Reklama

Reklama

Jean Harlow: Wybuchowa blondynka

Włosy w kolorze platyny były jej znakiem firmowym. I stały się przyczyną jej zguby.

Nie marzyła o sławie, lecz o szczęściu - mówił jej przyjaciel Clark Gable. Życie Jean Harlow potoczyło się jednak inaczej.

Na świat przyszła jako Harlean Carpenter. Gdy miała 10 lat, jej rodzice rozwiedli się, a zaborcza matka zabroniła jej spotykać się z ojcem, więc córka widywała się z nim w tajemnicy. Również w tajemnicy jako 16-latka wyszła za mąż za kilka lat od niej starszego dziedzica fortuny, Chucka McGrew. Przenieśli się na drugą stronę kontynentu do Beverly Hills.

Tam na jednym z wielu przyjęć poznała aktorkę Rosalie Roy i następnego dnia podrzuciła ją na casting. Choć początkowo jej to nie interesowało, dała się przekonać koleżance i pod panieńskim nazwiskiem matki wzięła udział w przesłuchaniu. Gdy parę dni później odebrała telefon i ktoś poprosił Jean Harlow, zawołała matkę - zapomniała, że Jean Harlow to ona sama.

Reklama

Nie od razu została gwiazdą. Zaczęła jako statystka za kilka dolarów, potem przyszły małe rólki, wreszcie podpisała kontrakt na 100 dolarów tygodniowo. Zagrała w trzech filmach o Flipie i Flapie. Już w pierwszym ustaliła swój wizerunek blond seksbomby. Ubrana w wieczorową suknię do kostek, wysiada z hotelowej taksówki. Przytrzaśnięta przez Flapa suknia spada, a Harlow bez mrugnięcia okiem w samej bieliźnie idzie prosto do recepcji.

Nie wszystkich bawiła jej zmysłowość, a najmniej dwóch panów: jej męża i bogatego dziadka, który zagroził, że ją wydziedziczy. Jean zerwała więc kontrakt z wytwórnią, ale za namową matki zmieniła zdanie i zamiast tego zerwała z mężem. Zasądzono jej wysokie alimenty i odszkodowanie, lecz nie przyjęła ani grosza.

Zaraz potem dostała rolę w "Szalonych sercach" u boku Clary Bow. "Kto przy niej zwróci na mnie uwagę?" - jęknęła gwiazda na widok Harlow ubranej w sukienkę ujawniającą, że nie uznaje bielizny. Obawy były uzasadnione - Jean awansowała na pierwszą seksbombę Ameryki. "Mężczyźni lubią mnie dlatego, że nie noszę stanika. Kobiety, bo nie wyglądam na dziewczynę, która zabierze im męża. W każdym razie nie na długo" - kpiła.


Znalazła się w dobrym miejscu w dobrym czasie. Kino właśnie przechodziło dźwiękową rewolucję i dotychczasowe gwiazdy traciły swoją pozycję. Gdy szwedzki akcent uniemożliwił Grecie Nissen zagranie w "Aniołach piekieł", producent Howard Hughes dał szansę młodziutkiej blondynce. Harlow sprawdziła się, ze słodyczą wypowiadając obrazoburczą w tamtych czasach kwestię: "Czy przeszkadzałoby ci, gdybym przebrała się w coś wygodniejszego?".

"Aniołowie" stali się największym przebojem 1930 r., a Hughes obsadził Jean w "Wybuchowej blondynce". Tytuł wybrano specjalnie, by z białych włosów Jean uczynić symbol. Aż do tamtej pory nie istniało pojęcie "platynowa blondynka", określenie to świat zawdzięcza specom od reklamy Hughesa, którzy jednak omal nie nazwali Harlow Blond Lawiną i Słodkim Cyklonem. Oczywiście rozjaśnianie włosów znano od dawna, ale na rynku jeszcze długo nie pojawiła się farba dająca taki odcień. Hughes ogłosił konkurs: 10 tys. dolarów miał wygrać fryzjer, który choć zbliży się do platyny Harlow. Jean natomiast niewzruszenie twierdziła, że to jej naturalny kolor.

Sprzedaż wody utlenionej poszybowała, a nieudane próby upodobnienia się do gwiazdy zmusiły setki kobiet w USA do przejścia na krótką fryzurę. "Gdyby nie włosy, Hollywood nie miałoby pojęcia, że żyję" - stwierdziła kiedyś Jean. Ale mieszanka, która co tydzień lądowała na jej głowie, przyczyniła się do jej śmierci. Mdlące opary amoniaku zmieszanego z wybielaczem i wodą utlenioną przyspieszyły rozwój śmiertelnej choroby nerek. Na razie jednak nic prócz wypadających włosów nie wskazywało na chorobę gwiazdy. Trasa promująca jej filmy w Stanach okazała się strzałem w dziesiątkę: widownia była zawsze zapełniona do ostatniego miejsca.

Za tym sukcesem stał producent MGM, starszy od niej o 20 lat Paul Bern. Rok później była już jego żoną i całe Hollywood spekulowało, jak ułoży się małżeństwo dziewczyny, która kocha zabawę, i mężczyzny, którego wizja dobrego wieczoru sprowadza się do książki i kubka herbaty. Rzeczywistość jak zwykle przerosła plotki. Parę miesięcy po ślubie, gdy Jean czekała na niego z obiadem u matki, Bern leżał w ich łazience z kulą w głowie, nago, w dłoni ściskał pistolet. Zostawił list: "Najukochańsza, to jedyny sposób, by zadośćuczynić ci wszystko to, co zrobiłem złego, by zmyć to nędzne upokorzenie. Wczorajsza noc była tylko komedią".

Czy miał na myśli swoją impotencję? Depresję? Długi? Bigamię? Niewielu wiedziało, że nie rozwiódł się z poprzednią żoną, tułającą się po szpitalach psychiatrycznych Dorothy Millette, która dzień po jego śmierci skoczyła z mostu w San Francisco.

 

Choć Jean była główną podejrzaną, skandal udało się uciszyć. Mimo rozpaczy wróciła na plan filmowy, znalazła pocieszenie w ramionach boksera Maxa Baera. Gdy jego żona zagroziła podaniem nazwiska gwiazdy w papierach rozwodowych, wytwórnia ukróciła romans. Zaaranżowano małżeństwo z operatorem Haroldem Rossonem. "To nie Apollo" - powiedziała o nim w wywiadzie. Rozwiedli się osiem miesięcy później, jako powód Jean podała między innymi, że "czytał w łóżku".

Dwa lata przed śmiercią spotkała wreszcie kogoś, kogo pokochała naprawdę. William Powell był jej kochankiem i przyjacielem, ale nie spieszyli się z małżeństwem - ona chciała dzieci, on nie. Była jednak szczęśliwa, a jej kariera osiągnęła szczyt.

Beztroska nie trwała długo. Wkrótce Jean musiała pożegnać się z legendarną platyną: włosy wychodziły jej garściami i w ostatnich filmach nosiła już tylko peruki. W krótkim czasie przeszła ciężką grypę, zakażenie po wyrwaniu ósemek, poparzenie słoneczne, ale nikt nie podejrzewał, że to symptomy poważnej choroby. Mimo ciągłego zmęczenia, mdłości i opuchlizny, nadal pracowała. Na planie filmowym pojawiała się punktualnie, nie chciała sprawiać kłopotu.

Podczas kręcenia "Saratogi" w 1937 r. nie była już w stanie stać o własnych siłach. 29 maja miała grać scenę gorączki, ale była wyraźnie bardziej chora niż jej bohaterka. Wezwano Powella, który zawiózł ją do domu. "To nic poważnego" - orzekł lekarz. Kilka dni później podczas odwiedzin Clark Gable wyczuł zapach moczu w jej oddechu. Zawieziono ją do szpitala. Za późno: umarła następnego dnia. Miała 26 lat.

Życie na Gorąco Retro
Dowiedz się więcej na temat: Jean Harlow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy