Reklama

Młodzi i Film 2019: Thelma i Louise, Panna Młoda, a teraz Nowak i Kowalska

"Eastern" wzbudził najwięcej emocji na tegorocznym festiwalu w Koszalinie

Kobieta w procesie twórczym

Jury wyróżniło za to Julię Kijowską - za kreację w innym konkursowym filmie: "Via Carpatia" w reżyserii Klary Kochańskiej i Kaspra Bajona. Tutaj główna rola kobieca równoprawna jest głównej roli męskiej (Piotr Borowski). Skromna produkcja porusza kwestie związane z kryzysem uchodźczym - małżeństwo rezygnuje z wakacji, żeby spróbować wydostać z obozu dla uchodźców ojca mężczyzny, ale wyróżnia się nie tylko tematem. Również metodą realizacyjną. W proces powstawania cały zespół był zaangażowany właściwie na równych prawach. Aktorzy zaangażowali się w scenariusz, odpowiadali za to, jak ich postaci się ubierają, w jakim otoczeniu się poruszają. Wzięli na siebie także część obowiązków producenckich - przez co powstało dzieło w pełni autorskie, nieskrępowane, bez z góry wyznaczonej agendy. "Kameralny film o wielkich sprawach, wymykający się jakimkolwiek definicjom. Za odwagę spojrzenia tam, gdzie inni z zakłopotaniem odwracają wzrok" - napisali jurorzy, przyznając produkcji Nagrodę Specjalną za reżyserię. Z kolei w pracy Julii Kijowskiej dostrzegli "kreację zbudowaną na celowym samoograniczeniu, delikatności i dojrzałości".

Reklama

Koszalin był też miejscem triumfu innego tandemu damsko-męskiego - Piotra Dylewskiego i Magdaleny Celmer, którzy wspólnie napisali nagrodzony Jantarem scenariusz filmu "Zgniłe uszy". Celmer dodatkowo wcieliła się w główną rolę kobiecą, a Dylewski zajął się reżyserią. Produkcja opowiada o niekonwencjonalnej terapii małżeńskiej, której uczestnicy wystawieni zostają na wyjątkowo ciężkie, stojące na bakier z etyką próby. Czy uratują związek? Czy raczej noc pod okiem radykalnego terapeuty skończy się rozstaniem? Odpowiedź nie pada, za to jury dostrzegło w opowieści "twórcze, sprawne wodzenie widza za noc i wytarganie za uszy". Grana przez Celmer Marzena zdaje się tu też być postacią silniejszą niż jej mąż - Janek (Mikołaj Chroboczek), właściwie chłopiec uwięziony w ciele mężczyzny, niezdecydowany, stroniący od odpowiedzialności, skoncentrowany na sobie.

Koszalin był też miejscem sukcesu debiutantki Kaliny Alabrudzińskiej, autorki filmu "Nic nie ginie" zrealizowanego z grupą studentów Szkoły Filmowej w Łodzi. To kolejna odsłona inicjatywy, którą kilka lat temu filmem "Śpiewający obrusik" uruchomił Mariusz Grzegorzek. Od tamtej pory z nowym pokoleniem aktorów pracowali także Łukasz Barczyk ("Soyer"), Artur Urbański ("Kryształowa dziewczyna") oraz Jagoda Szelc ("Monument"). Tym razem Mariusz Grzegorzek, rektor łódzkiej uczelni filmowej, pozwolił, żeby na planie stanęli nie tylko debiutująca reżyserka i aktorzy, ale i początkujący operator - Nils Crone (student ostatniego roku). Alabrudzińska sama napisała scenariusz - wyzwanie trudne, gdyż przed jej kamerą stanąć miał właściwie cały rok. Różne postaci spięła sesją terapii grupowej. Szkoła dostarczyła sprzęt. Budżet był symboliczny - w normalnych warunkach mógłby wystarczyć na realizację... jednej sceny?

Efekt - film nie tylko o pojedynczych bohaterach, co raczej o całym pokoleniu - zagubionym w rzeczywistości, własnych uczuciach, marzeniach i niepowodzeniach. Smutku. A także Jantar im. Stanisława Różewicza za reżyserię. "Jak to udało się ogarnąć reżysersko? Nie wiemy... Ale witamy nowy talent w polskim kinie" - oznajmili jurorzy. W tym świecie odnaleźli się również jurorzy młodzieżowi - "za udowodnienie, że staranność i dobre filmowe rzemiosło mają szansę wygrać z wysokim budżetem - innymi słowy: Życie dało im cytryny, a zrobili z nich dobre wino" - napisali w swoim werdykcie o dziele Alabrudzińskiej, które ona sama nazywa "smutną komedią". Nagrodę najmłodszego jury przyjęła z nieskrywaną radością - jako statuetkę od widzów, dla których realizować będzie kolejne filmy. 

Dowiedz się więcej na temat: Młodzi i Film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje