John Wayne: Król westernów

Jego znakami rozpoznawczymi były charakterystyczny chód i sposób mówienia, kowbojski kapelusz oraz para koltów na biodrach. Widzów wciąż porywa legenda sprawiedliwego szeryfa. ​"I na ekranie, i w życiu trzymam się prostych schematów. Miłość, nienawiść, bez niuansów" - mówił John Wayne.

Już niebawem, bo 26 maja, przypada 109. rocznica urodzin Johna Wayne'a, symbolu amerykańskiego indywidualizmu i patriotyzmu. Marion Roberto Morrison (bo tak się naprawdę nazywał) przyszedł na świat w Winterset w stanie Iowa, a dorastał na ranczu w południowej Kalifornii. Był pilnym uczniem i dobrze zapowiadającym się sportowcem uniwersyteckiej drużyny futbolowej. Jak to często w życiu bywa, gwiazdą Hollywood został przez przypadek.

Od montera do gwiazdora

Reklama

Po raz pierwszy na plan zdjęciowy trafił na początku lat 20. jako monter dekoracji w wytwórni Fox Film Corporation. Był także magazynierem, kierowcą i stróżem. Kiedy skończył 19 lat, zaczął grywać małe rólki. Jego kariera rozkręciła się, po tym jak w 1930 roku Raoul Walsh powierzył mu główną rolę w filmie "Droga olbrzymów". Wtedy też pożegnał się ze swoim nazwiskiem. - Morrison to dobre dla pastora - stwierdził reżyser.

Przez całą dekadę lat 30. był odtwórcą głównych ról w wielu westernach. Jednak prawdziwą - docenianą także finansowo - gwiazdą został dopiero pod koniec lat 30. dzięki kreacji Ringo Kida w "Dyliżansie" Johna Forda (1939). W tytułowym dyliżansie podróżuje do Nowego Meksyku kilka osób. Do grupy dołącza poszukiwany przez prawo Ringo Kid, który pragnie zemsty za śmierć rodziny. Trudne warunki podróży i konflikty wewnętrzne pogłębiają się, kiedy atak na dyliżans przypuszczają Indianie.

Dowiedz się więcej na temat: John Wayne

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje