Reklama

Laureat Oscara nakręci sequel "Króla Lwa"

Laureat Oscara za film "Moonlight", Barry Jenkins, nakręci sequel "Króla Lwa" - poinformował serwis Deadline. Informację tę potwierdził na Twitterze sam reżyser.

Barry Jenkins

Film Jenkinsa nie będzie jednak kontynuacją kultowej animacji z 1994 roku, lecz raczej sequelem nakręconego w 2019 roku filmu Jona Favreau.

Reklama

"Król Lew" z 2019 roku zrealizowany został techniką motion-capture, czyli przechwytywania trójwymiarowego ruchu aktora. Polega ona na założeniu przez aktora odpowiedniego kostiumu, do którego zamocowane są specjalne czujniki. Podczas ruchu aktora przekazują one jego ścieżkę do komputera, gdzie zostaje ona poddana dalszej obróbce. Technologiczny postęp 25-lecia dzielącego oba filmy jest bardzo widoczny. Klasyczna animacja została zastąpiona przez grafikę komputerową. Zwierzęta w tej wersji są na tyle realistyczne, że obraz niekiedy przypomina film przyrodniczy. 

Nakręcony w 1994 roku przez studio Disneya "Król Lew" uchodzi za film przełomowy dla kina animowanego. Technicznie był wówczas szczytowym osiągnięciem wytwórni Disneya w dziedzinie odręcznej animacji. Postacie bowiem narysowano ręcznie, a efekty oświetlenia oraz te trójwymiarowe wygenerowano komputerowo, co także w owym czasie było nowością. Ciekawostką jest, że przy jego produkcji nie brali udziału najlepsi wówczas graficy amerykańskiego studia, ci pracowali nad "Pocahontas". "Króla Lwa" podjęła się ekipa mniej doświadczonych twórców. Efekt ich pracy przerósł jednak najśmielsze oczekiwania.

Siła tego filmu nie polega jedynie na nowatorskiej wówczas technice animacji. Jest on bowiem pomimo upływu lat uniwersalną opowieścią, opartą na szekspirowskim schemacie. W latach 90. film nazwano animowaną adaptacją "Hamleta".

"Król Lew" opowiada historię Lwiej Krainy rządzonej przez Mufasę, który niespodziewanie ginie na skutek podstępu swojego brata o wymownym imieniu Skaza. Był to bodaj pierwszy animowany film Disneya, w którym jeden z głównych bohaterów ginie na ekranie. Pod rządami królobójcy kończy się dotychczasowy dobrobyt i zwierzęta zaczynają cierpieć głód. Prawowity następca tronu - Simba, początkowo uznany za zmarłego, wraca i podejmuje walkę o swoją rodzinę i dziedzictwo. Przedtem jednak pozna smak miłości i przyjaźni, które pomogą mu przezwyciężyć traumę po śmierci ojca i związane z nią poczucie winy.

W filmie można znaleźć odwołania do chrześcijańskiej i buddyjskiej koncepcji przemijania, jak również starotestamentowych motywów Józefa i Mojżesza. Dość wymowna jest także scena przemarszu hien przed Skazą, podczas wykonywania piosenki "Przyjdzie czas". Była inspirowana nazistowskimi przemarszami przed przemawiającym Adolfem Hitlerem. Bliznę Skazy wzorowano na tej, stanowiącej znak szczególny Tony'ego Montany z filmu "Człowiek z blizną" z Alem Pacino w roli głównej. Warto też wspomnieć, że "hakuna matata", czyli piosenka i filmowe powiedzenie Timona i Pumby, pochodzi z języka suahili, oznacza dosłownie brak zmartwień, a po premierze weszło do codziennego języka wielu nastolatków.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Barry Jenkins | Król Lew (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje