Reklama

KFF: Zawód paparazzo

"Tu nie ma winy, nie ma kary, rozmawiamy przecież o szołbiznesie. Kradnę czasem ludziom ich prywatność" - mówi w pierwszej scenie dokumentalnego filmu "Paparazzi" najsłynniejszy polski fotograf gwiazd, Przemysław Stoppa. Film walczy o zarówno o Złotego Smoka, jak i Złotego Lajkonika podczas odbywającego się Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

Potencjał tematyczny dokumentu "Paparazzi" jest głównym atutem filmu Piotra Bernasia. Nic więc dziwnego, że obraz znalazł miejsce w aż dwóch sekcjach krakowskiej imprezy, rywalizując zarówno w krajowej konkurencji, jak i walcząc z międzynarodowymi produkcjami. Filmu, który z równą bezpośredniością spróbowałby zajrzeć pod podszewkę wielkich medialnych wydarzeń, ujawnić kulisy pracy osoby odpowiedzialnej za treści, którymi codziennie karmią się miliony Polaków, jeszcze u nas nie było.

Reklama

Pierwsza scena rozgrywa się nocą w samochodzie zaparkowanym w jakimś leśnym pustkowiu. Stoppa rozpoczyna monolog, który jest rodzajem oczyszczającego wyznania. - Ludzie pragną igrzysk. Kiedyś wpuszczano na arenę człowieka i lwa. Potem wymyślono, że atrakcyjniejsze będzie wpuszczenie tam dwójki ludzi i dwóch lwów - mówi Stoppa. - Kim ty jesteś w tej zabawie? - słyszymy głos zza kadru. - Jestem tym, który sprzedaje bilety - odpowiada po długiem namyśle paparazzo. Wspaniałe rozpoczęcie filmu.

"Paparazzi" jest współczesnym, miejskim kinem drogi. Bohater dokumentu Bernasia żyje bowiem w samochodzie. Reżyserowi zgrabnie udało się pokazać rytm codziennej pracy paparazzo: nieustanne wizyty w McDonaldsie, nerwowe telefony do współpracowników i pracodawców, tropienie kolejnych "ofiar" - wszystko to zaprezentowane w dynamicznym montażu. Obserwujemy też konfrontacje fotografa ze stróżami prawa. W jednej z zabawniejszych scen filmu, Stoppa czatuje pod jedną z prominentnych szkół. Rozmowa z policjantem, który wezwany został na miejsce przez ochronę budynku, kończy się nieformalnym paktem. Stoppa składa rodzaj raportu, na córkę której celebrytki czyha, bezradny policjant akceptująco przyjmuje do wiadomości wybór paparazzo i odchodzi.

Głównym bohaterem "Paparazzi" nie są jednak celebryci, tylko Stoppa. Podobają mi się fragmenty, w których do głosu dochodzi rodzaj zwierzęcego instynktu fotografa. - Ależ mam ochotę dzisiaj komuś przyjebać - mówi bezceremonialnie bohater filmu i wykonuje telefon do przyjaciela: - Słuchaj, krążę po tym Pomorzu już trzy dni i nic. Nie masz przypadkiem adresu Marty Kaczyńskiej? Nie? A Kopaczowej? - pyta coraz bardziej zdesperowanym głosem Stoppa. Jest jak drapieżnik, który wyczuwa zapach krwi. Musi zastrzelić migawką, to jak zaspokojenie fizjologicznej potrzeby.

Narracja "Paparazzi" skonstruowana jest wokół ważnych wydarzeń medialnych. Stoppie towarzyszymy więc zarówno na podwórku gdańskiej kliniki, gdzie próbuje sfotografować chorego księdza Jankowskiego. Wspólnie z kolegą udaje się też do Szwajcarii, by uwiecznić na zdjęciu przebywającego w areszcie domowym Romana Polańskiego. Kulminacyjnym punktem "Paparazzi" jest tragedia w Smoleńsku. To wtedy w fotografie odzywają się ludzkie instynkty. - Wiem, że niektórzy w to wchodzą, ale dla mnie to już za daleko. To nie jest temat dla paparazzo - mówi w telefonicznej rozmowie tuż po usłyszeniu w radio informacji o kraksie samolotu. Kiedy nieco później jedzie po Warszawie i dostrzega przed sobą znajomy samochód, krzyczy: "Jarek!". Chwilę śledzi auto z zaciemnionym szybami, po czym odpuszcza i udaje się na plac przed Pałacem Prezydenckim.

Nagłe oczyszczenie jest jednak niezbyt wiarygodne, kiedy Stoppa zamiast bezceremonialnie wchodzić do domów rodzin ofiar tragedii, z pokutną miną zaczyna fotografować modlących się przy zniczach i kwiatach żałobników. Nie wszyscy uwierzą w tę manifestację "wyrzutów sumienia z bycia skurwysynem". Film Bernasia pozostaje jednak niezwykle ciekawym portretem współczesnego wielkomiejskiego flaneura. Żyjemy bowiem w czasach, w których nikt już nie szwenda się bez celu po mieście, oddając się filozoficznym rozmyślaniom. Tę niespieszną rozrywkę zastąpiła jazda samochodem na złamanie karku, z nieprzestrzeganiem po drodze wszystkich możliwych, również etycznych, przepisów. Tabloidowe "Kwiaty zła".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zawody | \ Film | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje