Reklama

Muszą przeprosić Olbrychskiego!

"Super Express" ma przeprosić Daniela Olbrychskiego i jego żonę za szydercze przedstawienie ich relacji małżeńskich: jego jako alkoholika, a ją jako służącą aktora - orzekł w środę, 24 marca, Sąd Okręgowy w Warszawie. Wyrok jest nieprawomocny.

Sąd uwzględnił zasadniczą część pozwu aktora i jego żony wobec tabloidu za artykuł z 2009 roku o tym, że gdy "Olbrychski pije, żona powozi".

Reklama

"Pani Krystyna wybierze aktorowi ciuchy, zrobi zakupy, zawiezie na obiad z lampką wina, a potem odwiezie do domu" - pisano o wizycie pary w centrum handlowym. "Wyczerpany trudnym dla mężczyzny popołudniem pan Daniel zasiadł dostojnie w terenowym subaru i pozwolił pani Krysi odwieźć się prościutko do domu" - dodano.

Olbrychski wraz z żoną pozwał za to gazetę, żądając przeprosin i zadośćuczynienia finansowego. Na mocy wyroku wydawca "SE" oraz redaktor naczelny Sławomir Jastrzębowski mają przeprosić powodów na łamach swej gazety za "obraźliwe i nieprawdziwe" sugestie problemów alkoholowych i małżeńskich. Mają też zaprzestać dalszego naruszania dóbr powodów oraz zwrócić im ponad 6 tys. zł kosztów procesu.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Alicja Fronczyk mówiła, że powództwo jest zasadne nie dlatego, że powód pije alkohol czy też nie, ale dlatego, że gazeta z tego faktu wyprowadza oceny o ich "dziwnych" relacjach małżeńskich. Według sądu, celem gazety wcale nie była weryfikacja oświadczenia Olbrychskiego o abstynencji, złożonego po śmierci Jana Pawła II, ale "cyniczna chęć zwiększenia nakładu przez przedstawianie byle czego".

Zdaniem sądu, w sprawie nie chodziło też o "zamach na wolność prasy", jak podnosili pozwani, ale o "prześmiewcze i szydercze" przedstawienie relacji małżeńskich powodów. Sędzia podkreśliła, że dla przeciętnego czytelnika wydźwięk artykułu był taki: "Alkoholik, wielki gwiazdor, pan i władca, jest przez swą żonę, niańkę czy służącą, obsługiwany".

"Można dokonywać ocen znanych osób, ale pod warunkiem, że nie godzi to w ich dobra osobiste" - powiedziała sędzia Fronczyk.

Zarazem sąd uznał, że powodom nie należy się zadośćuczynienie od pozwanych, bo stopień naruszenia ich dóbr osobistych był znikomy, gdyż nie wpłynął negatywnie na ich życie.

Na ogłoszeniu wyroku nie było stron procesu ani ich adwokatów. Jastrzębowski powiedział PAP, że gazeta miała prawo powiedzieć Olbrychskiemu "sprawdzam" po jego publicznej deklaracji abstynencji.

"Dlaczego mam pokazywać go jako nie-alkoholika, skoro on sam przyznał, że zdiagnozowano u niego taką chorobę?" - spytał retorycznie naczelny "SE". Dodał, że decyzja o ewentualnej apelacji zapadnie po poznaniu pisemnego uzasadnienia wyroku.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: mus | sędzia | sąd okręgowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje