Reklama

Niemile widziana w Wenecji

Francuska aktorka Fanny Ardant może być zmuszona anulować swój przyjazd na festiwal filmowy w Wenecji. Poszło o wypowiedź dotyczącą lidera terrorystycznych Czerwonych Brygad - Renato Curcio.

Ardant w wywiadzie, którego udzieliła kilka dni temu, chwaliła Curcio za "nie sprzeniewierzenie się lewicowym ideałom, w przeciwieństwie do wielu przywódców studenckiej rewolty z 1968 roku".

Reklama

Rozzłościło to Peiro Mazzolę - syna policjanta, który w 1974 roku został zamordowany przez Czerwone Brygady.

"Niech przyjedzie do Wenecji, by uświadomić sobie, że jeszcze nie tak dawno ten kraj był zbrukany krwią niewinnych ludzi" - powiedział Mazzola.

"I wcale nie mam na myśli sosu pomidorowego, którego używają teraz w filmach. Mówię o prawdziwej krwi" - dodał syn zamordowanego policjanta.

Dyrektor weneckiego festiwalu Marco Mueller twierdzi, że nie zgadza się z opinią aktorki.

"Jesteśmy gotowi na przyjęcie Fanny Ardant, nie znaczy to jednak, że zgadzamy się z jej poglądami dotyczącymi najtragiczniejszych wydarzeń naszej niezbyt odległej przeszłości" - powiedział Mueller.

Najnowszy film Ardant - " L'Ora di Punta" - zaprezentowany zostanie w Wenecji 6 września.

WENN

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Fanny Ardant | Widziałam | festiwal | festiwal filmowy w Wenecji

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje