Reklama

Krzysztof Krauze: Prawo do godnej śmierci

Przypominał nam o tym, o czym chcieliśmy zapomnieć. Miał też odwagę mówić o swojej chorobie. Domagał się prawa do godnej śmierci

Nakręcił zaledwie 6 pełnometrażowych filmów fabularnych. Licząc od 1988 roku, łatwo policzyć, że wychodzi jeden na mniej więcej 4 lata. Tak wygląda matematyka. Gdy zna się bliżej życie Krzysztofa Krauze, trzeba zauważyć, że najważniejsze filmy powstały, gdy spotkał Joannę Kos.

Reklama

Razem zrobili chyba najważniejszy film ostatniej dekady XX wieku - "Dług" (1999). Bez nich trudno sobie wyobrazić pierwsze dziesięciolecie XXI wieku: "Mój Nikifor", a zwłaszcza "Plac Zbawiciela" - nikomu nie udało się w tak przerażający i jednocześnie prosty sposób pokazać kondycji młodego pokolenia Polaków, jak Joannie Kos-Krauze i Krzysztofowi Krauze w tym filmie. W 2013 roku nakręcili niezwykłą "Papuszę", która szła przez świat, zbierając nagrody.

Krzysztof Krauze, rocznik 1953, nie chciał być rzemieślnikiem, nie uznawał tematów lekkich. Dlatego tak rzadko kręcił filmy. Każdym zmuszał do myślenia. Sam taki był. Jego znajomi twierdzą, że to właśnie nadmierne myślenie sprawiało, że nie był pewny siebie. Dążył do absolutu. To paradoks - mężczyzna tak piękny, mądry i wrażliwy, za którym szalały kobiety, był jednym z najbardziej wątpiących w siebie mężczyzn i artystów. Psycholodzy powiedzieliby, że być może przyczyna tkwi w dzieciństwie. Rzeczywiście - miał nietypowe.

Był synem znanego warszawskiego adwokata i aktorki Krystyny Karkowskiej. Matka była zajęta karierą, potem wyemigrowała do Wiednia, wychowywał go ojciec i niania, która traktowała go jak syna i kochała bezgranicznie. Odwzajemniał uczucie. Nigdy nie pogodził się właściwie z faktem, że matka w jakiś sposób go porzuciła. Bolało bardzo. Jednak powtórzył jej błąd. Też nie był przy dorastaniu swojej córki Sary. Odkupił "winę", wychowując z miłością syna ostatniej żony Joanny - Michała (19).

Po raz pierwszy ożenił się, gdy miał 21 lat. Ona skończyła fizykę, on studiował w Filmówce w Łodzi. Oboje piękni, inteligentni, zakochani - małżeństwo przetrwało 9 miesięcy. Po latach mówił: "Nie wiem, dlaczego. Pamiętam, że w dniu ślubu pomyślałem, że to nie może się udać. Jest ode mnie starsza 3 lata".

Drugą żoną była aktorka Ewa Sałacka. W szarej Polsce wyglądali jak para z innej planety. Kolorowi, roześmiani, zadowoleni. W 1980 r. wyjechali najpierw do Wiednia - tam mieszkała matka reżysera - potem do Paryża. Grali w tamtejszym teatrze, ale szybko okazało się, że to nie jest miejsce dla niego. Wrócił. Po kilku miesiącach przyjechała Ewa. Małżeństwo rozpadło się po 3 latach. Gdy w 2006 roku tragicznie zmarła w wyniku ukąszenia przez osę, często o niej myślał. Był już wówczas chory na raka prostaty. O chorobie dowiedział się podczas kręcenia "Placu Zbawiciela".

Nie od razu pogodził się z diagnozą. Zanim zdecydował się na leczenie, upłynęło trochę czasu. Pewnego dnia spotkał się z mężem Ewy Sałackiej i przekazał mu zdjęcia, które niegdyś jej robił. Poprosił, by przekazał je ich córce - Matyldzie.

Z trzecią żoną Małgorzatą Szurmiej, córką dyrektora Teatru Żydowskiego Szymona Szurmieja, miał córkę Sarę. Rozwiedli się po 12 latach. Po rozwodzie miał bardzo trudne relacje z córką.

Czwartą żonę - Joannę Kos - poznał przypadkiem. Gdy przygotowywała dokument poświęcony Żydom, ówczesny mąż Joanny poradził jej, by skonsultowała pomysł z Krzysztofem Krauze. Po jakimś czasie stali się nierozłączni. Gdy zamieszkali razem, jej syn Michał miał 2 lata. Były mąż wyjechał do Nowego Jorku i został rabinem. Ale Joannie udało się zachować z nim dobre relacje.

Przy "Długu" była wsparciem moralnym. Drugim reżyserem została przy serii filmów telewizyjnych - "Wielkie rzeczy"; "Mój Nikifor", "Plac Zbawiciela", "Papusza" to już wspólny scenariusz i reżyseria.

Podobnie jak ostatni "Ptaki śpiewają w Kigali", który za kilka miesięcy powinien mieć premierę. Krzysztof Krauze, niestety, nie doczekał. Zmarł 24 grudnia 2014 roku w Wigilię. Trudno sobie wyobrazić bardziej dramatyczny dzień na odejście. Ale zarówno Krzysztof Krauze, jak jego żona i przyjaciele, choć z jednej strony liczyli na cud, z drugiej widzieli, jakie choroba robi spustoszenie.

Joanna Kos potrafiła być z mężem do końca. Kiedy było to możliwe, pracowali i żyli normalnie, choć z tą chorobą trudno tak żyć. Im udało się przez 9 lat.

Krauze ogłosił dekalog dla chorych biorących chemię. W maju 2014 r. napisał do "Gazety Wyborczej" poruszający tekst o prawie do eutanazji i godnej śmierci. "Cierpienie nie uszlachetnia, tylko okalecza i odbiera rozum". Gdy zdecydował się na wyznanie, walczył, jeszcze nie stracił nadziei. Na taki czyn zdobyć się może tylko niezwykła kobieta. Kiedy w październiku 2014 choroba zaatakowała bezpardonowo, gdy guz odebrał reżyserowi smak i na jakiś czas wzrok w jednym oku, pani Joanna zdobyła się na rzecz heroiczną. Po konsultacjach z lekarzami zadzwoniła do najbliższych przyjaciół reżysera. "To jest czas pożegnania" - usłyszeli.

Udało się jeszcze wytargować od losu prawie 3 miesiące. Do ostatnich chwil czytał, oglądał filmy, pracował. Pochowano go w środę 7 stycznia 2015 roku o godzinie 13 na cmentarzu rzymskokatolickim w Kazimierzu Dolnym. Pogrzeb miał charakter świecki. "Miał wielki dar przełamywania barier i uprzedzeń dzielących ludzi. Oglądając jego filmy, szerzej otwieraliśmy oczy na otaczający nas świat i ufam, że stawaliśmy się choć odrobinę lepszymi" - napisał prezydent Bronisław Komorowski. Odznaczył też pośmiertnie reżysera Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

ZM

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Życie na gorąco

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Krauze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje