Reklama

Reklama

"Kolejne 365 dni": Krytycy bezlitośni dla polskiego erotyka

Pojawiły się już pierwsze zagraniczne recenzje filmu "Kolejne 365 dni", który od piątku wzbogacił ofertę Netfliksa. Jak można się łatwo domyślić, krytycy nie zostawili na produkcji suchej nitki.

Pojawiły się już pierwsze zagraniczne recenzje filmu "Kolejne 365 dni", który od piątku wzbogacił ofertę Netfliksa. Jak można się łatwo domyślić, krytycy nie zostawili na produkcji suchej nitki.
Anna-Maria Sieklucka w filmie "Kolejne 365 dni" /Netflix/Karolina Grabowska /materiały prasowe

W filmie "Kolejne 365 dni" w głównych rolach powróciły największe gwiazdy cyklu: Anna Maria Sieklucka oraz Michele Morrone. Nie zabrakło również Simone Susinny w roli Nacho. Za kamerą ekranizacji ostatniej części trylogii Blanki Lipińskiej ponownie stanęli Barbara Białowąs oraz Tomasz Mandes.

Reklama

"Kolejne 365 dni": Krytycy bezlitośni dla polskiego filmu

"Laura w końcu dochodzi do wniosku, że być może facet, który ją porwał i zniewolił seksualnie, a teraz zazdrośnie monitoruje każdy jej ruch, nie jest księciem, w którego uwierzyła. Do tego były potrzebne trzy filmy, upadające małżeństwo, postrzelenie, stracona ciąża, wypadek samochodowy i cierpliwy, gorętszy i nawet bogatszy facet, ale co tam. Niech żyje feminizm" - napisała w recenzji dla "Variety" Jessica Kiang.

"Boże, ten film wydawał się trwać rok. To kolejna bolesna przeprawa przez pozbawioną fabuły, pełną seksu, przeciętną, nijaką zabawę" - stwierdził Greg Wheeler z "The Review Geek".

Jonatan Wilson z "Ready Steady Cut" napisał natomiast: "Poprzedni film z tej serii nie był dobry, ale wydawało się, że do czegoś zmierza. 'Kolejne 365 dni' zaprzepaszcza praktycznie wszystko, wymiatając z pola widzenia gangsterski spisek i skupiając się wyłącznie na romansie. Choć może romans nie jest właściwym słowem. Nawet obfite sceny seksu zaczynają wydawać się nużące".

"Tak, 'Kolejne 365 dni' to absolutny śmieć" - uznał Nick Levine z portalu "NME". - "Nieudolnie wyreżyserowany przez Barbarę Białowąs i Tomasza Mandesa rzekomo erotyczny thriller jest sztywny i pełen nieprzekonujących, pozbawionych napięcia scen seksu".

W naszej recenzji produkcji Jakub Izdebski pisał natomiast: "Zamknięcie trylogii '365 dni' powiela wszystkie wady poprzednich części serii. Ponownie dostajemy produkt filmopodobny, będący sklejką ładnych widoczków, teledysków i softcorowych scen seksu doprawionych pisaną na kolanie melodramatyczną fabułą. Seans przypomina skakanie między kanałami telewizyjnymi - raz Travel TV, potem jakościowe MTV, następnie erotyk, a na koniec Romantica. I tak przez niemal dwie, zdawałoby się niekończące się, godziny".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kolejne 365 dni

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL