Reklama

Małgorzata Zajączkowska: Powrót z Hollywood

31 stycznia Małgorzata Zajączkowska świętuje 65. urodziny. Aktorka przez wiele lat mieszkała w Stanach Zjednoczonych, współpracując z gwiazdami kina. Po powrocie do Polski była, jak sama twierdzi - "tłem dla głównych bohaterów" w produkcjach telewizyjnych. W 2015 roku zagrała jednak rolę życia w filmie "Noc Walpurgi".

Małgorzata Zajączkowska ma 65 lat i wciąż wspaniale wygląda

Zadebiutowała na wielkim ekranie jeszcze jako studentka w filmie Agnieszki Holland "Zdjęcia próbne". Po dyplomie (1979) została aktorką Teatru Narodowego w Warszawie. Zagrała w kolejnych obrazach: "Bez miłości" Barbary Sass, "Constans" Krzysztofa Zanussiego, "Dziecinnych pytaniach" Janusza Zaorskiego.

Cztery dni przed ogłoszeniem stanu wojennego pojechała do Paryża, by odwiedzić przyjaciółkę, Joannę Pacułę. Powrót do kraju okazał się trudniejszy, niż mogła przypuszczać. Gdy w końcu miała wracać, niespodziewanie zadzwoniła z propozycją roli Agnieszka Holland. Następnie zagrała w "Dantonie" (1982) Andrzeja Wajdy i otrzymała stypendium Forda.

Reklama

Niedługo potem poznała przyszłego męża Karola Steina. Wyjechali do USA. Zamieszkali na Manhattanie. Gdy uzyskała stypendium na New York University, zaczęła funkcjonować jako Margaret Sophie Stein.

W 1988 roku, kiedy była w siódmym miesiącu ciąży, dowiedziała się, że Paul Mazursky planuje zekranizowanie książki "Enemies". Wysłała do reżysera zdjęcie i list, że marzy o roli Jadwigi. Odpowiedź nadeszła po kilku miesiącach. Spotkali się, po rozmowie dostała rolę. Tak zadebiutowała w USA. W filmie "Wrogowie" partnerowała Anjelice Houston. Potem zagrała w "Rodzinie Sary. Anons", wyprodukowanym przez Glenn Close. W "Strzałach na Broadwayu" Woody'ego Allena wcieliła się w Lilly. Ostatnią rolę zagrała u boku Sary Michelle Gellar w "Nieodpartym uroku".

Po siedmiu latach rozpadło się jej małżeństwo. Od tego momentu sama wychowywała syna. Po rozwodzie w 1999 roku wróciła z synem do Polski. Innym z powodów, dla którego zdecydowała się na powrót, były ograniczone możliwości zawodowe. "Wiedziałam, że nikt dużych pieniędzy na mnie nie wyłoży. Poza tym słowiański akcent. Grałam Węgierkę, Holenderkę, Rosjankę, Polkę, Czeszkę, jakoś nie Amerykankę. Więc zebrałam się i przyjechałam" - Zajączkowska mówiła w rozmowie z "Tele Tygodniem".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Zajączkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje