Jean-Claude Van Damme, pochodzący z Belgii mistrz sztuk walki, nazywany także "mięśniakiem z Brukseli", przybył do Stanów Zjednoczonych w celu zrobienia kariery aktorskiej. Jego początki były trudne. Chodził na kolejne castingi, ale dostawał najwyżej epizody. Wydawało się, że szczęście w końcu uśmiechnęło się do niego w 1986 roku, gdy otrzymał tytułową rolę w thrillerze science fiction "Predator" Johna McTiernana. To mógł być jego bilet do sławy. Został przeciwnikiem samego Arnolda Schwarzeneggera.
Niestety, jego radość nie trwała długo. Van Damme wyleciał z produkcji - w zależności od wersji wydarzeń, a tych funkcjonuje kilka - z większym lub mniejszym hukiem. Według niektórych został zwolniony, bo mdlał z powodu wysokiej temperatury w sylikonowym kostiumie Predatora. Inni zarzekali się, że Belg wplatał do swoich scen elementy kickboxingu, co miało doprowadzać do furii producentów. Wszystkie te anegdoty mają jeden finał - Van Damme znów został bez pracy.
Bez gotówki i dachu nad głową, Belg spał w samochodzie lub u znajomych i imał się każdego zajęcia, by zarobić kilka dolarów. Pewnego dnia w restauracji, w której był kelnerem, pojawił się Menahem Golan, producent i współwłaściciel kultowej wytwórni Cannon Films, znanej z serii "Amerykański ninja" i sequeli "Życzenia śmierci". Van Damme stwierdził, że to jest jego szansa. Podszedł do producenta, trzymając dwa talerze z zupą. Przedstawił się, a następnie jego stopa poszybowała wysoko nad czubkiem głowy zaskoczonego Golana. "Wtedy pomyślałem, że kopie jak prawdziwy mistrz sztuk walki" - wspominał po latach producent. Zachwycony pokazem zaprosił kelnera do swojego biura.
"Krwawy sport": Tak Jean-Claude Van Damme rozpoczynał karierę
Van Damme spotkał się z Golanem kilka tygodni później. Chcąc zaprezentować się z jak najlepszej strony, Belg ściągnął koszulkę, by pochwalić się swoją muskulaturą. Zrobił także kilka szpagatów, z których będzie później znany. Golan wydawał się jednak nieporuszony. Spokojnie wskazał na plakaty swoich ostatnich filmów i powiedział: "Mój przyjacielu, Michael Dudikoff - to jest gwiazda. Chuck Norris - to jest gwiazda. Ty nigdy nie będziesz gwiazdą. Co mi po szpagatach? Po mięśniach? Potrzebuję aktorstwa, przykro mi".
Van Damme był na życiowym zakręcie - głodny, bez pracy, bez pieniędzy. Jak sam wspomina, rozkleił się. Zaczął dosłownie błagać o jakąś rolę, nawet najmniejszą. Golan miał poczuć się niekomfortowo. Przewrócił oczami, westchnął, a po chwili zawołał swoją asystentkę: "Kochana, przynieś mi 'Krwawy sport'". Następnie spojrzał na Van Damme'a. "Chcesz być gwiazdą?" - spytał. "Dobra, zrobię z ciebie gwiazdę".
Zobacz również:
Scenariusz "Krwawego sportu" był oparty na wspomnieniach Kanadyjczyka Franka Duksa. Twierdził on, że jako nastolatek został uczniem Senzo Tanaki, mistrza ninjutsu, a w 1975 roku wygrał sekretny turniej Kumite. Według niego wydarzenie odbywało się co pięć lat, a on był pierwszym reprezentantem Zachodu, któremu udało się zwyciężyć. Chociaż turniej był owiany tajemnicą, Dux miał otrzymać pozwolenie na mówienie o nim - i czynił to przy każdej możliwej okazji. Jego historia wydawała się idealnym materiałem na film. W scenariuszu porucznik Dux (w tej roli Van Damme) wymykał się z koszar, by wziąć udział w odbywającym się w Hongkongu Kumite. Jego najgroźniejszym przeciwnikiem okazywał się Chong Li (Bolo Yeung), niewahający się zabijać pokonanych przeciwników.
Przed rozpoczęciem zdjęć Dux poprosił o spotkanie z Van Damme'em. Kanadyjczyk chciał się upewnić, że grający go aktor jest w odpowiedniej formie. Nie był zadowolony z tego, co zobaczył. Oznajmił Belgowi, że musi on przejść jego autorski, trzymiesięczny trening albo nici z roli. Europejski mistrz, przecież będący już w świetnej formie, zgodził się. Później opisywał ten okres jako jeden z najcięższych i najbardziej wymagających w swoim życiu.

"Krwawy sport" kosztował niewiele ponad 2 miliony dolarów. Zarobił 15 milionów w Stanach Zjednoczonych i 35 milionów na pozostałych rynkach. Okazał się także hitem wideo - w ciągu roku sprzedano ponad 150 tysięcy kaset z filmem. Produkcja była pierwszym sukcesem Van Damme'a, który w przyszłości wielokrotnie współpracował z wytwórnią Cannon. Nakręcił pod jej szyldem m.in. "Cyborga" i "Kickboksera". Nigdy nie ukrywał swojej wdzięczności dla Golana za daną mu szansę. Gdy producent zmarł 8 sierpnia 2014 roku, aktor napisał na swoim koncie na Twitterze: "Kochałem cię i zawsze będę kochał". JCVD kontynuował także współpracę z Duksem. Wspólnie opracowali historię "The Kumite", reżyserskiego debiutu Belga. Finał ich znajomości był dosyć niespodziewany.
Frank Dux: Legenda czy mitoman?
Przez lata Dux udzielił niezliczonej ilości wywiadów dotyczących Kumite, a także jego niezwykłej kariery wojskowej i szpiegowskiej. Jego opowieści wzbudzały coraz większe zainteresowanie wśród dziennikarzy i ekspertów zajmujących się sztukami walki. W końcu ktoś powiedział "sprawdzam". Szybko okazało się, że nie ma żadnych dowodów na istnienie Kumite. Zaprzeczył temu nawet minister sportu Bahamów, które miały być gospodarzem turnieju. Eksperci powątpiewali także w rekordy, które przypisywał sobie Dux - zwycięstwo w 56 walkach podczas jednego wydarzenia oraz znokautowanie jednego z przeciwników w czasie 0,12 sekundy.

Nie było także żadnych śladów na istnienie Senzo Tanaki, rzekomego mistrza Duksa. Pytany o niego Kanadyjczyk odpowiadał, że nie wie, gdzie aktualnie znajduje się jego nauczyciel ani czy w ogóle żyje. Lata później przekonywał, że Tanaka zmarł, a w swych ostatnich słowach poprosił swego ucznia o uczestnictwo w Kumite. W końcu ktoś zauważył, że nieznany przez nikogo poza Duksem mistrz ma na imię tak samo, jak postać z powieści "Żyje się tylko dwa razy" z cyklu o Jamesie Bondzie. Oskarżony o kłamstwo bronił się, twierdząc, że Ian Flemming często wzorował swoich bohaterów na prawdziwych osobach.
Także przechwałki o błyskotliwej karierze w CIA i wojsku szybko okazały się co najmniej wątpliwe. W obliczu kolejnych kłamstw Duksa Van Damme zdecydował się zakończyć ich współpracę. Scenariusz "The Kumite" został przepisany i zyskał nowy tytuł: "The Quest". Dux, któremu wcześniej obiecano 2,5 procenta z przychodów, dostał za swoją pracę 50 tysięcy dolarów. Wściekły postanowił dochodzić swoich praw w sądzie. Ten oddalił jednak jego pozew. On i Van Damme już nigdy nie pracowali razem. Dux w kolejnych latach udzielał nowych wywiadów i przedstawiał kolejne niesamowite historie ze swojego życiorysu. Natomiast "The Quest" okazał się jednym z ostatnich wysokobudżetowych filmów w karierze "mięśniaka z Brukseli", którego gwiazda zaczęła powoli gasnąć.














