Reklama

John Belushi: Żyć szybko, umierać młodo

W całej swojej karierze nakręcił zaledwie kilka filmów. Większość z nich nie okazało się hitami kasowymi, poza przebojowym i uwielbianym na całym świecie "Blues Brothers". Ale w swoim czasie był najpopularniejszym komikiem w Stanach Zjednoczonych. 24 stycznia 2019 roku John Belushi obchodziłby 70. urodziny.

John Belushi

Kariera Johna Belushiego rozpoczęła się od amatorskiej trupy aktorskiej, z której trafił do legendarnej grupy Second City, specjalizującej się w komedii improwizowanej. W 1972 roku związał się z obrazoburczym czasopismem "National Lampoon" i występował w jego przedstawieniach oraz słuchowiskach.

Reklama

Belushi zdobył popularność wraz z premierą pierwszego sezonu "Saturday Night Live", komediowego programu, opierającego się na serii skeczy, wykonywanych przez stałą obsadę i specjalnego gościa ze świata kina, muzyki, polityki lub sportu. W składzie SNL znaleźli się popularni aktorzy komediowi, między innymi Chevy Chase, Dan Aykroyd i Bill Murray. Belushi wyróżniał się na ich tle. Był nieco otyły, ale nie przeszkadzało mu to występować w skeczach wymagających sprawności fizycznej. Sprawdzał się zarówno w spokojniejszych numerach, jak i tych, gdzie wcielał się w agresywnych frustratów, niemal wykrzykujących swoje teksty.

Podczas swojej pracy w SNL Belushi wykreował wiele znanych postaci. Wśród nich był samuraj Futaba, który na wszystko odpowiadał przypominającym japoński bełkotem, ewentualnie przecinał kataną pierwszą lepszą rzecz z brzegu. Razem z Aykroydem wykreował także postaci Blues Brothers - ubranych w czarne kapelusze, ciemne okulary i garnitury muzycznych braci. Początkowo mieli oni jedynie zabawiać publiczność przed właściwym programem, szybko stali się jednak na tyle popularni, by wypuścić samodzielną płytę.

Belushi opuścił skład SNL w 1979 roku po czterech sezonach programu, by rozwijać swoją karierę filmową. W tym czasie miał już za sobą udział w hicie filmowym. W 1978 roku zagrał jedną z głównych ról w "Menażerii" (1978) Johna Landisa, komedii o członkach bractwa studenckiego, którzy żyją od imprezy do imprezy. Belushi wcielił się w Bluta - miłośnika kloacznego humoru i jedzenia. Aktor pokazywał wszystkie sztuczki, które wypracował przez lata w SNL, a także nowe - między innymi naśladował pękający pryszcz.

W 1979 roku Belushi wystąpił w nieudanej satyrze wojennej "1941" Stevena Spielberga. Jego mający problemy z agresją pilot "dziki" Bill Kelso był jednym z najjaśniejszych punktów produkcji. Niemniej film okazał się artystyczną i finansową klapą. Belushi bał się, że zaprzepaścił przez to swoją szansę na karierę filmową. Jego znajomi żartobliwie mówili o nim "urodzony w 1949, zmarły w 1941". Rok później Belushi wraz z Aykroydem rozwinęli skecz z SNL do pełnego metrażu i rozpoczęli prace nad filmem "Blues Brothers". Tytułowi braci otrzymali misję od Boga - zebrać fundusze, by ocalić sierociniec, w którym się wychowali. Nie powstrzymają ich ani policja, ani armia, ani oszalała z rozpaczy była dziewczyna, ani neonaziści z Illinois.

Belushiemu niemal od początku przygody w show-biznesie towarzyszyły narkotyki. Wpływały one na jego zachowanie, przez które wielokrotnie był zwalniany z SNL (by po chwili zostać ponownie zatrudnionym). Podczas kręcenia "Blues Brothers" jego nałóg zaczął się nasilać. Aktor zaczął w pewnym momencie spóźniać się na rozpoczęcie zdjęć lub znikać gdzieś w ich trakcie. Często odsypiał, ponieważ w nocy imprezował. Sytuacja na tyle wymknęła się spod kontroli, że producenci w pewnym momencie zatrudnili osobę, która miała trzymać komika jak najdalej od narkotyków. Reżyser John Landis przyznał, że z czasem trzeba było walczyć nie tylko o skończenie filmu, ale także o życie Belushiego.

Praca z komikiem była pasmem niespodzianek. Gdy pewnego razu zniknął, Aykroyd znalazł go w prywatnym domu niedaleko planu zdjęciowego. Belushi wpadł do obcej osoby, wyjadł jej wszystko z lodówki i zasnął na kanapie. Innym razem, gdy nie przychodził na zdjęcia, Landis zaszedł do jego przyczepy, gdzie na biurku zastał górę kokainy. Wszystko spuścił w toalecie. Przybyły chwilę później Belushi wściekł się, a po kilku minutach wtulił się w reżysera i zaczął płakać. "Jeśli czegoś teraz z tym nie zrobię, za rok lub dwa będę martwy" - powiedział później. Do końca zdjęć jego nałóg nie sprawiał więcej problemów.

"Blues Brothers" mieli problem z wejściem na ekrany. Właściciele kin bali się, że film zachęci głównie czarną publiczność. Producenci uznali film za zbyt długi i kazali wyciąć ponad 20 minut materiału. W Nowym Jorku Belushi chodził od kina do kina i zapraszał kolejnych ludzi na pokazy. Nie spełniły się jednak czarne scenariusze. Przy budżecie 17,5 miliona dolarów, film zarobił na całym świecie ponad 115 milionów.

Kłopoty powróciły przy kolejnym wspólnym projekcie Belushiego i Aykroyda, "Sąsiadach" (1981). Na chwilę przed rozpoczęciem zdjęć aktorzy zamienili się rolami - to Belushi miał zagrać spokojnego Earla, a Aykroyd szalonego Vica. Obaj ciągle ścierali się z reżyserem  Johnem G. Avildsenem. Belushi otwarcie walczył o jego zwolnienie. Scenariusz był ciągle przepisywany przez właściwie każdą osobę, która dostała go w ręce. W dodatku niemal wszyscy na planie brali kokainę, co spowodowało, że Belushi wrócił do nałogu. Aktor znienawidził projekt z całego serca i krytykował każdy jego aspekt. Niestety, miał się on okazać jego ostatnim filmem.

4 marca 1982 roku Belushi odwiedził Berniego Brillsteina, swojego menadżera, i prosił go o pieniądze. Ten w pierwszej chwili odmówił - bał się, że aktor chce kupić narkotyki. Belushi wrócił jednak kilka godzin później z tą samą prośbą. Brillstein dał mu pieniądze - miał gości, bał się niezręcznej sytuacji. Następnego dnia aktor już nie żył. Jego ciało znalazł jego trener, który przyszedł na ustalony wcześniej trening. Orzeczono przypadkowe przedawkowanie na skutek przyjęcia śmiertelnej dawki heroiny i kokainy.

Śmierć Belushiego wywołała poruszenie w Hollywood. Na kilka godzin przed śmiercią odwiedzili go kolejno Robert de Niro i Robin Williams. Szczególnie ten drugi przeżył odejście przyjaciela. Zmotywowało go ono do zakończenia własnego problemu z narkotykami. Belushi miał wystąpić wspólnie z Aykroydem podczas ceremonii rozdania Oscarów, by wręczyć nagrodę za efekty wizualne. Gdy odtwórca roli Elwooda Bluesa pojawił się na scenie, powiedział: "Mój partner bardzo chciałby być tutaj i wręczyć tę nagrodę, w końcu sam był trochę efektem wizualnym".

"Mógł nas bawić jeszcze przez długi czas, ale.... nieeeeeeeeee" - dopisali na nagrobku Johna Belushiego fani talentu tragicznie zmarłego aktora i komika, parafrazując słynną kwestię, jaką wielokrotnie wypowiadał podczas skeczy w "Saturday Night Live".

W późniejszych latach Belushi był wielokrotnie przywoływany w komediowych projektach aktorów, z którymi współpracował w SNL. W "Pogromcach duchów" pojawia się Slimer, zielony, otyły duch, który zajmował się głównie zjadaniem wszystkiego, co wpadło mu w ręce. Aykroyd wielokrotnie nazywał go "duchem Johna Belushiego". Komik miał pojawić się zresztą w "Pogromcach duchów" oraz innej komedii "Szpiedzy tacy jak my".

Nie wszyscy wspominali Belushiego tak dobrze. Swojej niechęci do niego nie kryła Jane Curtin, która występowała w pięciu pierwszych sezonach "SNL". W 2011 roku podczas wywiadu w programie Oprah Winfrey znana z serialu "Trzecia planeta od słońca" aktorka przyznała, że Belushi często uprzykrzał życie scenarzystkom programu. "Według Johna kobiety z definicji nie były zabawne" - mówiła Curtain. - "Gdy jakaś kobieta napisała materiał dla Johna, ten nie czytał swoich kwestii pełnym głosem. Jakby czuł się w obowiązku sabotować teksty napisane przez kobiety".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: John Belushi | Saturday Night Live

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje