Reklama

Liv Ullman: Pisała miłosne listy do polskiego aktora

Czas spędzony w Polsce wspomina jako niezwykły. To tutaj odkryła sekret śmierci swego dziadka i straciła serce. Słynna aktorka Liv Ullman, muza Ingmara Bergmana, zdradza, który polski aktor skradł jej serce.

Liv Ullmann w filmie "Twarzą w twarz" (1976)

Zawsze miała słabość do Polski. Zakochała się w naszym kraju wiele lat temu, gdy po raz pierwszy przyjechała z wizytą. Wycinała wtedy hołubce w gospodzie w Zakopanem, zachwycała się góralską architekturą i... pewnym polskim amantem, który w jeden wieczór skradł jej serce.

Nie dostrzegł gwiazdy

Reklama

Nic dziwnego więc, że kiedy zaproponowano jej udział w prestiżowym koncercie z okazji 50. rocznicy wybuchu II wojny światowej, nie wahała się ani chwili. Wsiadła w samolot i przyleciała do Warszawy.

1 września 1989 r. w Teatrze Wielkim orkiestrą dyrygował słynny Leonard Bernstein. Artyści wykonali m.in. utwór "Ocalały z Warszawy" Arnolda Schönberga, a Liv Ullmann recytowała tekst-modlitwę za ofiary warszawskiego getta. Potem w kuluarach teatru odbył się bankiet, 50-letnia aktorka rozmawiała z polskimi artystami, ucięła sobie też pogawędkę z ówczesną pierwszą damą, Barbarą Jaruzelską.

Budziła duże zainteresowanie, była legendarną muzą Ingmara Bergmana, z którym nakręciła 10 filmów, międzynarodową gwiazdą dwukrotnie nominowaną do Oscara i zdobywczynią Złotego Globu za film "Emigranci".

To nie była pierwsza wizyta Liv w naszym kraju. Z sentymentem wspominała swoje wcześniejsze wojaże. Jako początkująca aktorka zafascynowana była polską sztuką, uwielbiała filmy Andrzeja Wajdy. Wiosną 1965 r. przyjechała do Warszawy na wymianę kulturalną. Kiedy w teatrze Dramatycznym zobaczyła spektakl "Urząd", zauroczyła się Andrzejem Łapickim, grającym główną rolę. Koniecznie chciała osobiście poznać polskiego amanta. Opiekunka grupy postanowiła spełnić marzenie dziewczyny i poprosiła aktora o spotkanie.

"Dajcie mi spokój z Oslo, nie mam czasu. Przeproś i powiedz, że jestem zajęty" - bronił się. Jednak Liv nie dała się łatwo zniechęcić. Przychodziła do teatru codziennie, wreszcie udało się jej dostać do mistrza. "Przyszła do garderoby. Ładna blondynka, nosek zadarty, bardzo miła, oświadcza mi się różnymi komplementami. I poszła" - wspominał Łapicki.

Miał opinię uwodziciela, ale widać piegowata Norweżka nie wywarła na nim wrażenia, bo nie zaprosił jej na kolację. Liv miała wtedy 26 lat, ale wyglądała młodziej. Po latach otrzymał od swojej wielbicielki list. "Był bardzo piękny. Romantyczny. Nie do wiary. A widzieliśmy się w życiu ledwie kilka minut!" - wspominał Łapicki.

List przywiozła jego córka, Zuzanna. Panie poznały się  Rzymie w 1986 r. Ówczesny mąż Zuzi, Daniel Olbrychski, kręcił tam z Liv film "Żegnaj, Moskwo".

"Opowiadała mi na planie, że zakochała się w moim ojcu od pierwszego wejrzenia - wspominała córka aktora. - Przez tydzień codziennie chodziła na ten spektakl, na którym ja nie mogłam wysiedzieć nawet na premierze. Była za kulisami, ale on wyraźnie był wtedy zajęty inną blondynką i na rudawą Norweżkę nie zwrócił uwagi. List z jej wyznaniem miłości po latach zawiozłam ojcu, który przeczytawszy go, westchnął: 'Żebym wtedy wiedział, że to jest Liv Ullmann!'".


Życie na Gorąco Retro

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Liv Ullmann

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje