Reklama

Lwowskie sentymenty Wojciecha Pszoniaka

Znany polski aktor Wojciech Pszoniak opowiada o swoich lwowskich korzeniach, o tym, jak zamienił kresowy akcent na śląską gwarę i jak poszukiwał we Lwowie miejsc znanych z dawnych fotografii.

Wojciech Pszoniak ma swoje ulubione miejsca we Lwowie, które kojarzą mu się z dzieciństwem

Wojciech Pszoniak zastanawiał się, czy pochodzenie z Kresów wpływa na duszę człowieka: "To zmieniło absolutnie moje życie. Na pewno byłbym kim innym, gdyby nie los, czyli historia. Mieszkałbym w swoim mieście, czyli we Lwowie. Trudno powiedzieć, jak by wyglądało moje życie, na pewno byłoby inne. Ale ja myślę, że to dotyczy większości Polaków".

Reklama

Jego zdaniem "lwowiacy to ludzie pogodni, weseli, żartownisie". "Lwów to zawsze była konkurencja dla Warszawy, były takie audycje 'Wesoła Fala', Szczepko i Tońcio, anegdoty - tak, to niesamowita mieszanina. Ja przynajmniej mam taki obraz Lwowa jako miasta wesołego. A Warszawa ma inny obraz - miasta walczącego. Bo Lwów los troszkę oszczędził" - zauważa.

Pszoniak przyznaje, że nie ma akcentu lwowskiego. "Moja żona, która jest Ślązaczką, śmieje się, że gdy mówię w emocjach, to nie mówię 'lodówka' tylko 'lódówka'. Ten akcent wychodzi, ale już rzadziej. Kiedyś bardzo zaciągałem i mój brat powiedział: 'Jak chcesz zostać aktorem, to musisz się pozbyć tego akcentu, bo nie przyjmą cię'. W związku z tym mieszkając na Śląsku, nauczyłem się mówić po śląsku, byłem podobno bardzo dobry w opowiadaniu dowcipów śląskich w kabarecie, wszystko po to, żeby zniszczyć ten wschodni akcent" - wspomina.

Aktor ma swoje ulubione miejsca we Lwowie, które kojarzą mu się z dzieciństwem. Wśród nich jest Park Stryjski. "Byłem mały, moi bracia byli dużo starsi, kiedyśmy wyjechali ze Lwowa. Dwa lata temu byłem po raz pierwszy we Lwowie dzięki Januszowi Majewskiemu. Pojechaliśmy tam, ja ze swoim spektaklem, moim monodramem 'Belfer'. Tam kochają naszą kulturę. Odwiedziłem Park Stryjski, gdzie moja mama chodziła z wózeczkiem, mam zdjęcia. Byłem, odwiedziłem. Lwów jest nieruszony wojną, więc ta tkanka jest ta sama. To miasto jest dalej takie, jakie było: Hotel George, tylko to już nie jest ta klasa, do którego chodzili moi rodzice, Teatr Lwowski - odwiedziłem te miejsca, które znam z opowiadań" - opowiada aktor.

W poniedziałek, 27 marca, obchodzony był Międzynarodowy Dzień Teatru. Wojciech Pszoniak świętował go w pracy - miał próby spektaklu "Nasze żony", który reżyseruje i w którym gra z Wojciechem Malajkatem i Jerzym Radziwiłowiczem. "5 maja będzie premiera w Syrenie, zapraszam" - mówi.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Pszoniak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje