Reklama

Reklama

"Łatwa dziewczyna": O seksualności bez scen seksu

W środę o godz. 22.15 Polsat wyemituje komedię "Łatwa dziewczyna" z tytułową rolą Emmy Stone. Mimo że akcja filmu obraca się wokół seksualności, niemal zupełnie nie ma w nim scen seksu.

Emma Stone jako "Łatwa dziewczyna"

Jak większość nastolatek Olive Penderghast (Emma Stone) chce być popularna. Chce tak bardzo, że na pytanie koleżanki jak spędziła weekend, naprędce wymyśla ekscytującą i mocno pikantną historyjkę o upojnej nocy z przystojnym studentem. Ale to małe kłamstewko zaczyna żyć własnym życiem i nagle wszyscy zaczynają plotkować o Olive. Dziewczyna jest zaskoczona nagłą sławą i ... zaczyna jej się to podobać. Już nie jest niewidzialna, każdy o niej słyszał. Fantazyjne stroje i wyzywające zachowanie to teraz jej znaki firmowe. Spirala plotek wiruje coraz szybciej i wkrótce reputacja Olive jest już w totalnej ruinie. A właśnie pojawia się pewien chłopak, na którego opinii akurat bardzo jej zależy. Tylko jak to wszystko teraz odkręcić? Jak udowodnić, że nie jest zdzirą, wywłoką, latawicą, łatwą flirciarą, tylko sympatyczną młodą dziewczyną?

Reklama

Świat filmu "Łatwa dziewczyna" powstał na kanwie pomysłu scenarzysty Berta Royala, który zdecydował się na wprowadzenie elementów klasycznej literatury do filmu o współczesnej młodzieży.

Jego wybór padł na powieść Nathaniela Hawthorne'a Szkarłatna litera opowiadającą o publicznym upokorzeniu Hester Prynne, mieszkanki XVII-wiecznego Bostonu, która dopuszcza się cudzołóstwa. "Bohaterka filmu, Olive jest wyjątkowo liberalną dziewczyną i uważa, że każdy powinien zachowywać się zgodnie z tym, w co wierzy. Niestety dorasta w społeczeństwie, które potępia ludzi za próby zachowań niezgodnych z normą i zamierza sprawić, żeby mieszkańcy troszeczkę spuścili z tonu. Udaje jej się to, ale nie w sposób, w jaki zamierzała" - mówił Royal.

Reżyser Will Gluck z początku podszedł nieufnie do propozycji realizacji "Łatwej dziewczyny". "Zwykle reżyseruję na podstawie własnych tekstów, a po nakręceniu ostatniego filmu nie zamierzałem robić kolejnego poświęconego szkolnym relacjom" - wspominał. "Ale kiedy przeczytałem scenariusz, zorientowałem się, że chociaż akcja rozgrywa się w szkole, to wychodzi daleko poza nią. To opowieść o moralności, o tym jak powstają plotki i tym, jak bardzo dużą wagę przywiązujemy do tego, jak jesteśmy postrzegani. Filmowi 'Łatwa dziewczyna' rzeczywiście daleko do przeciętnego filmu o nastolatkach" - wyjaśnił Gluck.

Tym, co poruszyło każdą z osób czytających scenariusz, był język bohaterów. Royal podjął w pełni świadomą decyzję co do tego, aby Olive i jej rówieśnicy rozmawiali jak prawdziwi współcześni nastolatkowie. I tych dialogów w wielu sytuacjach nie powstydziliby się aktorzy filmów dla dorosłych.

Oczywiście dialogi i akcja to dwie zupełnie inne sprawy. Fakt, że akcja filmu obraca się wokół seksualności, a zupełnie nie ma w nim scen seksu sprawił, że dla reżysera doświadczenie to okazało się niezwykle zabawne. "W pewien dziwaczny sposób, film okazuje się być dosyć konserwatywny. Lekcja, jaka wynika z naszej historii jest taka, że z seksem najlepiej jest poczekać. Zresztą bardzo interesujące jest to, że obecnie o seksualności w Ameryce głównie się rozmawia. Ludzie mniej przejmują się samym aktem seksualnym" - wyjaśniał Gluck.

"Olive to osoba, która nie ma potrzeby uprawiania seksu. Jest wystarczająco dojrzała, aby poczekać do momentu, kiedy będzie gotowa. Jej niedojrzałość wynika głównie z faktu, że kłamie, podtrzymuje swoje kłamstwa i uważa, że bardzo ważne jest to, jak postrzegają nas inni" - dodawał scenarzysta.

Recenzent Interii, Piotr Mirski, zwrócił uwagę zawartą w komedii Glucka mądrość.

- "Łatwa dziewczyna" brawurowo rozprawia się z pokutującymi w masowej świadomości stereotypami na temat dojrzewania. Jeszcze w minionej dekadzie banda przygłupów z "American Pie" wysilała szare komórki, chcąc przyśpieszyć swoją inicjację. Trzy lata temu grany przez Michaela Cerę bohater "Supersamca" odkrywał, że seks z pijaną nastolatką to nie to, o czym naprawdę marzył, ściągając gigabajty pornoli. Olive od samego początku zdaje sobie sprawę z pustki, czającej się za kreowanymi przez teledyski Snoop Doga fantazmatami. Jednak tak jak u Gombrowicza raz przyjęta forma wchłania ją, przez co "łatwa dziewczyna" staje się kozłem ofiarnym dla prawdziwych rozpustników - pisał Mirski.

Według recenzenta Interii największą zaletą filmu jest  jednak kreacja Emmy Stone.  "Jest ruda, ma wściekle zielone oczy i głos palaczki na krawędzi raka krtani. Potrafi być zabawna w niewymuszony sposób i nie wyobrażam sobie obecnie lepszej aktorki do ról żylet z ponadprzeciętnym IQ. Z taką dziewczyną można kraść konie i (nie) stracić dziewictwo" - puentował Mirski.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Łatwa dziewczyna

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje