Reklama

Reklama

Leonardo DiCaprio kradnie sny

Pojęcie życia we śnie nie jest abstrakcją dla Leonardo DiCaprio, którego jawa przypomina fantazje większości aktorów. - Nie usłyszysz z moich ust żadnych narzekań na sławę - mówi 35-letni aktor. - Czuję się wybrańcem.

Nie ma na co narzekać

- Dorastałem w Los Angeles, wielu moich przyjaciół jest aktorami. Mogą sobie pomarzyć o takich wyborach, jakich mi przychodzi dokonywać w życiu. Gdybym narzekał na cokolwiek, byłbym po prostu wstrętny. Osobiście uważam tak: jeśli nie lubisz sławy i bycia w centrum uwagi, które się z nią wiąże, to zmień zawód.

DiCaprio na pewno nie rzuci w najbliższym czasie aktorstwa. Niegdyś cudowne dziecko kina, a dziś pierwszoligowiec, ma zamiar dalej robić to, co robił do tej pory - czyli grać w głośnych filmach, współpracując z największymi nazwiskami w branży.

Reklama

Pokręcony thriller

Najświeższy przykład? "Incepcja", pokręcony thriller spod znaku science fiction w reżyserii Christophera Nolana [polska premiera 30 lipca - red.], w którym u boku DiCaprio pojawią się Michael Caine, Marion Cotillard, Joseph Gordon-Levitt, Tom Hardy, Cillian Murphy, Ellen Page i Ken Watanabe.

Sam DiCaprio zagra Cobba, złodzieja doskonałego, który specjalizuje się w inwazjach na świat snów, wykorzystując wysoce zaawansowaną technologię w celach wydobywania myśli z marzeń sennych innych osób. Planujący skończyć z niezwykłym procederem, Cobb decyduje się przyjąć ostatnie, super lukratywne zlecenie od pewnego przemysłowca (Watanabe), który chce, aby mistrz incepcji - zamiast wykraść myśl - zaszczepił ją tym razem w śpiącym umyśle. Jednocześnie samego Cobba prześladuje w snach tragedia, w wyniku której stracił swoją żonę (Cotillard).

Stąpanie po cienkim lodzie

Akcja filmu rozgrywa się na wielu poziomach, lawirując między rzeczywistością i snami bohaterów - do tego stopnia, że często widzowi trudno jest odgadnąć, na którym poziomie znajduje się w danym momencie.

- Chris starał się uskutecznić bardzo ambitną koncepcję - mówi DiCaprio. - Niewielu reżyserów odważyłoby się przedstawić wytwórni propozycję nakręcenia wielowarstwowego, niemal egzystencjalnego, surrealistycznego dramatu, który rozgrywa się wewnątrz ludzkiego umysłu. Niewielu reżyserów dostałoby szansę na realizację tego projektu.

Jednak w poprzednich filmach tego typu, jak "Memento" (2000), w którym wydarzenia ukazane zostały w kolejności achronologicznej, Nolan udowodnił, że potrafi stąpać po cienkim lodzie.

- Obserwowałem Chrisa podczas pracy nad "Memento" i "Bezsennością" (2002) - mówi DiCaprio. - Pod jego ręką fabuły o bardzo skomplikowanej strukturze nabierają emocjonalnego znaczenia.

Szczegóły dotyczące scenariusza "Incepcji" trzymane były w sekrecie, z czego DiCaprio jest zadowolony.

- Dziś mogę wreszcie powiedzieć, że ten film opowiada o czterech różnych stanach ludzkiej podświadomości odpowiadających snom i o tym, w jaki sposób te stany wpływają na siebie nawzajem - mówi z nieukrywaną wesołością. - Mogę ci również zdradzić, że sceny zostały zrealizowane w sześciu różnych miejscach, rozsianych po całym świecie - od ośnieżonych szczytów Kanady po Paryż i Londyn, gdzie planem zdjęciowym była ciężarówka czy szyb windy.

- Jestem naprawdę zachwycony tym, że tak długo dochowywaliśmy tajemnicy - dodaje już poważniej. - Nie ma nic lepszego, niż wybrać się na film i nie wiedzieć absolutnie nic na jego temat.

Własne marzenia senne DiCaprio nie okazały się szczególnie pomocne podczas pracy nad "Incepcją".

- Prawdę mówiąc, nie śni mi się za wiele. Tak było zawsze - wyznaje. - Aż wstyd się przyznać, ale pamiętam tylko urywki moich snów. Chciałbym móc pamiętać więcej. Na pewno w dzieciństwie zdarzało mi się śnić, że jestem aktorem? Ale w moich wspomnieniach są luki.

Konstrukcja marzeń senncyh

- Przygotowując się do tej roli, musiałem przeczytać podręcznik do analizy snów Freuda. Poważnie podszedłem do badania tej kwestii. Potem jednak zdałem sobie sprawę, że poruszamy się wszyscy w świecie snów naszego reżysera, Chrisa Nolana, a świat ten ma swoją własną strukturę i rządzi się swoimi własnymi prawami.

DiCaprio postanowił więc zbadać rzecz u źródła. To w salonie domu Christophera Nolana przedzierał się przez gąszcz wspomnianych reguł.

- Przez dwa miesiące spotykałem się z Chrisem co drugi dzień, aby rozmawiać o konstrukcji świata jego marzeń sennych. Interesującą rzeczą jest to, że cała ta psychologia snów nie podlega - moim zdaniem - żadnej konkretnej dyscyplinie nauki. Wszystko zależy od człowieka. To niesamowite, jak wiele różnych rzeczy składa się na twoje sny - zaskoczenia minionego dnia; emocje i myśli, których nie miało się tak naprawdę czasu przetrawić.

DiCaprio dodaje, że nauczył się doceniać proces śnienia kreatywnego. - Dowiedziałem się, że w trakcie snu nasz umysł w sposób przypadkowy generuje różne surrealistyczne historie. Po przebudzeniu powinniśmy naprawdę zastanowić się nad tym, o czym śniliśmy - może nam to pomóc w zrozumieniu własnego życia.

Osobną kwestią było oczywiście zrozumienie życia Cobba.

- To mój pierwszy film science fiction - mówi DiCaprio. - Mam z tym gatunkiem poważny problem. Do niektórych filmów tego rodzaju zwyczajnie mam awersję. Z trudem przychodzi mi angażować się emocjonalnie w światy odległe od wszystkiego, co jest mi znajome.

- Świat Chrisa był jednak wizualnie zakorzeniony - w dodatku głęboko - w tym, co widziałem już wcześniej. Jego świat jest namacalny. Nie musiałem więc uwierzyć w abstrakcję. Byłem emocjonalnie zakorzeniony w mojej postaci. Starałem się wszystko przeżywać intensywnie, tak, aby mój bohater, Cobb, był wiarygodny i prawdziwy.

Praca na planie w Calgary, Maroku, Londynie i Paryżu była ekscytująca - dodaje - ale też momentami potrafiła zniechęcić.

- Dosyć ciężko kręciło mi się zdjęcia w Maroku. Musiałem biec, przedzierając się przez tłum ludzi. Czułem się tak, jakbym znalazł się wewnątrz automatu do gry w pinballa. Odbijałem się od jednego Marokańczyka do drugiego. Trochę to było trudne. Ostatecznie udało nam się zrealizować sporo ujęć, jak na jeden dzień - ale nie ucierpiałem na tym, ponieważ zajęła się mną bardzo poważna ekipa.

Mroczny okres

Mroczny wydźwięk "Incepcji" współgra z innym filmem, w którym w tym roku zagrał DiCaprio - "Wyspą tajemnic" Martina Scorsese. Aktor zaprzecza jednak, jakoby on sam miał wejść w "mroczny okres" swojego aktorstwa.

- Tak naprawdę nie stawiam sobie pytań o moje aktorskie wybory - mówi. - Kiedy czytając scenariusz czuję, że mógłbym coś wnieść do danej roli, przyjmuję ją, jeśli propozycja jest interesująca. Muszę również mieć pewność, że reżyser doprowadzi sprawę do końca. Na późniejszym etapie nie zastanawiam się jednak, dlaczego robię to, co robię.

- Chyba rzeczywiście sporo tegorocznych filmów miało poważniejszy wydźwięk - dodaje po chwili. - Nie mam zamiaru temu zaprzeczać.

35-letni DiCaprio - który swoje imię otrzymał jeszcze przed urodzeniem, gdy jego matka poczuła pierwsze kopnięcie synka, podziwiając obraz Leonarda DaVinci - wychował się w dzielnicy Echo Park na przedmieściach Los Angeles. Jego rodzice rozwiedli się już rok po jego urodzeniu. Mały Leonardo pozostał pod opieką matki. Pierwsze kroki w zawodzie stawiał jako pięciolatek, w telewizyjnym programie dla najmłodszych "Romper Room and Friends" (1980). Na dużym ekranie zadebiutował rolą w filmie "Critters 3" (1991).

Kariera potoczyła się błyskawicznie

Po krótkiej przygodzie z sitcomem "Dzieciaki, kłopoty i my" (1991 - 1992), DiCaprio porzucił mały ekran na dobre, by wkrótce zabłysnąć u boku Roberta De Niro w rewelacyjnie przyjętym "Chłopięcym świecie" (1993). Od tego momentu jego kariera potoczyła się błyskawicznie: za rolę w "Co gryzie Gilberta Grape'a" (1993) otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego, a fenomenalny sukces "Titanika" (1997) uczynił go jedną z najbardziej pożądanych gwiazd Hollywood.

Po "Titaniku" widzowie mogli oglądać DiCaprio w produkcjach z najwyższej półki autorstwa najlepszych reżyserów, zawsze niezwykle ostrożnie wybieranych przez aktora: "Gangach Nowego Jorku", "Aviatorze", "Inflitracji" i "Wyspie tajemnic" Scorsese; "Złap mnie, jeśli potrafisz" Stevena Spielberga; "Krwawym diamencie" Edwarda Zwicka; "W sieci kłamstw" Ridleya Scotta; wreszcie w "Drodze do szczęścia" Sama Mendesa.

Następny w kolejce jest inny legendarny reżyser i aktor, Clint Eastwood. W jego nowym filmie pt. "Hoover" DiCaprio ma zagrać J. Edgara Hoovera, słynnego dyrektora FBI - według słów samego aktora postać dziś już nieco zapomnianą, ale nadal fascynującą.

- Hoover to człowiek, który uczestniczył w największych skandalach w historii Ameryki, od Wietnamu po zabójstwa Martina Luthera Kinga i JFK. To film o sekretnym życiu Hoovera, ale też o jego życiu osobistym.

Czy oznacza to, że obraz Eastwooda odniesie się do od dawna krążących pogłosek na temat domniemanego homoseksualizmu i transwestytyzmu Hoovera? DiCaprio niema zamiaru zdradzać tej tajemnicy.

- Nie zrobiliśmy nawet jeszcze przymiarek kostiumów - mówi z uśmiechem. - Mogę ci jednak powiedzieć, że ten film będzie przekrojowym spojrzeniem na życie tej postaci. Zmieści się w nim kilkadziesiąt lat i wszystko to, czego widz naprawdę chce się dowiedzieć.

- Przede mną kolejne wyzwanie.

Cindy Pearlman

New York Times

Tłum. Katarzyna Kasińska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje