Reklama

Joaquin Phoenix: Woli przeżywać emocje

Jego filmowa interpretacja Jokera spotkała się niezwykłym uznaniem. Joaquin Phoenix nie schodzi z ust krytyków filmowych, którzy nie szczędzą komplementów zarówno reżyserowi, ale przede wszystkim aktorowi.

Joaquin Phoenix na tegorocznym festiwalu filmowym w Wenecji. Wyjedzie z nagrodą?

Do roli Jokera schudł ponad 23 kilogramy. Z uporem maniaka trenował demoniczno-chorobliwy śmiech, który również przeszedł swego rodzaju "casting".

Reklama

"Pierwszą rzeczą była utrata wagi. Myślę, że właśnie wtedy zacząłem wcielać się w tę postać. Jak się okazuje, taki spadek masy ciała wpływa na twoją psychikę. Zaczynasz wariować, kiedy chudniesz tak szybko w takim czasie" - zdradził kulisy przygotowywania się do roli.

Dodał, że Joker jest częścią Flecka, która próbuje się wyłonić, czego okrzykiem jest wspomniany już śmiech. "Uważam, że był to naprawdę interesujący sposób patrzenia na ten śmiech. Ale szczerze mówiąc, nie sądziłem, że mógłbym to zrobić. Ćwiczyłem sam, a następnie poprosiłem Todda, by przyszedł na przesłuchanie z mojego śmiechu, ponieważ czułem, że muszę to zrobić na miejscu i przed kimś innym. Zajęło mi to dużo czasu" - przyznał Phoenix.

Joaquin Phoenix to taka niespokojna kinowa dusza, pojawia się, znika, wodzi za nos. Jednak bez wątpienia jest specjalistą od skrajności. Na małym ekranie zadebiutował jako dziecko, jednak po śmierci brata przerwał karierę na kilka lat. Wrócił do aktorstwa w 1995 roku w filmie Gusa Van Santa "Za wszelką cenę".

W październiku 2008 ogłosił koniec kariery aktorskiej, postanowił sprzedać swój dom w Hollywood oraz przenieść się na wieś, gdzie będzie mógł poświęcić się muzyce. W sierpniu 2010 roku okazało się to mistyfikacją. Aktor przez dwa lata zwodził całe środowisko Hollywood, które uwierzyło jakoby stoczył się na dno.

Wydaje się być arogancki. W końcu Oscara nazwał "marchewką, za którą wszyscy gonią", a jego zdaniem to najgorzej smakująca "marchewka". Czas, kiedy zbierał laury za rolę w filmie "Spacer po linie", uznał za najgorszy w swoim życiu. Stroni od wywiadów, nie lubi promować filmów, nie poddaje się hollywoodzkiej żarłoczności, bo jak sam przyznaje, nie należy do grona tych "zawodowych aktorów".

"Są ludzie, którzy robią takie rzeczy i robią to często, podczas gdy ja będę robił przerwy w pracy, a moje życie jest po prostu normalne i uprawiam cholerne warzywa w ogrodzie" - wyjaśnia. "Jestem bardzo konkretny i uważny, jeśli chodzi o filmy, które wybieram. Nie chcę nigdy czuć, że mam pracę, którą muszę wykonać, chcę się obudzić i chcę zacząć wcześnie, bo jestem podekscytowany" - dodaje.

Phoenix uwielbia aktorstwo, do którego podchodzi bardzo intuicyjnie. "Lubię odkrywać różne rzeczy. Staram się być coraz bardziej otwarty na to, co dzieje się w danej chwili, w przeciwieństwie do kreowania pewnej wizji i próby realizowania jej na planie. Najlepszym uczuciem jest ten moment, kiedy nie myślisz nad wypowiadaną kwestią" - mówi. Wyznaje, że dobrzy aktorzy powodują, że scenariusze ożywają, a sztuką jest wzniesienie się poza techniczny aspekt grania.

To może tłumaczyć, dlaczego on sam stał się specjalistą od skrajnych emocji. Jednak ucieka od dopisywania do tego zbędnej filozofii o oczyszczającej roli wynikającej z grania takich postaci.

"Nie wiem, czy to działa oczyszczająco, ale zdecydowanie jest to dla mnie emocja. Trochę jak w sporcie, są takie chwile, kiedy musisz dać z siebie wszystko, znaleźć ostatnią odrobinę siły i energii, której potrzebujesz, aby odnieść sukces. Uwielbiam więc filmy, które dają ci taką możliwość. Dlatego nie pociągają mnie rzeczy, które w efekcie dają 'fajne filmy', chcę robić takie, które sprawiają, że mam bardzo silne uczucia" - wyjaśnia.

Jego brawurowa rola w filmie "Joker" może okazać się tą, która ponownie ustawi go na starcie w wyścigu o tą "niesmaczną marchewkę"...

PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Joaquin Phoenix | Joker (2019)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje