Reklama

Michael Keaton: Batman i Birdman

Jego ojciec pracował jako inżynier księżycowych lądowników. On sam przez pewien czas studiował retorykę, a jako pseudonim artystyczny przyjął... nazwisko znanej aktorki. W poniedziałek, 5 września, Michael Keaton kończy 65 lat.

Bo życie (przynajmniej aktora) czasem zaczyna się po sześćdziesiątce

Michael Keaton naprawdę nazywa się Michael John Douglas. Aby nie być mylonym z coraz bardziej popularnym wówczas synem Kirka Douglasa oraz telewizyjnym prezenterem Mikiem Douglasem, postanowił przyjąć pseudonim. Na nazwisko Keaton zdecydował się po przeczytaniu wywiadu z aktorką Diane Keaton, który był opatrzony jej pięknym zdjęciem. Wybór ten był spontaniczny i Michael nosił się z zamiarem zmiany postanowienia, ale nazwisko przyjęło się i przylgnęło do jego osoby. Choć nigdy osobiście nie poznał Diane, po latach zadzwonił do niej z podziękowaniami.

Reklama

"Musiałem zmienić nazwisko, ponieważ w Amerykańskiej Gildii Aktorów było już zarejestrowanych dwóch mężczyzn, którzy identycznie się nazywali. Jeden, z tego co wiem, radził sobie całkiem nieźle, podczas gdy drugi grywał w jakichś tanich filmach porno, takich jak... 'Nagi instynkt'" - z właściwym sobie poczuciem humoru tłumaczył po latach powody zmiany nazwiska.

Keaton przyszedł na świat 5 września 1951 roku w stanie Pensylwania. Z przemysłem filmowym po raz pierwszy zetknął się, pracując jako operator kamery w lokalnej telewizji kablowej. Debiutanckimi występami aktora były role w komediach, w których bawił widzów do łez. Na początku lat 80. wystąpił m.in. w takich popularnych wówczas produkcjach, jak "Nocna zmiana" (1982), "Pan mamuśka" (1983), "Niebezpieczny Johnny" (1984).

Kreacja byłego agenta uzależnionego od narkotyków w obrazie "Czysty i trzeźwy" z 1988 roku, przyniosła mu nagrodę krytyków filmowych dla najlepszego aktora. W tym samym roku Keaton poznał reżysera, Tima Burtona. Kreacja w jego "Soku z żuka" okazała się przełomowa w karierze artysty.

"Chciałem, aby mój bohater był czystą elektrycznością, dlatego jego włosy ciągle stoją dęba. W domu zacząłem pracować nad sposobem chodzenia oraz charakterystycznym głosem. Dodano mi zęby. Chciałem straszyć wyglądem, natomiast głos wykorzystać po to, by dodać tej postaci element niepowagi, co uczyniłoby ją jeszcze bardziej przerażającą. Mój bohater miał być trochę spleśniały. Wtedy Tim wpadł na świetny pomysł i w ten sposób otrzymałem wielkie oczy. Myślę, że ten film się nie starzeje, ponieważ jest w 100 procentach oryginalny" - wspominał po latach rolę w "Soku z żuka".

Spotkanie z Burtonem zaowocowało kolejną filmową ofertą - reżyser zaprosił Keatona do udziału w ekranizacji przygód Batmana. Wybór Keatona, kojarzonego dotąd głównie z komediowymi produkcjami, rozsierdził komiksowych fanów, którzy zasypywali wytwórnię Warner Bros. pełnymi skarg listami, żądając zmiany aktora. Wybór okazał się jednak strzałem w dziesiątkę - w postać Bruce'a Wayne'a gwiazdor wcielił się zarówno w filmie "Batman" (1989), jak i jej kontynuacji - "Powrót Batmana" (1992).

Miał też wystąpić w kolejnej odsłonie przygód człowieka-nietoperza, po tym jednak jak Tim Burton zrezygnował z jej wyreżyserowania, a jego miejsce zajął Joel Schumacher, aktor - niezadowolony z nowej wersji scenariusza - postanowił nie angażować się w produkcję. Wytwórnia Warner Bros. oferowała mu - wówczas bajeczne - 15 milionów dolarów za występ, jednak konsekwentny Keaton nie zmienił już decyzji.

Rola Batmana zapewniła mu ogromną popularność, jednak kolejne filmy z udziałem Keatona nie były w stanie powtórzyć sukcesu produkcji Burtona, mimo że towarzyszyły mu na ich planie sławy (m.in. Glenn Close, Robert De Niro, George Clooney, Andie MacDowell, Katie Holmes, Jennifer Lopez), a swoim nazwiskiem firmowali je znamienici twórcy: Kenneth Branagh, Quentin Tarantino czy Steven Soderbergh.

Gdyby w 2004 roku przyjął rolę w serialu "Zagubieni", prawdopodobnie kojarzony byłby dzisiaj nie tylko z roli Batmana. Keaton zgodził się na występ w nowatorskim serialu w roli Jacka Shepharda, pod warunkiem, że jego bohater zginie w jednym z początkowych odcinków. Kiedy scenarzyści zdecydowali się jednak nie uśmiercać bohatera, artysta odrzucił propozycję - rola Sheparda przypadła w udziale Matthew Foksowi, z miejsca czyniąc młodego aktora rozpoznawalnym gwiazdorem.

W 2009 roku Keaton zadebiutował za to po drugiej stronie kamery, reżyserując dramat "Zabójczy dżentelmen". "To taka ogromna ilość pracy. Ale podoba mi się to" - powiedział wówczas dziennikarzowi agencji Reuters. - "Następnym razem dałbym sobie pewnie więcej luksusu w postaci większej ilości czasu i miejmy nadzieję, większych pieniędzy. Chciałbym zrobić to jeszcze raz".

Aktor nie tylko wyreżyserował "The Merry Gentleman", ale wcielił się w nim także w rolę płatnego zabójcy, który zaprzyjaźnia się z kobietą, uciekającą od problemów w swoim małżeństwie. "Jakkolwiek dziwny może się wydawać ten film, to tak naprawdę jest prosty" - powiedział tuz po premierze świeżo upieczony reżyser. - "Chciałem po prostu, aby był bezpretensjonalny i opowiadał o prawdziwych ludziach".

Nie zmienia to faktu, że po latach kino oceniłoby Keatona jako "aktora jednej roli", gdyby w 2014 roku Alejandro González Iñárritu nie powierzył mu tytułowej kreacji w swoim "Birdmanie". Nie da się ukryć, że fabuła produkcji była wprost skrojona pod Keatona. Opowiadała o zapomnianym aktorze, który niegdyś grał postać kultowego superbohatera, walczącym ze swoim ego i próbującym odzyskać sławę i rodzinę. "Birdman" zdobył trzy Oscary (za film, reżyserię, scenariusz oryginalny), ale Keaton - według wielu niesłusznie - musiał uznać wyższość Eddiego Redmayne'a. Najważniejsze, że produkcja Iñárritu przywróciła go na dobre kinu.

W 2014 roku na ekrany weszły też dwa inne filmy z aktorem, reprezentujące typowe kino akcji "RoboCop" i "Need for Speed", ale już w kolejnym roku aktor ponownie zachwycił w kolejnej oscarowej produkcji, dramacie "Spotlight" (Oscary za najlepszy film i scenariusz oryginalny). Produkcja Toma McCarthyego opowiadała o dziennikarzach bostońskiej gazety, którzy trafiają na trop wielkiego pedofilskiego skandalu w Kościele rzymskokatolickim.

Można też już zobaczyć zwiastun kolejnej produkcji artysty, o której mówi się, że jest... jednym z faworytów w przyszłorocznym oscarowym wyścigu. W obrazie "The Founder" Johna Lee Hancocka Keaton wciela się w Raya Croca, mężczyznę, który uczynił z firmy McDonald's markę o międzynarodowej sławie. Wiadomo już też, że w najbliższym czasie aktor zagra w kontynuacji "Soku z żuka", a także wcieli się w jednego z przeciwników tytułowego superbohatera, Vulture'a, w superprodukcji "Spider-Man: Homecoming".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Michael Keaton

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje