Reklama

Jeremy Renner: Kariera za wszelką cenę

Po rolach w takich filmach, jak "The Hurt Locker - W pułapce wojny", "Miasto złodziei", "Mission: Impossible - Ghost Protocol" i "Avengers", a także debiutującym właśnie na ekranach naszych kin "Dziedzictwie Bourne'a" Jeremy Renner wyrasta na gwiazdę kina akcji.

Podwyższony stopień czujności

Reklama

Jeremy Renner siedzi w odległości zaledwie jednego metra od przeszklonych drzwi prowadzących na balkon jednego z hoteli w Zachodnim Hollywood, gdzie umówiliśmy się na rozmowę. W markowym garniturze i eleganckich butach o gładkich podeszwach nie wygląda, jakby w kieszeni miał schowaną na wszelki wypadek linę...

Gdyby nagle znalazł się w potrzasku - jak to często zdarza się jego bohaterowi, Aaronowi Crossowi, w filmie "Dziedzictwo Bourne'a" - w jaki sposób ratowałby skórę?

Mój rozmówca spokojnie rozgląda się po pokoju. Zauważam, że jego wzrok pada na kable telewizyjne leżące na podłodze. Namyśla się przez chwilę, po czym wskazuje ruchem głowy na zasłony maskujące drzwi balkonowe. Tak, ma już plan.

Renner zauważa, że nie jest wyszkolonym szpiegiem, jak Cross - ale za to jego pasja, jaką jest jazda na motocyklu, bardzo mu się przydaje w takich sytuacjach.

- To dzięki niej mogłem wczuć się w mentalność Aarona, którą charakteryzuje podwyższony stopień czujności - mówi aktor. - Kiedy poruszasz się na motocyklu, musisz brać pod uwagę każdy scenariusz - to, że przed tobą zwali się na drogę słup telefoniczny; że pod koła wybiegną ci małe dzieci; że nie dostrzegą cię kierowcy samochodów. W trakcie jazdy myślę o wszystkich tych rzeczach.

Renner zawsze wiedział też, co chce robić w życiu - nawet jeśli nie do końca wiedział, jak sprawić, by ten wymarzony scenariusz się ziścił. Kiedy jako 22-latek przeprowadził się do Hollywood, wiedział jedynie, że chce grać w filmach. Uczył się, nie dojadał - aż wreszcie mu się poszczęściło. Dziś, w wieku 41 lat, może o sobie powiedzieć, że wykonał swój plan z nawiązką. Świadczy o tym chociażby fakt, że w ostatnich latach był dwukrotnie nominowany do Oscara: za pierwszoplanową rolę w "The Hurt Locker. W pułapce wojny" (2008) i za drugoplanową w "Mieście złodziei" (2010).

Później przyszła kolej na występ w największym hicie tegorocznego box office'u - "Avengers 3D", gdzie zagrał Hawkeye'a. Teraz zaś możemy oglądać go na ekranach we wzbudzającym wielkie emocje "Dziedzictwie Bourne'a". Ci, którzy spodziewają się zobaczyć na kinowym ekranie Matta Damona, niech lepiej przez cały czas trwania seansu mają oczy szeroko otwarte: Damon - który wcielił się w Jasona Bourne'a w tegoż "Tożsamości" (2002), "Krucjacie" (2004) i "Ultimatum" (2007) - w tym filmie pojawia się tylko raz, w dodatku... na fotografii. Ciężar akcji spoczywa na barkach Rennera, czyli Aarona Crossa.

Przeczytaj recenzję "Dziedzictwa Bourne'a" na stronach INTERIA.PL!


Aktor-kaskader

"Dziedzictwo Bourne'a" zostało zrealizowane według oryginalnego scenariusza Tony'ego Gilroya, który stanął również za kamerą. Film obficie czerpie z trylogii z Damonem w roli głównej, pogłębiając wybrane wątki. Jakie jeszcze grzechy ma na sumieniu CIA, które manipulowało poddanym praniu mózgu Bourne'em? Kto chce zabić Crossa, i dlaczego? W skomplikowanym świecie szpiegów, dwulicowych szefów i kruchej lojalności niełatwo o odpowiedzi...

- Aaron to absolutne przeciwieństwo Jasona, który nieustannie poszukiwał swojej tożsamości, swojego ja - mówi Renner. - Po rozwiązaniu zagadki musi uporać się z poczuciem winy. Trylogia z Damonem traktuje przede wszystkim o odkupieniu i zemście. Aaron to z kolei facet, który nie miał specjalnego szczęścia w życiu. Dorastał w Reno; nie był żadnym asem. Zaciągnął się do armii, żeby mieć poczucie, że uczestniczy w czymś ważnym. Zgłosił się do tajnego programu, bo chciał być tak dobry, jak to tylko możliwe...

Jednak osoby odpowiedzialne za realizację sekretnego projektu decydują się go zakończyć, obawiając się, że opinia publiczna dowie się o tym, że rząd sztucznie zwiększa psychiczne i fizyczne predyspozycje żołnierzy za pomocą najnowocześniejszych naukowych rozwiązań.

Renner, który w filmach akcji zaczął pojawiać się stosunkowo niedawno, dostał rolę Crossa dzięki swoim dwóm poprzednim kreacjom: tajemniczego analityka Williama Brandta w "Mission: Impossible - Ghost Protocol"' (2011) i wspomnianego Hawkeye'a w "Avengers 3D". Mogący pochwalić się świetną formą fizyczną aktor sam zagrał w większości scen kaskaderskich w obu tych filmach. Nie inaczej było w "Dziedzictwie Bourne'a".


- Rany i krwawienie było czymś na porządku dziennym - mówi, śmiejąc się radośnie. - Owszem, parę razy mocno się poobijałem, ale nie zdarzyło się nic takiego, co zmusiłoby nas do przerwania zdjęć.

Po wielu latach relatywnej anonimowości, Renner zdaje się cieszyć faktem, że znalazł się "na świeczniku". - Cieszę się, że sukces nie przydarzył mi się, kiedy miałem 19 lat. To byłoby coś strasznego. Wielkie okazje zaczęły pojawiać się w moim życiu dokładnie wtedy, kiedy byłem na nie gotowy.

Za 5 dolarów tygodniowo

Aktor - który wychował się w Modesto w Kalifornii - zaręcza, że jako dziecko był nieśmiały. - Byłem też permanentnie zadowolony z życia i uwielbiałem grać na perkusji. Lubiłem typowo chłopięce zabawy: nieustannie coś kopałem, budowałem jakieś forty... Chwytałem nawet za młotek i gwoździe i zbijałem meble - taki byłem ciekawski.

Aktorstwo odkrył podczas studiów psychologicznych, które podjął w rodzinnym mieście.

- Kłębiły się we mnie wówczas różne emocje - mówi Renner, prawdopodobnie mając na myśli ślady, jakie zostawił w jego psychice rozwód rodziców (rozstali się, kiedy miał dziesięć lat). - Aktorstwo pozwalało mi w bezpieczny sposób okazywać te uczucia; dawało również możliwość radzenia sobie z nimi.

Kiedy wreszcie zdecydował się ruszyć w liczącą kilkaset kilometrów drogę na południe - do Hollywood - miał przy sobie przysłowiowe parę groszy. Nie brakowało mu natomiast determinacji i głodu sukcesu w wymarzonym zawodzie. Wolał żyć za 5 dolarów tygodniowo, niż podjąć pierwszą lepszą dorywczą pracę. Przez wiele miesięcy oświetlał swoje mieszkanie świeczkami, nie mając pieniędzy na pokrycie rachunków za elektryczność.

Za drugoplanową rolę w "Mieście złodziei" Renner dostał nominację do Oscara:

- Po części było to moje ego - przyznaje aktor. - Mówiłem sobie, że skoro granie jest jedynym zajęciem, które wykonuję za pieniądze, to znaczy, że jestem aktorem. Jestem uparty, przekonany o własnych racjach i nieustępliwy. Bałem się, że jeśli zatrudnię się w kawiarni i będę serwował klientom latte, stracę cenny czas potrzebny mi na osiągnięcie mojego celu.

- Musiałem przezwyciężyć lęki związane z graniem. Studiowałem podręczniki psychologiczne; chodziłem na kursy aktorstwa. Dałem sobie jedenaście lat - w tym czasie chciałem zaistnieć jako aktor.

Okazało się jednak, że przyszły gwiazdor spełnił kryteria, które sobie wyznaczył, już po upływie półtora roku.

- Musiały wydarzyć się trzy rzeczy - opowiada Renner. - Po pierwsze, musiałem dostać rolę w filmie. Po drugie, musiała to być na tyle duża produkcja, żeby wyświetlali ją również w moim rodzinnym Modesto. Wreszcie, sama kreacja musiała być na tyle znacząca, żebym nie musiał mówić rodzinie: "To ja; ten gość z tyłu, który macha ręką!".

Kariera przede wszystkim

- Wszystko to dostałem wraz z moją pierwszą rolą w filmie "Rozrabiaki w Waszyngtonie". To był 1995 rok. Film był głupiutki, ale w tamtym okresie znaczył dla mnie wszystko.

Drzwi do kariery na dobre otworzyły się przed Rennerem dopiero w 2002 r., kiedy zagrał seryjnego mordercę w thrillerze "Dahmer".

- Na przygotowanie się do zdjęć dostałem trzy dni, a same zdjęcia trwały dwa tygodnie - wspomina. - Wreszcie mogłem pokazać branży filmowej, że żyję. Hej, spójrzcie tutaj. To ja!

Nie trzeba chyba dodawać, że w ciągu kolejnych dziesięciu lat "branża" nie straciła go z oczu. Renner grywał drugoplanowe role w tak głośnych filmach, jak "S.W.A.T. Jednostka Specjalna" (2003), "Daleka północ" (2005), "28 tygodni później" (2007) czy "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda" (2007). Nie był gwiazdą, ale regularnie pojawiał się na ekranie, nie wcielając się bynajmniej w postaci marginalne.

Drzwi do wielkiej kariery otworzyła mu rola w filmie "The Hurt Locker. W pułapce wojny":


Wszystko zmieniło się, kiedy Kathryn Bigelow powierzyła mu główną rolę w swoim filmie "The Hurt Locker. W pułapce wojny". Niskobudżetowa opowieść o saperze pracującym w Iraku zdobyła sześć Nagród Akademii, w tym dla najlepszego filmu. Sam Renner również był nominowany do Oscara, ale przegrał z Jeffem Bridgesem, nagrodzonym za fenomenalną kreację w "Szalonym sercu".

Aktor powtarza, że z perspektywy czasu cieszy się, iż dochodzenie do obecnego statusu zajęło mu tyle czasu. - To była trudna podróż, ale za to ukształtowała mnie ona jako człowieka - mówi. Zarazem jest jednak świadomy ceny, jaką przyszło mu za to zapłacić...

- Lubię siebie jako osobę - wyznaje - ale też prawdą jest, że dla swojego celu poświęciłem każdy związek, w jakim kiedykolwiek byłem. Nie mam rodziny. Owszem, mam wielu krewnych, ale własnej rodziny nie założyłem. Wiem, że wciąż jeszcze może się to zdarzyć, ale zawsze rezygnowałem z prawdziwej bliskości z kobietą, bo kariera była na pierwszym miejscu.

Wkrótce zobaczymy Jeremy'ego Rennera w dwóch kolejnych produkcjach: "Hansel i Gretel: Łowcy czarownic", a także w dramacie, którego akcja rozgrywa się na początku XX wieku. Partnerować mu będą Marion Cotillard i Joaquin Phoenix (film nie ma jeszcze tytułu).

Kontynuacja "Dziedzictwa Bourne'a" to perspektywa raczej nierealna - ale sequel "Avengers 3D" jest sprawą praktycznie przesądzoną.

- W głębi duszy wciąż jestem dużym dzieciakiem. 'Avengers 3D' to film wybitnie w moim guście - mówi Renner. - Zarazem jednak jako aktora pociągają mnie bardziej pogłębione scenariusze.


Renner nie ma zbyt wiele wolnego czasu - ale kiedy już wygospodaruje chwilę, osobiście remontuje położony na Wzgórzach Hollywood dom, który niedawno kupił. Dziesięć lat temu, za swoją pierwszą poważną gażę, nabył wraz z przyjacielem pierwszą nieruchomość. Później przyszły kolejne zakupy. Aktor osobiście nadzorował remont każdego domu, a po jego zakończeniu sprzedawał go ze znacznym zyskiem. Dziś pieniędzy już nie potrzebuje, ale nie wyobraża sobie życia bez tego hobby.

Nie zmienił się również, jeśli chodzi o oszczędne gospodarowanie pieniędzmi.

- Wciąż bardzo rozsądnie planuję wydatki - wyznaje. - Nie kupuję wszystkiego, co popadnie. Podczas moich chudych lat nauczyłem się gotować. Jestem w stanie wyczarować przyzwoity posiłek z zawartości lodówki każdego kawalera. Ilu superbohaterów potrafi to zrobić?

© 2012 Nancy Mills

Tłum. Katarzyna Kasińska

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ghost | Akcji | wojny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje