Analitycy rynku filmowego zakładali, że "Nie czas umierać" zarobi w trakcie pierwszego weekendu wyświetlania w północnoamerykańskich kinach około 70 milionów dolarów. Produkcja zarobiła jednak znacznie mniej, bo dokładnie 56 milionów.
Zarobienie 56 milionów dolarów w trzy dni w przypadku większości filmów byłyby powodem do świętowania. Producenci "Nie czas umierać" muszą jednak liczyć każdy grosz, by zwróciły się wydatki poniesione na produkcję i marketing filmu, ale także straty poniesione w wyniku przekładania premiery filmu o półtora roku. W efekcie szacuje się, że film Fukunagi musi zarobić co najmniej 800 milionów dolarów, by zacząć się zwracać. Na razie ma na koncie 313 milionów dolarów.
"Nie czas umierać": Bond walczy o widzów
Wiele dobrego w kwestii wyniku finansowego może przynieść premiera filmu Fukunagi w Chinach, gdzie filmy o Bondzie zawsze cieszą się dobrą oglądalnością, ale ta zaplanowana jest dopiero na 29 października.
Czytaj więcej! "Nie czas umierać": Czas na zmiany [RECENZJA]
Wpływ na wynik kasowy filmu "Nie czas umierać" ma zapewne czas trwania filmu, a także konkurencja ze strony innych tytułów. Film Fukunagi trwa prawie trzy godziny, co sprawia, że liczba jego seansów jednego dnia jest ograniczona.
W "Nie czas umierać" James Bond opuszcza czynną służbę i cieszy się spokojnym życiem na Jamajce. Tymczasem jednak jego stary przyjaciel Felix Leiter z CIA zwraca się do niego o pomoc. Misja uratowania porwanego naukowca okazuje się o wiele bardziej zdradliwa, niż mogłoby się wydawać i naprowadza agenta 007 na ślad tajemniczego złoczyńcy, dysponującego nową, niezwykle niebezpieczną technologią.






































