Michael Caine: Prawdziwy Brytyjczyk

W środę, 14 marca, 85 lat kończy Michael Caine, jeden z najwybitniejszych brytyjskich aktorów w historii. Wystąpił w ponad stu filmach, a w większości z nich stworzył niezapomniane kreacje, które przyniosły mu całą masę nagród, w tym Oscary i Złote Globy.

Michael Caine we wrześniu 2017 roku na festiwalu w Wenecji

Gangster i żołnierz

Michael Caine urodził się 14 marca 1933 roku w Londynie jako Maurice Joseph Micklewhite Jr. Jest synem kucharki i sprzątaczki oraz sprzedawcy ryb. W trakcie drugiej wojny światowej jego rodzina często się przeprowadzała, a mały Michael w młodości wstąpił nawet do gangu, gdyż... potrzebował ochrony. "Byłem w gangu. Ale nie dołącza się do gangu, żeby iść i kogoś zatłuc. Dołącza się po to, by nikt nie zatłukł ciebie, bo jeśli chodzisz samemu, jesteś celem" - wspominał po latach, podkreślając, że nie czuł się dobrze, dorastając w niebezpiecznych dzielnicach południowego Londynu.

Reklama

Mimo początkowych sukcesów i naukowego stypendium na koncie, przygodę ze szkołą Caine zakończył w wieku 16 lat, imając się następnie różnych dorywczych zajęć (był m.in. posłańcem w wytwórni filmowej). W 1952 roku zgłosiło się po niego wojsko - przyszły aktor służył w Niemczech, a także brał czynny udział w wojnie w Korei.

Młodzieniec wrócił do Wielkiej Brytanii jako dwudziestolatek i postanowił zostać aktorem. Na początku zatrudnił się jako asystent kierownika scenicznego i zmienił nazwisko na Scott. Gdy jednak okazało się, że inny aktor już się tak nazywa, zdecydował się na Caine - inspiracji dostarczył mu film "Bunt na okręcie" (w oryginale "The Caine Mutiny"), w którym w jedną z głównych ról wcielał się jego ekranowy idol, Humphrey Bogart. Zaczął grywać w teatrze, a jego pierwszą kinową rolą była kreacja jednego z szeregowców w obrazie George'a Bakera "A Hill in Korea" (1956).

Pierwszy znaczący aktorski sukces osiągnął za sprawą komediowej sztuki "Next Time I'll Sing To You". To dzięki występowi w niej, bo z pewnością nie za sprawą trzecioplanowych epizodów, które grał wówczas w filmach, odwiedził go pewnego wieczoru Stanley Baker, jedna z gwiazd filmu "A Hill in Korea", i zdradził, że reżyser Cy Endfield szuka nowych twarzy do swojej produkcji wojennej zatytułowanej "Zulu" (1964). Caine nie dostał roli, w jakiej widział go Baker, ale został obsadzony jako porucznik Gonville Bromhead i to właśnie kreacja oficera dowodzącego obroną brytyjskiej kolonii w Afryce Południowo-Wschodniej przed zuluskimi wojownikami okazała się jego przepustką do sławy.

Podrywacz i szpieg

Zaraz po występie w filmie Enfielda Caine zagrał kolejne role, które uczyniły go gwiazdą pierwszego formatu i z którymi, mimo upływu wielu lat, wciąż jest utożsamiany. W 1966 roku wcielił się w tytułowego podrywacza w "Alfiem" (za główną rolę otrzymał swoją pierwszą nominację do Oscara), a rok wcześniej zagrał szpiega Harry'ego Palmera w "Teczce Ipcress". Ta ostatnia kreacja cieszyła się tak dużą popularnością, że artysta powtórzył ją jeszcze czterokrotnie: w "Pogrzebie w Berlinie" (1966), "Mózgu za miliard dolarów" (1967), "Czerwonej zagładzie" (1995) i "Rosyjskim łączniku" (1996).

W 1966 roku Caine po raz pierwszy znalazł się w Hollywood. Skorzystał z zaproszenia Shirley Maclaine i zagrał wraz z gwiazdą w komedii kryminalnej "Gambit" (otrzymując za rolę w niej swoją pierwszą nominację do Złotego Globu). W czasie prac nad filmem poznał i zaprzyjaźnił się z Johnem Wayne'em. Po występach pod koniec lat 60. w słynnej "Włoskiej robocie" (1969) Petera Collinsona i "Bitwie o Anglię" (1969) Guya Hamiltona, dramacie wojennym w gwiazdorskiej obsadzie opowiadającym o niemieckiej inwazji lotniczej na Wielką Brytanię w 1940 roku, aktor zagrał kolejną rolę, za sprawą której zapisał się w pamięci zbiorowej widowni - wcielił się w tytułowego bohatera w thrillerze gangsterskim "Dorwać Cartera" (1971) Mike'a Hodgesa.

Caine nie miał jednak czasu świętować sukcesów, bo już czekały kolejne propozycje: dramat "Detektyw" (1972) Josepha L. Mankiewicza (druga nominacja do Oscara), w którym spotkał się na planie ze słynnym Laurence'em Olivierem oraz film przygodowy Johna Hustona "Człowiek, który chciał być królem" (1975) - zagrał w nim u boku Seana Connery'ego. W 1976 roku aktor wcielił się w pułkownika Kurta Steinerta w adaptacji powieści Jacka Higginsa "Orzeł wylądował", przeniesionej na ekran przez Johna Sturgesa (innymi gwiazdami produkcji byli: Donald Sutherland, Robert Duvall i Donald Pleasence). Wreszcie pod koniec lat 70. wystąpił w kolejnym filmie wojennym w gwiazdorskiej obsadzie - "O jeden most za daleko" Richarda Attenborough, a także zaliczył swoje pierwsze aktorskie wpadki w filmach "Wyspa" i "W przebraniu mordercy" (za występ w obu był nominowany do Złotej Maliny).

Wzloty i upadki

Wówczas nastąpił też inny ważny moment w życiu aktora - Caine przeprowadził się do Stanów Zjednoczonych i... zaczął być krytykowany za dobór ról. Sam zresztą przyznał, że wiele z nich przyjmował tylko dla pieniędzy, zdając sobie sprawę, że filmy, w których gra są słabe, i to nawet pomimo faktu, że współtworzył je z takim reżyserami, jak Irwin Allen, Richard Fleischer, Michael Ritchie czy Oliver Stone. Utrzymując średnią dwóch produkcji na rok, wystąpił wówczas m.in. we wspomnianych obrazach "Wyspa" i "W przebraniu mordercy" (oba z 1980 roku), "Ręce" (1981), "Śmiertelna pułapka" (1982) i "Człowiek zagadka" (1983).

Jednocześnie Caine stworzył w tamtym czasie kilka ze swoich najlepszych kreacji, jak ta nagrodzona Złotym Globem i nagrodą BAFTA w "Edukacji Rity" (1983) Lewisa Gilberta, adaptacji sztuki Willy'ego Russella, opartej na wątku z "Pigmaliona" G.B. Shawa, czy wyróżniona Oscarem w filmie "Hannah i jej siostry" (1986) Woody'ego Allena rola Elliota. Nie zmienia to jednak faktu, że w latach 80. aktor nie przykładał zbytniej wagi do jakości produkcji, w których występował, a grając w tak wielu, nie odczuwał specjalnie krytyki ani komercyjnych porażek większości z nich ("To cholerne Rio!", "Szczęki 4 - Zemsta", "Strzał w dziesiątkę"). Co ciekawe, wszystkie te tytuły uchodzą obecnie za kultowe wśród fanów aktora, podobnie jak również pochodzące z tamtego okresu "Ucieczka do zwycięstwa", "Mona Lisa" "Parszywe dranie" czy "Kuba Rozpruwacz" (kolejny Złoty Glob).

W latach 90. artysta wyraźnie zwolnił tempo. Przede wszystkim było to spowodowane tym, że nie trafiało wówczas do niego zbyt wiele dobrych scenariuszy. Caine wcielił się w Ebenezera Scrooge'a w dobrze ocenionej przez krytykę "Opowieści wigilijnej Muppetów" (1992), a także zagrał dyrektora firmy teatralnej w "Poza sceną" Petera Bogdanovicha (1992). Oprócz tego kontynuował swoją przygodę z wydawanymi już tylko na wideo kolejnymi przygodami Harry'ego Palmera ("Czerwona zagłada", "Rosyjski łącznik"), a nawet wcielił się w przeciwnika Stevena Seagala w "Na zabójczej ziemi" (1994).

Przejawem powrotu do lepszej formy były role w obrazach "Mandela i de Klerk" (1997) oraz "O mały włos" (1998). Za występ w tym ostatnim nagrodzono go trzecim w karierze Złotym Globem. Rok później cieszył się zaś z drugiego Oscara, którego dostał za kreację doktora Wilbura Larcha w filmie "Wbrew regułom" (1999) Lasse Hallströma, ekranizacji powieści "Regulamin tłoczni win" Johna Irvinga (ten ostatni dostał Oscara za scenariusz adaptowany).

Szlachcic i piwosz

Krótko później Caine otrzymał tytuł szlachecki, nadany mu przez królową Elżbietę II, a w 2002 roku znów nominowano go do Oscara, tym razem za główną rolę w filmie "Spokojny Amerykanin" Phillipa Noyce'a. Dzięki temu, stał się jednym z dwóch aktorów, którzy byli (co najmniej) nominowani do Oscara w każdym dziesięcioleciu od 1960 do 2010 roku (tym drugim jest Jack Nicholson). Pierwsza dekada trzeciego tysiąclecia przyniosła także liczne nowe wersje legendarnych już filmów aktora. Pojawiły się kolejne: "Włoska robota", "Alfie" "Dorwać Cartera" i "Pojedynek" (w dwóch ostatnich Caine wystąpił).

W ciągu ostatnich kilkunastu lat aktora mogliśmy również oglądać w wielu komediach, m.in. "Miss Agent", "Austin Powers i Złoty Członek", "Wakacje Waltera", "Czarownica" "Prognoza na życie", "Podróż na tajemniczą wyspę". Caine stał się także jednym z ulubionych aktorów Christophera Nolana, który obsadził go w swoich: "Prestiżu" i "Incepcji", a także powierzył rolę Alfreda Pennywortha, kamerdynera Bruce'a Wayne'a, w trylogii o Batmanie ("Batman - Początek", "Mroczny Rycerz", "Mroczny Rycerz powstaje").

Jedna z najnowszych kreacji Caine'a to rola Arthura Tresslera w dyptyku "Iluzja", opowiadającym o grupie złodziei-iluzjonistów, którzy wykorzystują swoje sztuczki w napadach, m.in. na banki. Aktor napadał też na bank, wespół z kolegą z planu "Iluzji" Morganem Freemanem, a także Alanem Arkinem w komedii "W starym dobrym stylu" (2017) Zacka Braffa. Najlepszą rolę w ostatnim czasie Caine stworzył jednak w dramacie "Młodość" (2016) Paolo Sorrentino, w którym wcielił się w wybitnego kompozytora.

Co ciekawe, Michael Caine otwarcie przyznaje, że nie chce oglądać żadnych starych filmów ze swoim udziałem. Jak twierdzi, byłoby to dla niego okropne... Gwiazdor wyraża też nadzieję, że nigdy nie zostanie uhonorowany nagrodą "za całokształt twórczości", ponieważ nie chce dawać ludziom pretekstu do oceniania, jak bardzo się postarzał. "Nigdy nie oglądam swoich filmów. Nie patrzę na nie w ogóle, a wiecie, co się dzieje, jak ci przyznają nagrodę za całokształt twórczości. Siedzisz i musisz patrzyć jak wyświetlają twoje filmy. I widzisz tego nieustraszonego wojownika Zulu, a zaraz potem on się zmienia w Harryego Browna, widzisz jak ten facet marnieje w oczach i zamienia się w starca" - wyznał w jednym z wywiadów.

Dwukrotnie żonaty - pierwszy raz z Patricią Haines (w latach 1955-1958), drugi z Shakirą Baksh (od 1973) - artysta przyznaje też, że mimo osiemdziesiątki na karku wciąż lubi się upić. Zaznacza również, że nigdy nie był zwolennikiem narkotyków, a jedyny raz kiedy spróbował marihuany wiązał się z nieprzyjemnymi konsekwencjami. "Marihuana wydawała mi się najbardziej niewinnym narkotykiem, ale czytałem, że może ona negatywnie wpłynąć na pamięć" - powiedział aktor. "Uznałem, że nie mogę jej palić, bo zacznę zapominać swoje kwestie. Jednak pewnego dnia spróbowałem skręta i nie mogłem potem przestać się śmiać przez pięć godzin. Mało brakowało, a dostałbym przepukliny. Przyrzekłem sobie wtedy, że nigdy już nie będę miał do czynienia z narkotykami" - dodał.

Niewiele osób wie, że niedawno aktor zdecydował się zmienić swoje imię i nazwisko. Wszystko przez uciążliwe kontrole paszportowe na lotniskach, wprowadzone w związku z zagrożeniem zamachów organizowanych przez Państwo Islamskie. Aktor miał już dość tłumaczenia się w trakcie kontroli na lotniskach, że dane osoby widniejące pod jego zdjęciem w paszporcie należą do niego. Brytyjczyk urodził się bowiem jako Maurice Micklewhite. W wieku 83 lat postanowił oficjalnie zmienić swoje imię i nazwisko na to znane wszystkim ze sceny i z ekranu.

Dowiedz się więcej na temat: Michael Caine

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje