"Mission: Impossible. Rogue Nation": Redefinicja niemożliwości

W "Mission: Impossible. Rogue Nation" Tom Cruise powraca jako Ethan Hunt, stawiając czoła najbardziej nieprawdopodobnej misji, z jaką przyszło mu się zmierzyć.

Dlaczego to wygląda tak prawdziwie? Bo jest! Tom Cruise w scenie z filmu "Mission: Impossible. Rogue Nation"

Losy IMF, rządowej agencji szpiegowskiej, od dawna wisiały na włosku. Teraz wydaje się, że to koniec. IMF zostało oficjalnie rozwiązane, a jej zadania przejęły siły CIA. Ale światu grozi prawdziwe niebezpieczeństwo, eskalacja zamachów terrorystycznych, za którymi stoi mityczny Syndykat - ekstremalnie niebezpieczna, perfekcyjnie wyszkolona, pozbawiona skrupułów sieć renegatów. O Syndykacie słyszał każdy szpieg i rząd każdego państwa, nikt nigdy nie udowodnił jego istnienia. Nie wierzy w nie nawet CIA. Ale Syndykat istnieje naprawdę i właśnie szykuje się do przejęcia kontroli nad światem. Członkowie IMF są w śmiertelnym zagrożeniu. Ale Ethan Hunt nigdy nie zostawił swoich przyjaciół w potrzebie.

Reklama

W tej rozgrywce przyjdzie mu udowodnić każdą umiejętność, której kiedykolwiek się nauczył. Z Wiednia do Casablanki, z poderwanego w przestworza samolotu do morskich głębin - to najbardziej ekstremalna misja Hunta. I choć mówi się, że wśród agentów nie ma przyjaźni, Ethan udowodni swoje przywiązanie i lojalność.

W piątej części "Mission: Impossible" ponownie zobaczymy Jeremy’ego Rennera jako Williama Brandta, Simona Pegga, który wcieli się w postać Benjiego i Vinga Rhamesa w roli Luthera Stickella. W filmie wystąpiła również szwedzka aktorka Rebecca Ferguson (znana z "Herculesa"), wcielająca się w niejednoznaczną postać agentki Ilsy Faust, pracującej dla Syndykatu. Na ekranie zobaczymy także trzykrotnego laureata Złotego Globu - Aleca Baldwina (w roli szefa CIA - Alana Hunleya). Za reżyserię i scenariusz obrazu odpowiada Christopher McQuarrie ("Na skraju jutra", "Jack Reacher: Jednym strzałem", oscarowy scenariusz "Podejrzanych").

To dzieje się za każdym razem, od kiedy seria wystartowała przed dwoma dekadami - za każdym razem twórcy zaskakują widzów, dyskretnie (?) przesuwając granice niemożliwości. To zarazem skuteczna próba sprostania oczekiwaniom fanów, którzy z niecierpliwością czekają na każdą nową część. Począwszy od lat sześćdziesiątych, kiedy to "Mission: Impossible" magnetyzowało widzów telewizji amerykańskiej, seria konsekwentnie zaskarbiała sobie oddanie i miłość fanów, by w XXI wieku stać się międzynarodowym fenomenem kulturowym.

Ikona kina akcji, Ethan Hunt, tym razem znajdzie się w stanie permanentnego zagrożenia, niekończącej się niepewności. Od pierwszej sceny po ostatnią twórcy zaserwują nam zapierający dech w piersiach spektakl. Hunt znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, kiedy IMF zostaje zawieszone, CIA nie wierzy mu, a niebezpieczna grupa renegatów planuje przejąć kontrolę nad światem i zlikwidować członków IMF, w tym samego Hunta. Przyjdzie mu ratować nie tylko siebie, ale także przyjaciół, z którymi pracuje od lat. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem stanie się dla niego Ilsa Faust.

Tom Cruise udowodni nie tylko swoją legendarną sprawność fizyczną, ale także, jako producent, pokaże jak daleko można przesunąć granice gatunku kina akcji: - Za każdym razem, kiedy myślę, że widziałem już wszystko w kinie sensacyjnym i sprostałem każdemu wymogowi gatunku, kolejne przygody Hunta są nowym, niespodziewanym wyzwaniem, nie tylko sprawnościowym, ale także psychologicznym na poziomie postaci - przekonuje Cruise. - Chociaż wszyscy kochamy akcję, te nieprawdopodobne pomysły, dla mnie "Mission" jest czymś więcej - kombinacją akcji, intrygi, humoru z zapierającymi dech efektami. To rodzaj zaproszenia publiczności do niezwykłej przygody, jakiej nikt nie widział wcześniej. W tej części z całą pewnością przesuwamy granice kina akcji.

Już przed laty, kiedy seria wystartowała w latach sześćdziesiątych w amerykańskiej telewizji, chodziło o napięcie porównywalne z tykającą bombą. Seria filmowa uczyniła z tego założenia filozofię. W naturalny sposób wytworzyło to pewnego rodzaju presję na twórcach, presję, by za każdym razem pójść o krok dalej. Tom Cruise zapewnia jednak, że to wyzwanie, nad którym wszyscy na planie pracują z wielkim entuzjazmem.

"Ghost Protocol" pokazał nam drogę, jaką musiał przejść Hunt, by z samotnego wilka stać się przywódcą. Ta część udowodni widzom, że na to przywództwo zasługuje. - To film o przyjaźni i wpływie na nią niespodziewanych okoliczności, kondycji przyjaźni w stanie permanentnego zagrożenia. Musisz wiedzieć, komu możesz ufać, a kto jest twoim wrogiem. Kto jest w stanie zaryzykować dla dobra sprawy i jak - w takich warunkach - może wyglądać współpraca. To film o tym, jak wygląda prawdziwa współpraca, jak wygląda prawdziwy team w obliczu śmiertelnego zagrożenia - tłumaczy Cruise.

Z całą pewnością tym, co odróżnia piątą część serii jest humor, którego znajdziemy tu więcej niż w poprzednich historiach. - To będzie wielka niespodzianka dla fanów serii, ten film wypełniony jest humorem, zabawą, grą. Między głównymi postaciami wytwarza się niezwykła chemia, to bardzo inteligentny humor - zapewnia producent David Ellison.

Ale oprócz wyzwań, przed jakimi stanie Hunt, zobaczymy także coś nowego w jego postaci, rodzaj nowej jakości. - Hunt dojrzał, ewoluował - przekonuje Cruise. - Wprawdzie wciąż ufa własnemu instynktowi, to jednak nauczył się słuchać innych. Słucha także samego siebie. Jego sprawność jest niebywała, jest atletyczny, silny, sprytny, ale także bardzo ludzki, to nie jest superbohater.

Tę "ludzkość" przyjdzie mu udowodnić, kiedy na jego drodze stanie prawdziwy przestępca, nieobliczalny były agent, który po drodze zagubił swój moralny kompas. Cruise: - Ethan i jego team zmierzą się z kimś przerażającym, z kimś, kto będzie przed nimi stawiał wyzwania na każdym polu - fizyczne, psychiczne, ale też intelektualne, a nawet emocjonalne. W połączeniu z humorem i wiszącą w powietrzu atmosferą romansu daje to mieszankę wybuchową.

Każdy z dotychczasowych reżyserów serii wniósł do niej swój własny potencjał i szczególny klimat, coś charakterystycznego tylko dla niego. Od początku zależało na tym szczególnie Tomowi Cruise’owi. - Tom chciał, by każdą nową część kręcił inny reżyser, wszystko po to, by filmy miały swój własny, niepowtarzalny charakter. Za każdym razem mamy do czynienia z nowym czarnym charakterem, nowymi wyzwaniami, a jednak każdy z tych filmów różni się od poprzedniego - tłumaczy producent J.J. Abrams.

Tym razem za kamerą stanął jeden z najoryginalniejszych twórców kina akcji. Christopher McQuarrie. Wszystko zaczęło się od scenariusza jego autorstwa. McQarrie: - Zależało mi, by scalić ten doskonały zespół IMF, dream team, by każdy z jego członków otrzymał ważną rolę, abyśmy wrócili do tego, co najważniejsze - jedności, współpracy. Stąd tak ważne role Benjiego (Simon Pegg), Williama Brandta (Jeremy Renner) i Luthera Stickella (Ving Rhames). Uświadomiłem sobie zarazem, że nie było dotąd w serii dwóch postaci - kogoś, kto jest naprawdę zły i osobiście chce zgładzić Hunta, oraz kobiecego charakteru, który dorównywałby rebelianckiemu duchowi postaci granej przez Toma. Stąd obecność tajemniczej Ilsy Faust.

Ekipa filmowa i producenci byli wstrząśnięci pomysłami reżysera. - McQuarrie należy do wąskiego grona scenarzystów, którzy potrafią napisać niepowtarzalne sceny akcji. Jego wizja akcji jest wyjątkowa, naprawdę dotyka wymiaru niemożliwości, a jest przy tym realna. I to, co wyróżnia go najbardziej - ujęcia, sceny akcji, wysiłek fizyczny, to wszystko dzieje się naprawdę - opisuje producent Don Granger, producent.

Po raz pierwszy w historii filmowej serii Ethanowi towarzyszy równie silna postać kobieca. Ilsa Faust, w której postać wciela się szwedzka aktorka Rebecca Ferguson, dorównuje Huntowi nie tylko sprytem, siłą i umiejętnościami, ale również inteligencją. Skąd pomysł, by w przebojowej serii pojawiła się stosunkowo nieznana szerokiej publiczności aktorka? - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem ją na taśmie, którą przysłała, była odwrotnością tego, czego szukałem. Całkowicie. Ale w pewnym momencie popatrzyliśmy z Tomem po sobie i niemal równocześnie powiedzieliśmy - Tak, to ona! Nagle dostrzegliśmy tę niezwykłą energię, niezależność, elegancję i dojrzałość. Kiedy zobaczyliśmy ją podczas prób z Tomem, wszyscy wiedzieliśmy jedno - to chemia, jakiej szukamy - wspomina McQuarrie.

Jedyne, czego brakowało aktorce, to doświadczenie w kinie akcji. Ale Ferguson szybko udowodniła, że jest twardsza niż skała. - Rebecca miała jedynie kilka tygodni na przygotowanie i treningi - opowiada McQuarrie. - Uczciwie przyznała, że boi się scen akcji, z którymi może nie dać sobie rady, a do tego cierpi na klaustrofobię, ale cztery tygodnie później skakała już po dachu Opery Wiedeńskiej. Nigdy nie ukrywała lęku, ale i nigdy nie odmówiła wykonania jakiejkolwiek sceny.

Tom Cruise: - To wielka aktorka, a do tego naprawdę charyzmatyczna. Ma w sobie i elegancję, i inteligencję. Szukaliśmy z Chrisem silnej kobiety, silnej i tajemniczej zarazem, za którą będzie podążać publiczność, kibicując jej, ale też będąc pod jej wrażeniem. Rebecca nigdy wcześniej nie brała udziału w scenach akcji, ale okazała się urodzoną atletką. Zanim nie rozpoczęła treningów, sama nie miała pojęcia, jak cholernie jest dobra. Mieliśmy dużo szczęścia, że trafiliśmy akurat na nią. Publiczność ją pokocha.

Co o udziale w filmie myśli sama aktorka? - Zawsze kochałam tę serię. Jak każdy lubię spodziewać się niespodziewanego, być tak blisko tej technologii, nowoczesności, zawrotnego tempa, znakomitego aktorstwa. Ta część ma jednak coś jeszcze - to prawdziwa jazda po emocjach. Takich w najlepszym wydaniu.

Najbardziej tajemniczą postacią piątej części jest prawdziwy czarny charakter. Człowiek bez uczuć wyższych, bez skrupułów. Solomon Lane, zdegradowany brytyjski agent, prawdopodobnie najczarniejszy charakter z wszystkich dotychczasowych części. To on stoi na czele Syndykatu, który można nazwać przeciwieństwem IMF - pod tym względem, że przy porównywalnych umiejętnościach swoich agentów Syndykat stoi po stronie zła.

W postać Lane’a wciela się Sean Harris, znany z "Prometeusza" Ridleya Scotta. Właściwie od pierwszego dnia na planie wiadomo było jedno - ten aktor na pewno udźwignie tę rolę. Harris poruszał się w postaci bezdusznego Lane’a niemal bezwiednie, instynktownie. - To niezwykłe, móc obserwować Harrisa na planie. Prywatnie jest otwartym, miłym i skromnym człowiekiem. Kiedy wcielał się w postać Lane'a, zmieniał się fizycznie, stawał się wcieleniem zł - podsumowuje Tom Cruise.

Dowiedz się więcej na temat: Mission: Impossible. Rogue Nation

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje