"Nienawidzę festiwali filmowych" - przyznał otwarcie podczas konferencji prasowej na tegorocznym festiwalu w Berlinie. Joaquin Phoenix, jeden z najbardziej uzdolnionych aktorów w Hollywood, uparcie unika rozgłosu i blasku reflektorów. A mimo to jego kariera nabiera tempa i pełna jest intrygujących ról, które aktor traktuje jak osobiste wyzwania.
Joaquin Phoenix w filmie "Nigdy cię tu nie było"Gutek Filmmateriały dystrybutora
13 kwietnia do kin trafi "Nigdy cię tu nie było", nowy film Lynne Ramsay, twórczyni "Musimy porozmawiać o Kevinie" (2011). Phoenix wciela się tu w postać mężczyzny z mroczną przeszłością, który podejmuje się odnalezienia uprowadzonej dziewczyny. Phoenix był od początku wymarzonym aktorem do tej roli. Przyjął ją bez wahania, bo spodobało mu się to, jak scenariusz przełamuje schematy hollywoodzkiego kina akcji. Film miał swoją premierę w Konkursie Głównym zeszłorocznego festiwalu w Cannes i wrócił z nagrodami za najlepszy scenariusz dla Lynne Ramsay oraz najlepszą rolę męską - dla Joaquina Phoenixa.
Najnowsza rola Phoeniksa pochodzi z kolejnego filmu innego z jego reżyserskich ulubieńców, Paula Thomasa Andersona. W "Inherent Vice", adaptacji powieści Thomasa Pynchona "Wada ukryta" wciela się w Doca Sportello, uzależnionego od narkotyków prywatnego detektywa, który postanawia rozpocząć własne śledztwo na wieść o zaginięciu jego byłej dziewczyny. Film wejdzie na ekrany polskich kin na początku przyszłego roku.
W tym roku oglądaliśmy Phoeniksa w dwóch nowych kreacjach. Najpierw wystąpił w nagrodzonym Oscarem za najlepszy scenariusz oryginalny filmie Spike'a Jonze zatytułowanym "Ona", gdzie wcielił się w samotnego pisarza, który kupuje nowy system operacyjny, tak zaprojektowany, aby spełnić wszystkie potrzeby użytkownika. Następnie zagrał w kolejnym filmie Graya, melodramacie "Imigrantka", w którym na ekranie partnerowali mu Marion Cotillard oraz Jeremy Renner.
Oczywiście aktor nigdy nie myślał poważnie o porzuceniu kariery filmowej, co potwierdziła jego rola w "Mistrzu" Paula Thomasa Andersona, za którą otrzymał kolejną nominację do Oscara. To fascynująca historia spotkania wizjonera, który głosi, że odkrył zagadkę istnienia (Philip Seymour Hoffman), i człowieka, który mu uwierzył i zaczął ślepo wypełniać jego polecenia (Phoenix). Opowieść o pragnieniu władzy i miłości, o mrokach ludzkiej duszy i odwiecznej tęsknocie za swoim miejscem na ziemi była jedną z najlepszych produkcji 2012 roku.
Po "Królach nocy" Phoenix zdążył wystąpić jeszcze w kolejnym obrazie Graya - "Kochankowie", po czym... zniknął z ekranów na ponad cztery lata. W międzyczasie zagrał jedynie... siebie samego w stylizowanym na dokument debiucie fabularnym Caseya Afflecka "Joaquin Phoenix. Jestem, jaki jestem". Zanim to zrobił w listopadzie 2008 roku ogłosił przed kamerami, że dość ma udawania kogoś, kim nie jest i zamiast aktorstwu zamierza poświęcić się swojej prawdziwej pasji... rapowaniu. Ta wiadomość obiegła filmowy świat i wywołała dezorientację wśród bliższych i dalszych współpracowników aktora. Film Afflecka przedstawia rok z życia Phoeniksa, jego pierwsze występy sceniczne, problemy z prasą i powszechną niechęcią otoczenia do jego nowego życia.
W 2000 roku Phoenix wystąpił w "Ślepym torze" Jamesa Graya u boku Marka Wahlberga. Siedem lat później ta sama trójka spotkała się podczas realizacji "Królów nocy". Film opowiadał o konflikcie dwóch braci, z których jeden (Phoenix) jest menedżerem nocnego klubu, związanym z przestępczym półświatkiem Nowego Jorku, a drugi (Wahlberg) to uczciwy i wierzący w sprawiedliwość policjant. Spór między nimi zaostrza się jeszcze bardziej, gdy na horyzoncie pojawia się piękna Amada (Eva Mendes).
Początek XXI wieku nie był zbyt udany dla aktora. Oprócz obrazów Shyamalana zagrał wówczas również w przeciętnych "Wszystko dla miłości", "Płonącej pułapce" i "Hotelu Ruanda". Karta się jednak odwróciła i Phoenix wreszcie otrzymał rolę godną jego talentu. W "Spacerze po linie" Jamesa Mangolda wcielił się w legendarnego piosenkarza Johnny'ego Casha. W filmie, w którym na ekranie towarzyszyła mu Reese Witherspoon, zaśpiewał wszystkie piosenki Casha sam i nauczył się dodatkowo grać na gitarze. Za swoją kreację otrzymał drugą nominację do Oscara i pierwszego w karierze Złotego Globa.
Jeszcze słabsza okazała się zrealizowana dwa lata później "Osada". To historia ściśle ze sobą związanej społeczności, odizolowanej od świata, która żyje w śmiertelnym strachu przed nieokreślonym złem zamieszkującym otaczające lasy. Grajacy tym razem główną rolę Phoenix wcielił się w zdeterminowanego mężczyznę, który ośmiela się stawić czoła nieznanemu.
Później artysta wystąpił w dwóch filmach M. Night Shyamalana, któremu popularność zapewnił świetny "Szósty zmysł". "Znaki", w których Phoenix partnerował Melowi Gibsonowi, nie były już jednak tak udane. Opowiadały o rodzinie farmerów, która pewnego ranka odkrywa na swym polu tajemnicze, ogromne kręgi, mające zwiastować pozaziemską inwazję.
Następnie mogliśmy oglądać aktora u boku Eda Harrisa w czarnej komedii opowiadającej o kryminalnej subkulturze złożonej z młodych amerykańskich żołnierzy, którzy bazują w zachodnich Niemczech tuż przed upadkiem muru berlińskiego w 1989 roku, zatytułowanej "Buffalo Soldiers".
Miejsce w hollywoodzkiej pierwszej lidze zapewnił jednak Phoeniksowi kolejny film - dramat historyczny "Gladiator" Ridleya Scotta. W tym zrealizowanym z ogromnym rozmachem, niezwykle widowiskowym przedsięwzieciu, które z entuzjazmem przyjęli zarówno widzowie, jak i krytycy, aktor wcielił się w Kommodusa, głównego rywala granego przez Russela Crowe'a głównego bohatera. Za swoją kreację artysta otrzymał pierwszą w karierze nominację do Oscara.
Po niezłych, ale niespecjalnie zapisujących się w pamięci drugoplanowych kreacjach w "Drodze przez piekło" Olivera Stone'a, "Powrocie do raju" Josepha Rubena i "Martwych gołębiach" Davida Dobkina, Phoenix znalazł się na ustach filmowego świata za sprawą roli w wyreżyserowanym przez Joela Schumachera obrazie "Osiem milimetrów", gdzie zagrał sprzedawcę w sklepie z materiałami pornograficznymi, który pomaga detektywowi granemu przez Nicolasa Cage'a w odkryciu prawdy, kryjącej się za szczególnie drastycznym filmem.
O niektórych mówi się: syn swojego ojca, o jeszcze innych - mąż swojej żony, tymczasem o Joaquinie Phoeniksie jeszcze kilkanaście lat temu można było śmiało powiedzieć: brat swojego brata. To bowiem starszy o cztery lata River zapowiadał sie na gwiazdę światowego formatu. "Wybrzeże Moskitów", "Stracone lata", "Mały Nikita" i przede wszystkim "Moje własne Idaho" dowiodły aktorskiego kunsztu starszego z braci Phoeniksów. Kto wie, jak by potoczyła się świetnie zapowiadająca się kariera, gdyby nie tragiczna śmierć Rivera - przedawkował narkotyki niemal równo 21 lat temu. Wówczas na ekranie zaistniał Joaquin, dla którego jedną z pierwszych istotnych ról, była kreacja Jimmy'ego Emmetta w "Za wszelką cenę" (gwiazdą produkcji była niezbyt wówczas znana Nicole Kidman). Role w tym filmie Joaquin zawdzieczał niejako bratu, ponieważ reżyser "Za wszelką cenę" - Gus Van Sant, powierzył mu ją właśnie ze względu na Rivera, u którego ten zagrał we wspomnianej produkcji "Moje własne Idaho".
Nie pierwszy raz doceniono talent Phoenixa. W 2000 roku aktor otrzymał swoją pierwszą nominację do Oscara za rolę drugoplanową w "Gladiatorze" Ridleya Scotta. Potem był do tej nagrody nominowany jeszcze dwukrotnie, w tym za brawurowy występ w biograficznym filmie "Spacer po linie" (2005), o życiu legendy amerykańskiej sceny muzycznej - Johnny’ego Casha. Za tę role otrzymał również Złotego Globa dla Najlepszego aktora w filmie dramatycznym. W październiku 2008 roku podczas konferencji prasowej Phoenix oznajmił, że rezygnuje z dalszej kariery filmowej, by skupić się na tworzeniu muzyki. Okazało się jednak, że była to jedynie część roli przygotowanej na potrzeby "Jestem, jaki jestem" w reżyserii swojego ówczesnego szwagra - aktora Casey Afflecka. Później Phoenix grywał u największych w świecie filmu. W 2012 roku premierę miał "Mistrz" Paula Thomasa Andersona, gdzie Phoenix zagrał główną rolę - u boku Philipa Seymoura Hoffmana i Amy Adams, otwiera się w nowym oknie.
Wielkim sukcesem okazała się "Ona" (2014) w reżyserii Spike’a Jonze’a, w którym aktor wcielił się w rolę mężczyzny zakochanego w systemie operacyjnym swojego komputera. Głosu maszynie użyczyła Scarlett Johansson, otwiera się w nowym oknie. W tym samym roku Phoenix wystąpił ponownie u Paula Thomasa Andersona, tym razem w psychodelicznej "Wadzie ukrytej", a rok później po raz pierwszy dołączył do plejady gwiazd Woody’ego Allena - w "Nieracjonalnym mężczyźnie" (u boku Emmy Stone).
Wkrótce ponownie będziemy mogli przekonać się o aktorskiej wszechstronności Phoenixa. Oprócz roli w "Nigdy cię tu nie było" w najbliższych miesiącach zobaczymy go w biograficznym "Don’t Worry, He Won’t Get Far On Foot" w reżyserii Gusa Van Santa na podstawie życia i twórczości amerykańskiego rysownika Johna Callahana oraz jako Jezusa Chrystusa w "Marii Magdalenie" u boku swojej życiowej partnerki Rooney Mara.
"Maria Magdalena" [trailer]materiały dystrybutora
W Hollywood od lat krążą też plotki, otwiera się w nowym oknie o licznych propozycjach dołączenia do komiksowego uniwersum Marvela, które aktor konsekwentnie odrzuca. Ostatnio jednak coraz częściej mówi się o jego mocnej kandydaturze na nowe wcielenie kultowego Jokera. Być może Phoenix, jak zawsze nieprzewidywalny w swoich wyborach, stworzy kolejną genialną kreację. "Nigdy cię tu nie było" z Joaquinem Phoenixem w roli głównej w kinach już od 13 kwietnia.
"Nigdy cię tu nie było" [trailer]materiały dystrybutora