Reklama

Matt Dillon: Samotnik

"Rumble Fish", "Wyrzutki", "Sposób na blondynkę", "Dzikie żądze", "Miasto gniewu", a ostatnio "Dom, który zbudował Jack". Czy ktoś wyobraża sobie te filmy bez Matta Dillona? Amerykański gwiazdor skończył 18 lutego 55 lat.

Matt Dillon od lat jest zatwardziałym kawalerem. Choć spotykał się z wieloma pięknościami, nigdy się nie ożenił

Dillon aktorem stał się przez przypadek. W 1978 roku urwał się z lekcji i trafił na osoby odpowiedzialne za casting do filmu "Nad krawędzią" Jonathana Kaplana. Chociaż nie posiadał żadnego przygotowania aktorskiego, nastolatek dostał jedną z głównych ról. Brutalny film o niepełnoletnich członkach gangu nie miał ogólnokrajowej dystrybucji, ale Dillon wywarł dobre wrażenie. Dzięki temu zaczął otrzymywać kolejne propozycje.

Reklama

W 1983 roku zagrał główną rolę w "Rumble Fish" Francisa Forda Coppoli. Film opowiadał o relacji dwóch braci - starszego Motora (Mickey Rourke), dawnego przywódcy gangu, i wpatrzonego w niego młodszego Rusty'ego (Dillon). Film okazał się kasową klapą, a wśród krytyki i środowiska filmowego wywołał mieszane reakcje. Cześć dawnych współpracowników Coppoli była w szoku - dramat w niczym nie przypominał wcześniejszych filmów twórcy "Ojca chrzestnego".  W tym samym roku Dillon wystąpił w "Wyrzutkach" - innym filmie o młodocianych gangach, także zrealizowanym przez Coppolę.

Pierwszym wielkim sukcesem Dillona okazała się rola w "Narkotykowym kowboju" (1989) Gusa van Santa. Wcielił się w przywódcę grupy narkomanów, którzy włamują się do aptek. Po latach aktor przyznał, że jest to jego ulubiony film.

Rok 1998 był dla Dillona wyjątkowo udany. Wystąpił wtedy w dwóch głośnych filmach. W thrillerze erotycznym "Dzikich żądzach" wcielił się w nauczyciela, który zostaje oskarżony przez dwie uczennice o gwałt. Pozornie prosta sprawa szybko zaczyna się komplikować. Pojawiają się kolejne zwroty akcji i trupy. Szok wywołały liczne sceny erotyczne, w tym słynna sekwencja w pokoju motelowym, w której aktorowi partnerowały Neve Campbell i Denise Richards.

Drugim filmem była komedia braci Farrellych "Sposób na blondynkę". Dillon wcielił się w niej w odpychającego i szowinistycznego detektywa, który zostaje zatrudniony przez życiowego nieudacznika do odnalezienia jego miłości z czasów szkolnych. Ten znajduje Mary (Cameron Diaz) i sam zakochuje się w niej. Postanawia zdobyć jej serce i nie waha się stosować najobrzydliwszych chwytów. Stalkuje Mary, podsłuchuje ją i okłamuje. Detektyw ze zdziwieniem odkrywa, że nie jest jednym, który oszalał na punkcie dziewczyny. Wszyscy ją kochają i pragną z nią być za wszelką cenę. Dillion przyznał, że praca przy tym filmie była dla niego niezwykle trudna - nigdy wcześniej nie wystąpił w komedii.

Największym osiągnięciem Dillona okazała się rola rasistowskiego policjanta w "Mieście gniewu" (2004) Paula Haggisa. Za swoją kreację otrzymał nominacje do Oscara, Złotego Globu i BAFTA w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy. Dwie pierwsze sprzątnął mu sprzed nosa George Clooney wyróżniony za "Syrianę", ostatnią Jake Gyllenhaal za role w "Tajemnicy Brokeback Mountain".

W 2018 roku Dillon wystąpił w jednym z najbardziej kontrowersyjnych filmów ostatnich lat. "Dom, który zbudował Jack" Larsa von Triera opowiadał o losach seryjnego mordercy, który każdą ze swoich zbrodni uważał za dzieło sztuki. Film wzbudził skrajne opinie, na wielu seansach ludzie wychodzili z kin. Niektórzy zarzucali reżyserowi epatowanie przemocą, opisywano obraz jako "patologiczny film psychopaty". Praktycznie wszyscy chwalili jednak rolę Dillona, którego Jack był równie bezwzględny, co - bohater cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne - zabawny.

Matt Dillon od lat jest zatwardziałym kawalerem. Choć spotykał się z wieloma pięknościami, w tym: Cameron Diaz, Brooke Shields, Heather Graham i Denise Richards, nigdy się nie ożenił.


Dowiedz się więcej na temat: Matt Dillon

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje