Jerzy Zelnik urodził się w Krakowie, ale studia na Wydziale Aktorskim tamtejszej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej podjął w Warszawie. Zadebiutował na kinowym ekranie w 1963 roku w filmie "Smarkula".
Już dwa lata potem zagrał rolę, która przyniosła mu sławę i ... pierwsze honorarium: Ramzesa XIII w "Faraonie".
Zobacz również:
O tytułową rolę ubiegało się 50 kandydatów: ubrani wyłącznie w ręczniki na biodrach mieli wygłosić kilka kwestii Ramzesa XIII, co okazało się niemożliwe do wykonania dla wszystkich poza 18-letnim wówczas debiutantem Jerzym Zelnikiem. On bowiem, jak wspominał reżyser, ze względu na genialną harmonijność budowy ciała, rozebrany i ubrany wyglądał tak samo - i równie dobrze. Kawalerowicz zaryzykował i dał mu rolę - jak się później okazało, był to doskonały wybór, bo młody aktor dojrzewał wraz ze swoim bohaterem.
Zelnik zagrał postać Zygmunta Augusta w serialu "Królowa Bona", za którą zdobył nagrodę zespołową I stopnia Przewodniczącego Komitetu ds. Radia i Telewizji za osiągnięcia aktorskie i w dramacie historycznym "Epitafium dla Barbary Radziwiłłówny" z Anną Dymną.
"Anna Dymna, w rozkwicie swojej wspaniałej urody, ekstrakt kobiecej zmysłowości, i Jerzy Zelnik, niezwykle przystojny, męski, atrakcyjny w scenach miłosnych, a równocześnie królewski, świetnie noszący kostium, zwłaszcza koronę" - pisał we wspomnieniach reżyser "Epitafium...".
W filmie znalazła się klasyczna "scena łóżkowa", która przysporzyła realizatorom sporo kłopotów. "Wymyśliliśmy, że zrobimy to w szerokim łożu, umieszczając kamerę wysoko nad nim, a kochającą się parę nakryjemy wiotkim jedwabiem, tak aby było widać tylko ich kształty, ale przesłonięte delikatną tkaniną" - reżyser Janusz Majewski przedstawił koncepcję sceny.
Największym problemem okazały się jednak... slipki Jerzego Zelnika. W trakcie kręcenia sceny nagle szwenkier Jerzy Garstecki krzyknął do ekipy: "Majtki Jurka prześwitują!". Okazało się, że czerwona bielizna aktora była widoczna pod delikatną tkaniną. "Jurek robi się czerwony jak te nieszczęsne majtki, Anka Dymna chichocze w poduszkę" - odtwarza tamten moment Majewski.
Z pomocą koledze przyszła właśnie Dymna, która wykorzystując moment zamieszania, szybko ściągnęła Zelnikowi bieliznę, oznajmiając triumfalnym okrzykiem pracującej przy filmie garderobianej: "Haniu, kochanie, zabierz majtki pana Zelnika!". "Potem już, bez żadnych problemów, kierując się doświadczeniem i odwiecznym odruchami, których nauczyła ich natura, Anka i Jurek pięknie grają miłosna scenę legendarnej pary kochanków" - podsumował Majewski.
Jerzy Zelnik pojawił się też na ekranie w owianym aurą obyczajowego skandalu filmie Waleriana Borowczyka "Dzieje grzechu". Główną rolę w zagrała Grażyna Długołęcka, wcielając się w rolę Ewy Pobratyńskiej, skazanej na klęskę bohaterki, która zakochuje się w żonatym studencie antropologii (Zelnik) i rusza za nim w niebezpieczną podróż po Europie z początku XX stulecia.
Ważną rolą w filmografii aktora pozostaje tytułowa postać prawnika w serialu "Doktor Murek" na podstawie powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.
Z kolei w telewizyjnej adaptacji opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza "Trzy młyny" pojawił się jako homoseksualny koneser sztuki zakochany w młodym chłopcu.
Brał też udział w IV edycji programu "Jak oni śpiewają". Ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Nowego w Łodzi, przyznał że przez swoją decyzję był obiektem kuluarowych dowcipów swoich kolegów. "Jestem nie tylko dyrektorem, ale przede wszystkim aktorem, więc nie boję się ocen" - odpowiedział Zelnik w rozmowie "Faktem". "Niektórzy koledzy z rozbawieniem przyjęli wiadomość o moim występie, ale ja traktuję to z przymrużeniem oka" - dodał ze spokojnym uśmiechem.
Zelnik odpadł w 5. odcinku, zajmując 12. miejsce.
Jerzego Zelnika możemy też oglądać na małym ekranie. W telenoweli TVP1 "Klan" wystąpił w roli Krzysztofa Malickiego, pierwszej wielkiej miłości Elżbiety Chojnickiej (Barbara Bursztynowicz). Ponadto zagrał również w serialach: "Teraz albo nigdy!", "Usta Usta" oraz "Rezydencja".
W 2016 roku pojawiły się informacje, że Zelnik był zarejestrowany jako Tajny Współpracownik SB.
"Coś tam w jakiejś wczesnej młodości nabroiłem, ale od tego już się dawno odciąłem. Jak wchodziłem w życie, to widocznie coś niedojrzałego się stało - króciutko, ale jednak. Odpokutuję oficjalnie, bo ja się niczego nie wypieram" - skomentował w rozmowie z RMF FM.
"Jeżeli komuś zaszkodziłem, to na pewno ludzkość się dowie, a ja poproszę o wybaczenie. Byłem być może za mało dojrzały politycznie" - dodał aktor.
W 2017 roku Zelnik otrzymał z rąk ministra kultury Piotra Glińskiego Złoty Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".
"Kiedy nie miał możliwości realizowania własnej wizji w teatrze, w tym dużym teatrze, on człowiek z zadatkami na celebrytę, ba powiedzmy otwarcie - celebryta - zszedł w dół. Już w latach 80. w momencie politycznej próby dla świata artystycznego słyszeliśmy go mówiącego wielkie narodowe strofy od ołtarza" - mówił w laudacji na temat Zelnika dziennikarz Piotr Zaremba.
"W ostatnich latach poszukał twórczych możliwości w inscenizacjach granych po kościołach i w sztukach granych np. w seminariach duchownych, na uczelniach, w pracy z amatorami, także ze studentami. To jest naprawdę wspaniałe, to jest kultura pełną gębą wciągająca do współuczestnictwa masy ludzi. To kultura mająca związek z wrażliwością zwykłego człowieka. Za to wypada Jerzemu Zelnikowi szczególnie podziękować" - uważa Zaremba.
Jak mówił - Zelnik - ma wyraźne poglądy, nie stroni od zaangażowań poza artystycznych, a przecież dba o to, aby nikogo nie urazić, nie wykluczyć i nie zranić. "Jest w tym rys jego osobistej szlachetności, ale choćby próba dialogu z innymi artystami to także część wielkiego dzieła tworzenia polskiej kultury, zawsze odnosiłem wrażenie i było to o tyle krzepiące, że dla Jerzego polska kultura jest jedna, a dziś często po różnych stronach rozmaitych kontrowersji to poczucie, tracimy" - podkreślił Zaremba.
Zobacz również:
Zelnik dziękując za wyróżnienie mówił, że jest "bardzo wdzięczny za docenienie". "Zawsze mi się wydaje, mówiąc po chrześcijańsku, że im więcej nagród ma się na ziemi, tym może mniej będzie w niebie, więc z tym trzeba uważać" - zaznaczył aktor.
"Chciałbym, żeby dla mnie podstawową nagrodą była jednak akceptacja moich widzów, mojej rodziny i chyba, powiem może górnolotnie, ale moich rodaków, żeby oni ściskali mi dłoń w sposób taki niekłamany, za coś dziękowali, może z jakimś wzruszeniem. Takie wzruszenie widza jest rzeczywiście czymś, co jest nie do przecenienia i tego sobie życzę, państwu również, żebyście się nie zawiedli, że będę jeszcze parę lat działał i może jakoś wspomagał naszą kulturę, która wydaje się, że wymaga jeszcze większego ożywienia" - podkreślił Zelnik.

















