Reklama

Kirk Douglas: Ostatni

W niedzielę, 9 grudnia, 102. urodziny obchodzi Kirk Douglas - prawdziwa ikona kina, ostatni żyjący przedstawiciel Złotej i Srebrnej Ery Hollywood, jeden z największych autorytetów i mentorów dla współczesnych młodych aktorów. Prywatnie mąż producentki Anne Buydens i ojciec czwórki dzieci, w tym równie sławnego Michaela Douglasa.

Śpiewanie Kirkowi Douglasowi podczas urodzin "sto lat" już dawno straciło sens...

Issur Danielowicz Demski, bo tak naprawdę nazywa się Kirk Douglas, przyszedł na świat w 1916 roku w miasteczku Amsterdam, w stanie Nowy Jork. Jego rodzice przywędrowali do USA z wioski znajdującej się na terenie dzisiejszej Białorusi. Tata Herszel, który w Europie cieszył się poważaniem, w USA musiał pracować jako śmieciarz.

Reklama

W USA rodzina początkowo żyła na krawędzi ubóstwa. - Rodzice uchodzili za analfabetów. Nie znali ani słowa po angielsku. To dlatego, próbując zaskarbić sobie szacunek otoczenia, nauczyłem się języka - wyznał po latach Kirk. Wziął się za siebie z podziwu godnym uporem. Uprawiał wrestling, biegał, rzucał się na książki, a po cichu śnił o aktorstwie. I choć trudno w to uwierzyć, silna wola oraz potęga marzeń okazały się kluczem do sukcesu.

Na ekranie debiutował dosyć późno - jako trzydziestolatek. Kinomani zwrócili jednak na niego uwagę od razu po premierze filmu noir "Dziwna miłość Marty Ivers" (1946). Pierwsza wielka rola? W 1949 roku aktor wystąpił w dramacie Marka Robsona "Champion" - opowieści o ubogim chłopaku, który próbuje swoich sił w boksie. Piękna historia o walce z przeciwnościami losu przyniosła artyście pierwszą w karierze nominację do Oscara.

Po udanych kreacjach w kilku kolejnych "filmach czarnych", w 1952 roku aktor wystąpił w "Pięknym i złym" - dziś niekwestionowanym klasyku amerykańskiego kina. Wcielił się tu w rolę producenta filmowego, który próbuje wrócić na szczyt. Produkcja przypieczętowała gwiazdorski status Kirka, a sam film otrzymał aż 6 nominacji do Oscara i pięć nagród Akademii. Tylko Kirk musiał obejść się smakiem...  Z kolei "20 000 mil podmorskiej żeglugi" - przygodowy film, w którym Douglas zagrał w 1954 roku - jest dziś pamiętany jako jedno z największych osiągnięć ówczesnej kinematografii pod względem efektów specjalnych.

W dwa lata późniejszej "Pasji życia" Douglas wcielił się w słynnego malarza Vincenta Van Gogha. Nie ma wątpliwości, że ten film to kolejne arcydzieło na koncie Kirka. Obraz Vincente'a Minnellego został również zapamiętany z uwagi na doskonałą rolę Anthony'ego Quinna, która przyniosła mu Oscara w kategorii najlepszy aktor drugoplanowy. Kirk ponownie musiał się zadowolić jedynie nominacją.

W 1960 roku Douglas zagrał najsłynniejszą rolę w swojej karierze. W "Spartakusie" wcielił się w tytułową rolę przywódcy powstania gladiatorów. Produkcja zrealizowana z ogromnym rozmachem i wielkim (jak na tamte czasy) budżetem wzbudziła niezapomniane filmowe emocje i stała się jednym z najważniejszych filmów w historii kina.

W kolejnych latach Douglas najczęściej pojawiał się w westernach. Jednym z najbardziej znanych był "Zachodni szlak" (1967) - opowiadający o wyprawie szlakami XIX-wiecznego Oregonu - w którym gwiazdor wcielił się w rolę "ostatniego sprawiedliwego", który zaprowadza porządek, nie czekając na sądy. Ponadto artystę oglądaliśmy m.in. w "Ostatnim kowboju", "Ostatnim zachodzie słońca", "Pojedynku w Corralu O.K" czy "Wozie pancernym".

W kolejnych latach starzejący się gwiazdor coraz rzadziej pojawiał się na ekranie. Przypomniał o sobie w ostatniej dekadzie minionego wieku za sprawą komedii: "Oscar" (1991) czy "Sknerus" (1994). Ta ostatnia opowiadała o rodzinie, która walczy o spadek po dziadku-milionerze. U schyłku swojej aktorskiej kariery Douglas udowodnił, że doskonale odnajduje się również w mniej poważnych kreacjach.

Ostatnimi filmami Kirka Douglasa były "Wszystko w rodzinie" (2003) i "Illusion" (2004). Ten pierwszy został zrealizowany w prawdziwie rodzinnej atmosferze. Oprócz samego Kirka wystąpili w nim również jego syn Michael i wnuk Cameron. Komediodramat opowiadał o wielopokoleniowej familii, która próbuje odbudować wspólne relacje.

Douglas został zmuszony do przejścia na emeryturę m.in. ze względu na problemy z mową po udarze mózgu w 1996 roku. Choć po miesiącach pracy z terapeutą odzyskał władzę nad językiem, nie czuł już takiego komfortu przed kamerą jak wcześniej. W tym samym 1996 roku został artyście przyznany honorowy Oscar za jego wkład w rozwój kinematografii.

"Ludzie zawsze pytają mnie o to, jak żyć długo i zdrowo. Nie mam żadnego przepisu. Ale myślę, że wszyscy mamy powód, aby być tutaj - napisał kilka lat temu w eseju opublikowanym w magazynie "Closer Weekly". - "I skoro wyszedłem cało z katastrofy śmigłowca i przeżyłem udar, to po to, żeby zrobić jeszcze coś dobrego na tym świecie, zanim z niego odejdę".

"Wychowywała go matka oraz siostry i kiedy był jeszcze chłopcem, musiał pracować, żeby pomóc rodzinie. Myślę, że część życia Kirka to potworny wysiłek, aby udowodnić sobie i zyskać uznanie w oczach ojca... Nawet cztery lata psychoanalizy nie zmienią dążeń, które zaczynają się od pragnienia, żeby sobie samemu udowodnić swoją wartość" - scharakteryzowała Kirka jego żona Anne Buydens, którą poślubił... 64 lata temu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kirk Douglas

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje