Reklama

(Nie)pamiętne filmowe imprezy

Nikt tak nie imprezuje jak Amerykanie. Po prostu nikt. A przynajmniej w filmach, bo za wielką wodą studenckie balangi, koleżeńskie libacje i efektowne wieczory kawalerskie podniesiono do rangi rozrywkowej sztuki...

Takich imprez jak Jordan Belfort nie urządzał nikt

Amerykańskie domówki zamieniają się w pola alkoholowej wojny, na wymykających się spod kontroli przyjęciach ludzie odkrywają w sobie ogromne pokłady kreatywności, w trakcie szkolnych bib chłopcy stają się mężczyznami, a dziewczynki kobietami. Jak jest w rzeczywistości, wszyscy chyba wiemy, bo naprawdę trudno dogonić wyobraźnię amerykańskich scenarzystów. Nie zmienia to jednak faktu, że szalone filmy imprezowe będą zawsze popularne, pozostawiając oglądających je widzów na imprezowym "głodzie". Postanowiliśmy przypomnieć dziesiątkę wyjątkowo (nie)pamiętnych filmowych imprez.

"Uczniowska balanga", reż. Richard Linklater

Reklama

Młodzieżowy hit imprezowy sprzed ćwierć wieku, na którym wychowało się co najmniej jedno pokolenie widzów. Sam film jest napakowaną pamiętnymi dialogami głębszą refleksją nad uciekającą młodością i prawidłami okresu dojrzewania, ale gdy dochodzi do tytułowej balangi, aż by się chciało dołączyć do bohaterów i wrócić z nimi do domu dopiero bladym świtem.

"Projekt X", reż. Nima Nourizadeh

Przestroga dla nieśmiałych nastolatków, którzy zamierzają zorganizować imprezę urodzinową, by zaimponować ładnej dziewczynie. Przeważnie kończy się na piwnych plamach i stłuczonych szybach, ale zawsze jest opcja, że ktoś zadzwoni po dodatkowych znajomych albo sprowadzi dilera, a inny ktoś zrobi coś, co zainteresuje policję. Do osiedlowych zamieszek droga niedaleka.

"Wieczór kawalerski", reż. Neal Israel

Przez ostatnie 30 lat w ramach amerykańskiego kina rozrywkowego pojawiło się wiele bardziej przesadzonych wieczorów kawalerskich, jednakże ten z udziałem młodego Toma Hanksa przewyższa je wszystkie pod kątem kreatywności i zwariowanego humoru. Zdemolowany pokój hotelowy, utarczki z policjantami i walka na filmie w 3D najlepszymi tego dowodami.

"Siostry", reż. Jason Moore

I jeszcze jedna domówka zamieniona w wielkie pobojowisko, gdy imprezowicze wypijają za dużo oraz przestają kontrolować swoje ręce, nogi i głowy. Organizatorkami są dwie dorosłe już siostry, które chcą pożegnać się z domem, w którym dorastały, a który ich rodzice próbują sprzedać. Efektem imprezy pogorszenie stanu budynku, którego nikt już nie będzie chciał kupić.

"Menażeria", reż. John Landis

W pewnym sensie od filmu Landisa wszystko się zaczęło, bo przed jego arcydziełem studenckich libacji Amerykanie organizowali głównie purytańskie potańcówki. Dla dzisiejszego widza "Menażeria" wciąż może być po (40 latach!) kopalnią pomysłów na nieszablonowe imprezowanie: od gier alkoholowych i motocyklowych po absolutnie kultowe toga party.

"Wilk z Wall Street", reż. Martin Scorsese

Złodziej, oszust i degenerat, którego poczynania doprowadziły miliony ludzi do ruiny, ale urządzał imprezy, o jakich nikomu się nie śniło. Nawet w Hollywood, bo przecież "Wilk..." jest oparty na historii prawdziwego Jordana Belforta, a nie wymysłem kreatywnych scenarzystów. Alkohol, narkotyki, pijackie zakłady, rzucanie karłami do tarczy, a po filmie moralny kac.

"Wielki Gatsby", reż. Baz Luhrmann

Nie ma za wielką wodą bardziej wytrawnego imprezowicza od Leo DiCaprio. A przynajmniej nie było w 2013 roku, kiedy do kin trafiły "Wilk z Wall Street" i "Wielki Gatsby". Co więcej, luksusowe przyjęcia dla bogatej i zblazowanej śmietanki towarzyskiej wydawane w tym drugim przez Leo potrafiły przyćmić nawet szaleństwa szastającego pieniędzmi na prawo i lewo Belforta.

"Żyć szybko, umierać młodo", reż. Roger Avary

Imprezowicze Avary'ego potrafią każdego zdołować, szczególnie gdy snują filozoficzne rozważania nad miałkością własnych egzystencji, ale trudno odmówić im umiejętności organizowania szaleńczych studenckich imprez, na których wszystko może się wydarzyć. Sex, drugs & rock’n’roll doprowadzone do przesytu, po którym aż się chce wziąć chłodny prysznic.

"Kac Vegas", reż. Todd Phillips

Kolejna przestroga dla nieodpowiedzialnych imprezowiczów: zawsze balujcie w towarzystwie dwóch czy trzech osób, którym możecie zaufać. I na wszelki wypadek, mając na uwadze, że mogą oni jednak zawieść wasze zaufanie, postarajcie się mieć pod ręką aparat. Oglądanie zdjęć z (nie)pamiętnej imprezy może być faktycznie dość upokarzające, ale przynajmniej wiele wyjaśni.

"Old School: Niezaliczona", reż. Todd Phillips

Zanim Phillips zaczął przejawiać reżyserskie ambicje, był jednym z najbardziej kreatywnych imprezowiczów amerykańskiego kina XXI wieku. "Niezaliczona" przypomni każdemu ustatkowanemu facetowi czasy studenckich szaleństw. A jeśli nigdy nie wybiegliście pod wpływem alkoholu nago na ulice, dzięki Willowi Ferrellowi zrozumiecie, co straciliście.

Bonus: "To już jest koniec", reż. Evan Goldberg, Seth Rogen

Imprezowym Świętym Graalem pozostaje epicka domówka u Jamesa Franco, która zamienia się w "To już jest koniec" w dosłowną apokalipsę z ogniami piekielnymi w ramach nieprzewidzianej atrakcji. Plusem możliwość pozbycia się niektórych irytujących znajomych z ziemskiego padołu, ale nie radzimy próbować odtwarzać tej balangi u siebie w domu. Lepiej zrobić to u kogoś.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje