz się, jak spędzić wieczór? A może warto obejrzeć film? Sprawdź nasz repertuar kin!

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Vincent Cassel | aktor | aktorka | Monica Bellucci

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje