Reklama

Reklama

Jim Carrey: Wreszcie jestem sobą

Mówili o nim "facet o gumowej twarzy”, bo ekspresyjnymi minami potrafił rozbawić największych ponuraków. W rozśmieszaniu był mistrzem. Jednak sam przez wiele lat cierpiał na depresję. Pokonał ją dzięki malarstwu.

Jim Carrey na rozdaniu Złotych Globów w 2019 roku

 - Teraz, kiedy pada deszcz, nie zalewa mnie, nie zanurzam się w nim i nie topi mnie - mówi metaforycznie o wyjściu z depresji Jim Carrey.

Już w lutym na kanale HBO pojawi się drugi sezon serialu "Kidding". Jim Carrey gra w nim zabawnego gwiazdora popularnego programu dla dzieci, pana Picklesa. Jednak mężczyzna pod przyklejonym do twarzy "firmowym" uśmiechem skrywa wielką rodzinną tragedię. Wypiera problemy, ale ostatecznie musi stawić im czoła.

- On przypomina mnie sprzed lat - mówi o swojej postaci aktor.

Długo tłumił smutek

Karierę zaczynał jako 15-latek od występów w klubach ze stand-upem i już wtedy marzył, by z rozśmieszania innych uczynić swój sposób na życie.

Reklama

Plan Jima Carreya ziścił się po jego występie w zwariowanej komedii "Ace Ventura: psi detektyw" (1994). W tym samym roku otrzymał też nominację do Złotego Globu za rolę w "Masce".

Błyskawicznie stał się jednym z gorętszych nazwisk Hollywood. Mógł  przebierać w propozycjach kolejnych ról i otrzymywał wielomilionowe honoraria. Paradoksalnie właśnie wtedy dopadła go depresja.

- Czułem się bardzo samotny, ale tłumiłem w sobie ten smutek. Wyrzucałem sobie, że nie potrafię cieszyć się  ze swoich sukcesów - mówił po latach aktor.

Przełomem okazała się główna rola w "Truman Show" (1998).

- Wtedy na planie dużo się o sobie dowiedziałem - przyznał w jednym z wywiadów Jim Carrey. - Tak jak mój filmowy bohater, zrozumiałem, że żyję życiem, które zaprojektowali mi inni.

Ukojenie w sztuce

Ból duszy tłumił alkoholem i garściami przeciwdepresyjnych leków. Wreszcie postanowił zmierzyć się ze swoimi demonami. Poszedł na terapię.

- Dzięki niej pojąłem, że nie mogę dłużej grać Jima Carreya, czyli być osobą, która spełnia zachcianki innych i pozwala im sterować swoim życiem.

Odzyskał równowagę na kilka lat. Niestety, w 2015 roku znów wszystko runęło. Rozstał się wówczas ze swoją wieloletnią przyjaciółką, modelką Cathrioną White. Kobieta kilka dni później popełniła samobójstwo.

Carrey był załamany. W dodatku rodzina dziewczyny oskarżyła go o spowodowanie jej śmierci. Nie ustalono, dlaczego się zabiła.

- Poczułem, że targające mną emocje muszę wyrazić poprzez sztukę - wspominał tamte chwile.

Zaczął malować kolorowe, bardzo ekspresyjne obrazy. To, jak mówi, dało mu ukojenie. - Dziś bywam szczęśliwy i to mi wystarczy - deklaruje 58-letni aktor.

JBJ

Tele Tydzień
Dowiedz się więcej na temat: Carrey Jim

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy