"Maria Magdalena": Kobieta w życiu Chrystusa

Historia Jezusa Chrystusa zainspirowała całe pokolenia twórców filmowych, od Piera Paola Pasoliniego, przez Martina Scorsese, po Mela Gibsona. Opowiedziano ją na wiele różnych sposobów w każdej dziedzinie sztuki. Ale to historia na tyle bogata i otwarta, że właściwie nie jest niespodzianką, że sięgają po nią kolejni twórcy. Film "Maria Magdalena" (premiera: 6 kwietnia) prezentuje historię Chrystusa opowiedzianą z zupełnie nowej perspektywy.

Rooney Mara w filmie "Maria Magdalena"

- Oczywiście, ta historia została opowiedziana wielokrotnie, przez wielu różnych filmowców - mówi producent Iain Canning. - Jednak odnalezione w Egipcie i Grecji pergaminy z ewangelią, której autorką miałaby być Maria Magdalena, rzucają nieco inną perspektywę i pozwalają pokazać interesującą biblijną historię kobiety tamtych czasów.

Reklama

- Każde pokolenie próbuje przedstawić pewne historie z nowej perspektywy, bardziej współczesnej - kontynuuje Canning. - Kiedy pracujesz nad filmem, starasz się przedstawić znaną już historię w kontekście współczesności, tego, jak rezonuje dziś, bo inaczej nigdy nie dotrze ona do współczesnej publiczności. Czuliśmy, że w dzisiejszych czasach także jest przestrzeń na historię Marii Magdaleny, że opowiedzenie dziejów Jezusa Chrystusa z kobiecej perspektywy pomoże zobaczyć tę opowieść w nowym aspekcie. A do tego z perspektywy dzisiejszej wiedzy i naszych czasów. Naturalnie, opowiedzenie tej historii na nowo wiąże się z pewną odpowiedzialnością, jest to bowiem część naszego dziedzictwa i dla wielu osób punkt wyjścia. Dlatego tak ważne jest zaufanie - scenarzystom, filmowcom, aktorom. Wiara w to, że rzucą nowe światło, dodadzą świeżości. Staraliśmy się opowiedzieć te dzieje w możliwie najlepszy sposób.

- Zawsze fascynowała mnie historia Jezusa i zawsze czułam, że to, co zrobiono z Marią Magdaleną na przestrzeni stuleci, jest wypaczeniem jej historii - dodaje scenarzystka Philippa Goslett. - Tu nadarzyła się okazja, by dać głos komuś, komu go odebrano, kto został uciszony. Najbardziej fascynowało mnie, jak opowiedzenie historii Chrystusa z nowej - kobiecej - perspektywy wpłynie na jej odbiór. Jak kluczowe momenty tej opowieści zostaną odebrane w nowym ujęciu. I - przede wszystkim - jak przekaz Jezusa mógł być zrozumiany z kobiecego punkt widzenia.

- Maria Magdalena przez wieki była marginalizowana, chcieliśmy przywrócić jej opowieść współczesnym, a ją samą ustawić w należnym jej miejscu - pośród apostołów - dopowiada kolejny z producentów filmu, Emile Sherman. - Historia, którą opowiadamy, sięga tak naprawdę do serca wszystkich religii. Maria Magdalena odkrywa, że Królestwo, czy jakakolwiek utopijna wizja świata, do której dążymy, musi zacząć się w nas samych. To tam znajduje się nasz duch, w tym samym miejscu, w którym jest miłość czy uprzejmość. Przesłanie Marii jest rewolucyjne i dziś. Wierzymy, że i teraz może silnie oddziaływać na ludzi.

- Przeprowadziliśmy mnóstwo rozmów z rabinami, księżmi, historykami judaizmu, archeologami i oni wszyscy zaprzeczali sobie nawzajem. Każdy z nich miał inne spojrzenie na ruch tworzący się wokół Jezusa i jego znaczenie, co samo w sobie było niezwykle fascynujące. Ale to, co ekscytuje jeszcze bardziej, to podejście do Marii Magdaleny. Wszyscy, bez wyjątku, zgodnie przyznali, że Maria Magdalena powinna być uznawana za apostoła - argumentuje Philippa Goslett.

Producentka Liz Watts zapewnia, że na kształt scenariusza i całej produkcji wpływ miało mnóstwo różnorodnych tekstów historycznych i teologicznych. - Korzystaliśmy z pomocy wielu biblistów i historyków - żydowskich, prawosławnych, katolickich. Wszyscy oni byli podczas pracy wielką pomocą, ale każdy z nich przedstawiał nam swój własny punkt widzenia, zwykle odrębny - od żydowskiej interpretacji I wieku po narodzinach Chrystusa po chrześcijańską wizję tego okresu, od ewangelii świętego Marka po - przede wszystkim - ewangelię Marii. Nie udajemy, że historia opowiedziana w filmie próbuje być tekstem historycznym czy teologicznym. To raczej interpretacja, historia, jaką chcieliśmy przekazać. Zależało nam jednak, by odnieść się z szacunkiem do ludzkiej wiary - zapewnia Watts.

Punktem wyjścia i najważniejszym tekstem podczas pracy nad scenariuszem było znaczenie apokryficznej ewangelii Marii Magdaleny. - Przedstawia [ją] jako kluczową postać w ruchu Jezusa. Pokazuje też kształt debaty, rozmów między nią a innymi apostołami i wskazuje na bezpośrednią bliskość Marii z Jezusem oraz jej wpływ na nauczanie Chrystusa. A to, że jest kobietą i ma realny wpływ na nauczanie Jezusa, powoduje pewne nieporozumienia między nią a apostołami-mężczyznami, zwłaszcza Piotrem, co na ekranie wytwarza niezwykłą dynamikę - tłumaczy scenarzysta filmu.

- To, jak Maria rozumie Królestwo i przekaz głoszonych przez Chrystusa nauk, odnosi się do wartości ogólnych, jak wybaczenie, litość, człowieczeństwo. W filmie każdy z apostołów ma swoją wizję Królestwa Bożego na Ziemi - szczególnie jego początku. Maria szybko dochodzi do przekonania, że odpowiedź na pytanie o kształt Królestwa Bożego na Ziemi jest prosta - aby zmienił się świat, najpierw musimy zmienić się my. I jeszcze jedna rzecz - Maria Magdalena zostaje przy Jezusie podczas ukrzyżowania, podczas gdy inni apostołowie nie. I to jest fundamentalna różnica - zaznacza Liz Watts.

Producent Iain Canning zaznacza, że szukając reżysera filmu, chodziło mu o artystę, który "będzie potrafił opowiedzieć tę historię, nie wykluczając nikogo i niczego". - Nie chcieliśmy zrażać widowni chrześcijańskiej, ale także nie chcieliśmy poddać się myśli, że chrześcijanie nie będą chcieli zobaczyć tego film tylko ze względu na wątki równościowe czy feministyczne - mówi Canning. Wybór padł na Gartha Davisa, twórcy obsypanego nagrodami obrazu "Lion. Droga do domu".

- Jedną z największych inspiracji była dla mnie Malala Yousafazi - opowiada reżyser - W jej historii jest coś, co bardzo przypomina mi historię Marii Magdaleny. Malala została postrzelona w twarz przez Talibów tylko dlatego, że chciała się uczyć, pójść do szkoły, a potem uhonorowano ją Pokojową Nagrodą Nobla, a kiedy ją odbierała, publicznie wybaczyła Talibom ich uczynek. Ten akt miłości, akt wybaczenia stał się dla mnie sercem tego filmu. Kiedy czytałem scenariusz, naprawdę o niej myślałem i z każdą chwilą widziałem lepiej, jak wiele z historii Marii jest w historii Malali.

- Uczęszczałam do katolickiej szkoły, więc miałam wiedzę na temat systemu religijnego i religii samej w sobie - mówi odtwórczyni tytułowej roli, Rooney Mara. - Kiedy pierwszy raz czytałam scenariusz, patrzyłam na całość bardzo cynicznie. Później porozmawiałam z Garthem i zrozumiałam, jaki film chce zrobić. Sprawił, że popatrzyłam na całość inaczej. Kiedy więc czytałam scenariusz drugi raz, znalazłam w nim zupełnie inne aspekty i mnóstwo piękna. Pomyślałam, że mamy przed sobą wielką możliwość pokazania czegoś, czego wcześniej nie pokazano.

- Większość filmów o Jezusie dotyczy właściwie tylko Jego samego, ten film jest o Marii Magdalenie - kontynuuje Mara. - Owszem, wciąż widzimy rzeczy, które możemy odnaleźć w innych filmach biblijnych, ale widzimy je jej oczami, a więc w nieco innym świetle. Maria Magdalena funkcjonuje w dyskursie publicznym jako prostytutka, co nie jest zgodne z prawdą. Dowiemy się, skąd pochodzi i kim jest tak naprawdę. Kiedy ją poznajemy, jest młodą kobietą mieszkającą w Magdali, kimś bardzo odróżniającym się od swojej rodziny, społeczności, w której żyje. Rodzina zmusza ją, by wyszła za mąż i urodziła dzieci zanim zostanie uznana za zbyt starą. Oczekuje się od niej, że wypełni wzorzec kobiety swoich czasów. Ona tymczasem czuje więź z Bogiem, więź, której nie umie zrozumieć, chce więc dowiedzieć się więcej. Zawsze czuła się inna, odrębna, czuła, że nikt nie słucha jej naprawdę. Kiedy więc spotyka Jezusa, ma wrażenie, że ktoś słucha jej po raz pierwszy. A że ma w sobie odwagę, nie waha się opuścić rodziny i podążyć za Nim.

Dowiedz się więcej na temat: Maria Magdalena (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje