Reklama

Kinga Preis i Piotr Borowiec: Poszlibyśmy za sobą w ogień

On nerwus, ona choleryczka. Łatwo się denerwują, często kłócą i... kochają na zabój. – Bardziej zbliżyły nas do siebie trudne doświadczenia, niż chwile, w których do siebie ćwierkamy – mówią. Kinga Preis i Piotr Borowiec są razem od ponad dwudziestu lat. Mówią, że nie mają potrzeby, by zalegalizować swój związek.

Kinga Preis i Piotr Borowiec na festiwalu w Gdyni (2015)

Poznali się w pracy. Kinga Preis była wtedy studentką ostatniego roku wrocławskiej PWST. Z doczepioną pupą i biustem grała kurtyzanę w dyplomowym przedstawieniu.

Reklama

O 10 lat starszy operator Piotr Borowiec rejestrował przedstawienie dla Teatru Telewizji. Podobno zakochał  się w młodziutkiej aktorce od pierwszego wejrzenia, choć ona wypominała potem ukochanemu, że gdy pozbyła się charakteryzacji, trochę zrzedła mu mina.

Początek nie był łatwy

Ta miłość wywróciła do góry nogami nie tylko ich życie, bo Piotr Borowiec był wtedy żonaty, miał dziecko. Niebawem okazało się, że pani Kinga jest w ciąży. Przeraziła się, bo nie planowała macierzyństwa. Otuchy dodała jej wtedy Anna Dymna, z którą pracowała. Powiedziała młodziutkiej koleżance: - Dziecko będzie dla ciebie najważniejsze, a macierzyństwo da energię, dzięki której można wszystko pokonać.

Gdy na świat przyszedł Antoś, pani Kinga wiedziała, że chce być z Piotrem bez względu na wszystko. Ale miłości nie sprzyjały zarwane noce, wstawanie do malucha  i ciągłe zmęczenie. - Pierwsze dwa lata były dla mnie gehenną - wyznała aktorka w jednym  z wywiadów. Właśnie wtedy dostała od życia cenną lekcję. - Zrozumiałam, że jeśli razem przechodzimy ciężkie momenty i nadal możemy na siebie patrzeć, to znaczy, że jest dobrze. Trudne doświadczenia zbliżyły nas bardziej niż ćwierkanie do siebie - mówi pani Kinga.

Z każdym rokiem było lepiej. Antek rósł, a oni się docierali, co jednak nie oznaczało sielanki. - Często klnę. Nie wyobrażam sobie, żebym w emocjach krzyczała: "Motyla noga". Poza tym walczę jak lwica. Z kolei Piotr szybko się zapala i szybko gaśnie, a potem szuka okazji do przeprosin - przyznaje artystka.

O co się tak zawzięcie kłócą? Najczęściej o drobiazgi, np. o nieumytą filiżankę po kawie. Ale też o większe sprawy, ostatnio o świeżo postawiony dom pod Wrocławiem.

- Znajomi ostrzegali, że taka budowa grozi rozwodem. I rzeczywiście! Stoczyliśmy bitwę o każdą ścianę, o każdy metr podłogi! W końcu skapitulowałam, stanęliśmy naprzeciwko siebie i oboje w tej samej chwili powiedzieliśmy to samo zdanie: "A daj mi już święty spokój, niech będzie, jak ty chcesz". I jest jak w prawdziwej polskiej rodzinie: dom jest mój, a garaż Piotrka - śmieje się gwiazda.

Dodaje, że spełniła swoje wielkie marzenie. Nigdy nie chciała mieszkać w Warszawie  i brylować  na salonach. Wystarczy jej, że się rozwija, dostaje ciekawe role i spełnia się w ukochanym zawodzie. - Z biegiem lat coraz silniej czuję w sobie ducha wiejskiej dziewczyny. Mam stresującą, intensywną pracę i potrzebuję ciszy, żeby odpocząć. Teraz to mam, jak również blisko kościół, spożywczak z napitymi chłopakami, z ławeczką, po prostu wieś - cieszy się aktorka.

Tele Tydzień

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kinga Preis | Piotr Borowiec

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje